poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział 8. - For how long?

- Później mam zamiar poznać wszystkie pikantne szczegóły! - Jess wskazała na mnie palcem kiedy wstawałam z moją ukochaną kanapką w dłoni. Zaśmiałam się.
- W tym nie było nic pikantnego! Ogarnij się. - wzięłam resztę kanapki do ust i chwyciłam moją torbę.
- Wiem że było! - uśmiechnęła się - Dlatego nagle musisz iść do łazienki! - zmrużyła oczy z chytrym uśmiechem. Wyśmiałam ją i pokręciłam głową. Może i chciałam uciec od jej wścibskich pytań, ale tak nie było. Wolałam iść do łazienki na sam koniec przerwy żeby potem od razu udać się pod salę. Lepsze to niż stanie w kolejce tuż po dzwonku na przerwę obiadową a potem szukanie miejsca w stołówce przez pół godziny żeby usiąść tylko na dwie minuty. Z uśmiechem zgodziłam się z moimi myślami i otworzyłam drzwi do damskiej łazienki.
Zwykła łazienka z paroma kabinami, czterema umywalkami i oczywiście lustrami. Białe ściany i małe trójkątne okno, które wciąż pozostawało otwarte. Prawdopodobnie dlatego, że było za wysoko by ktokolwiek mógł je zamknąć. Kiedy zakończyłam swój biznes w jednej z kabim, wyszłam i spojrzałam w lustro. Słodko. Moje niebieskie oczy nudno spoglądały na moje odbicie, a brązowe włosy kaskadami opadały na ramiona. Jak zwykle.
Nuciłam szczęśliwie pod nosem 'Paradise' Coldplay kiedy przeszkodził mi jakiś strasznie piskliwy głos.
- Alyssa, prawda? - o boże, co? Spojrzałam w prawo i stanęłam oko w oko z Blondi. Jej makijaż prawie mnie oślepił, nie mówiąc już o jej ciuchach.
- Uhm, tak. To ja. - odpowiedziałam niezręcznie, patrząc na nią. Zwróciła się przodem do mnie z uśmiechem na twarzy, ręką opierając się o umywalkę. Wszystko to robiła z przerażająco fałszywym uśmieszkiem. Dziwna sprawa. Ale najważniejszą rzeczą było.. Dlaczego ze wszystkich na Ziemi, właśnie ona musiała do mnie zagadać? - A ty tooo? - i zamarłam.
Emily Woods. Słyszałam i wymawiałam to imię przecież setki razy. Ale w tym momencie, stała ze mną twarzą w twarz.
Nie lubię tej dziewczyny.
Jest popularna.
Myśli, że każdy ją zna.
Nie mam zamiaru dać jej tej satysfakcji. Może jest do tego przyzwyczajona. Ale nie. Niech dam jej nawet pomyśleć 'oh, jestem taka fajna i znana, każdy mnie zna i kocha, ah ah'. Za chuja nie. Nadal nie rozumiałam dlaczego zaczęła ze mną tą rozmowę.
Na moment jej świecące od tony błyszczyku usta utworzyły prostą linię. Wiedziałam, że szarpnęłam jej nerwami i samooceną. Ale niestety szybko się poskładała.
- Emily. - uśmiechnęła się jeszcze bardziej zdradziecko niż przed chwilą - Emily Woods. - wyciągnęła swoją w pełni wypielęgnowaną dłoń w moją stronę i uścisnęłam ją, odwzajemniając uśmiech.
- Okej. - zaśmiałam się. Głośny śmiech z jej ust rozległ się po całym pomieszczeniu, co mnie nieźle zaskoczyło. Myślałam, że nie może być nic bardziej fałszywego niż jej uśmiech. Myliłam się.
- Niezłą wyrobiłaś sobie opinię w szkolę. - przestała się śmiać. Ale nadal się uśmiechała kiedy poluźniła swój uścisk i puściła moją rękę. Wyrobiłam opinię? O co jej chodzi? Jej uśmiech robił się coraz szerszy, a na mojej twarzy pojawiło się jeszcze większe zmieszanie. Nagle zamiast jej uśmiechu znów pojawiła się ta prosta ponura linia na jej ustach - Ludzie mówią, że ty i Harold jesteście parą. - westchnęła.
- Masz na myśli Harrego? - zapytałam. Założyła ręce na piersi i stała na jednej nodze opierając się biodrem o szkolną umywalkę - Dlaczego tak mówią? - znowu zapytałam. Nie zamierzałam nic mówić. Nie jej.
- Dobrze! Odbieram to jako nie. - zmarszczyłam brwi jako odpowiedź na jej komentarz. Blondi wyprostowała się i zrobiła krok bliżej mnie - Tak trzymaj. Tak będzie lepiej, dla was obojga. - powiedziała niemal groźnym tonem. Diabelski uśmiech pojawił się na jej ustach i to była pierwsza rzecz u niej, jaką uznałam za przekonującą. Wręcz dało się zobaczyć piekło w jej oczach. Jej krystalicznie niebieskie oczy jak u lalki Barbie błyszczały od obietnicy. Mój oddech nagle stał się ciężki. Za ciężki. Dreszcz przeszedł przez całą długość mojego kręgosłupa i po raz pierwszy wzięłam na poważnie przestrogi Jess: "Zawsze pamiętaj moje słowa Alyssa."
Wyszła z łazienki zarzucając swoją blond czupryną. Zostawiła mnie samą i zszokowaną słysząc stukot jej wysokich obcasów. W ciągu kilku sekund zmyła ze mnie całą pewność siebie i dobry nastrój z tego dnia.

- Co się stało? - Jess usiadła na ławce obok mnie kiedy zakładałam piłkarskie getry. Podciągnęłam je tak wysoko by logo Umbro było widoczne. Nie potrafiłam określić swoich uczuć. Nadal byłam w lekkim szoku. Emily była taka.. poważna. Próbowałam potraktować ją gorzej niż gówno, ale to wszystko gdzieś uciekło. Zakładam, że nie ma czasu by spełniać swoje groźby co do mnie. Powiedziała to tylko i wyłącznie dla swojego spokoju.
- Emily. - wyszeptałam zerkając w oczy Jessici, zanim zaczęłam wciągać na siebie drugą skarpetkę.
- Blondi? Że co? Co się stało? - te trzy pytania tak szybko wyrolowały się z jej ust a po sekundzie już kucała przede mną na swoich kolanach.
- Ona... - zamarłam. Nie wiedziałam co powiedzieć, jak to wytłumaczyć. To brzmiało dość głupio kiedy opowiadałam to sama sobie, w myślach. Weszła, przedstawiła się i zagroziła mi bym nigdy nie wdawała się w żadne relację z gościem, który mi się podoba. W facecie, w którym tak beznadziejnie się zadłużyłam, niemal zakochałam. Jess patrzyła na mnie wielkimi oczami. Kurwa.
- No co? Mów! - nalegała. Patrzyła przerażona nie wiedząc czego się spodziewać.
- Zakochałam się w Harrym. - wydukałam. Jednak zdążyłam to powiedzieć zanim zakryłam usta dłonią.
- Powiedz mi coś czego nie wiem dziewczyno.. Ty chyba nigdy mnie nie posłuchasz, co?
Przechyliłam głowę na bok patrząc na nią, wciąż myśląc. Wiedziałam, że jestem nim oczarowana odkąd pierwszy raz go zobaczyłam. Wiedziałam, że ma nade mną jakąś dziwną władzę, odkąd pierwszy raz z nim rozmawiałam. Wiedziałam, że w całości wygrał moją uwagę, odkąd pierwszy raz mnie pocałował. Więc dlaczego tak bardzo bałam się jakiejś blond dziewuchy, która w gruncie rzeczy nie wiedziała nic o mnie i Harrym?
- Harry i Blondi sie całowali?! - szybko wstała i spojrzała na mnie z góry, przybierając niewiarygodną powagę.
- Nie, nie! - wstałam i podniosłam ręce w geście obrony - To skomplikowane. - westchnęłam i usiadłam z powrotem nakłaniając Jess by zrobiła to samo. Wzięła głęboki wydech pozbywając się wrogiego nastawienia - Pamiętasz jak opowiadałaś mi o Emily?
- Blondi. - poprawiła mnie.
- Tak, Blondi. - zachichotałam - Cóż, złożyła mi wizytę w szkolnej łazience. No i szczerze mówiąc, miałaś całkowitą rację co do niej-ona jest gotowa zabić wszystko i wszystkich, którzy staną jej na drodze.
- No nieee! - Jess zadyszała z emocji - Groziła ci? - zapytała. Pokiwałam głową - Pierdolisz!
- Nie. - skinęłam głową - Była całkiem poważna w tym co mi powiedziała.
- Co powiedziała?
- Że lepiej będzie jeśli zostanę przy statusie związku jako singiel. - Jess zaśmiała się.
- Noo, bardzo fajnie się zaczyna. Tak powiedziała? - ponownie pokiwałam głową - Dobrze. - zachichotała - Nie przejmuj się, Ally. Nie może zrobić zbyt wiele. - spojrzała na nią marszcząc brwi - Chodzi mi o to, że cokolwiek by nie zrobiła i tak Harry nie będzie nią zainteresowany. I nigdy nie był. I ona nic, kompletnie nic nie może na to poradzić. - powiedziała kładąc nacisk na ostatnie zdanie i szturchnęła mnie w ramię - Te uczucia Harry ma zarezerwowane tylko i wyłącznie dla ciebie.
Uśmiechnęłam się. Miała racje. Miała cholerną stuprocentową rację - Chyba. - odpowiedziałam nieśmiało.
- Ja to wiem. - mrugnęła - A teraz wstawaj, praktyka piłki nożnej nie będzie na nas czekać!


Pukałam moimi białymi korkami Nike o chodnik kiedy szłam przez sąsiednią ulicę obok mojego domu. Podziękowałam Jessice za podwózkę, wolałam wrócić pieszo oddychając świeżym powietrzem. Potrzebowałam przemyśleć parę rzeczy. Mój 'strach' co do Blondi nieco się uspokoił, ale jej pusta groźba targnęła mną na wszystkie możliwe sposoby. Ona może zrobić wiele, nawet nie mając wpływu na mnie i Harrego. I bałam się co to może być.
- Ally! - uniosłam wzrok znad chodnika by ujrzeć Harrego przechodzącego przez ulicę. Zatrzymałam się i wzięłam głęboki oddech patrząc na tą boską zbliżającą się do mnie postać. Miał na sobie pare czarnych, spranych spodni, które dodawały mu uroku i charakteru. Niemal mogłam poczuć jak ślinię się na jego widok. I biały podkoszulek z małym dekoltem w literę V. Jego dłonie powędrowały do jego włosów kiedy biegł przez środek ulicy w moją stronę. I zatrzymał się. Tuż przede mną. Uśmiechnęłam się.
- Co ty tu robisz?
- Pomyślałem, że przyjdę, ale nie odbierałaś telefonu, więc pomyślałem że i tak wpadnę by zobaczyć czy wszystko w porządku. - jego piękny uśmiech świetnie współgrał z dołeczkami na jego policzkach, kiedy spojrzał mi prosto w oczy. Tak, to moi drodzy przyjaciele było coś, co lubiłam najbardziej. Powtórzę to po raz któryś, ale chyba nikt nie zaprzeczy, że Harry ma boskie ciało. Że wspaniale wygląda niezależnie od sytuacji. Ale jego łamiący serca dziewczyn uśmiech i jego urok osobisty sprawiały, że robiło mi się słabo. Może być zabawny, uroczy i pewny siebie, ale on jest po prostu ładny i słodki-i to właśnie kocham.
- Jaki taktowny. - kontynuowałam mój spacer, kiedy zaczął iść obok mnie z rękami w kieszeni, co sprawiało że wyglądał na nieśmiałego chłopca. Jakby nie wiedział co powiedzieć - Dlaczego nie byłeś dzisiaj w szkole? - zapytałam, ale nie otrzymałam odpowiedzi, więc nie postanowiłam dalej naciskać.
- Będziesz teraz sama w domu? - zapytał ostrożnie. Spojrzałam na niego zanim znów zaczęłam iść w górę podjazdu.
- Tak. - uśmiechnęłam się i znów odwróciłam głowę by na niego spojrzeć. Miał subtelny uśmiech na swojej twarzy kiedy szedł za mną. Zaśmiałam się i pokręciłam głową kiedy starałam się odkluczyć frontowe drzwi.
- Ciężki trening dzisiaj? - Harry wskazał na moją koszulkę, a ja znowu zachichotałam. To nie był już biały kolor. Bardziej podchodził pod brązowy.
- Niezbyt ciężki. Po prostu grałyśmy dzisiaj dosyć ostro. - rzuciłam torbę z moimi rzeczami pod wieszak i powędrowałam do salonu. Światło dziennie oświetlało pokój przez żaluzje, przez co było tutaj bardzo przyjemnie.
- Podoba mi się to. - chytry uśmieszek wyrył się na jego twarzy, a ja pokryłam się lekkim rumieńcem. Jego uśmiech stał się jeszcze szerszy. Pokazałam by usiadł na kanapie by odwrócił ode mnie swoją uwagę. Rozsiadł się wygodnie kładąc ramiona na oparciu kanapy.
- Chcesz coś do jedzenia? Picia? - zapytałam. Pokręcił głową, a na jego ustach znów pojawił się chytry uśmieszek. Kurwa. Spojrzałam na niego pytająco i walczyłam przez chwile sama ze sobą. Jako dobry gospodarz domu chyba powinnam przynieść jakieś przekąski? Zrezygnowałam jednak z tego pomysłu i usiadłam na drugim końcu sofy - Więc.. Co byś chciał? - Harry wybuchł śmiechem i usiadł w takiej samej pozycji naprzeciw mnie.
- Jestem aż tak przerażający? - przechylił głowę na bok i uśmiechnął się.
- Tak. - zaśmiałam się złośliwie. Jego uśmiech znów się poszerzył, a radość w jego oczach była wręcz zaraźliwa - Dlaczego? - westchnęłam z uśmiechem - Dlaczego z nich wszystkich lubisz akurat mnie? - jego oczy złagodniały a uśmiech stał się słodki i nieco nieśmiały. W tym momencie chciałam tylko potarmosić ten cudny policzek i przytulić się do niego.
- Bo jesteś sobą. Nie próbujesz być kimś innym kiedy jesteś w pobliżu mnie. - patrzył na mnie nieśmiało - I akceptujesz mnie, mimo tego że mnie nie znasz-wszystkie moje błędy - wyszeptał. Oh, Harry jak bardzo chciałabym znać ciebie-ciebie i twoje sekrety.
- Mój ulubiony kolor to turkus. - powiedziałam z uśmiechem.
- Naprawdę? - oparł łokcie o swoje kolana, a głowę wsparł dłońmi - Zgadywałbym, że czerwony.
- Czerwony? Dlaczego czerwony? - zapytałam figlarnie.
- Cóż, jesteś wielką fanką Arsenalu, więc takie były moje przypuszczenia.
- No jestem. - przytaknęłam - Ale poczekaj! - przechylił głowę w bok i spojrzał na mnie niewinnie - Skąd to wiesz? Nie mówiłam ci nigdy, że kibicuję Arsenalowi!
- Cóż, sądząc po twoich koszulkach i plakatach w pokoju, sam doszedłem do takiego wniosku. - przeciągnął się zbliżając się do mnie.
- Byłeś w moim pokoju? - teraz mnie zaskoczył. Harry skinął głową - Próbowałam zagrać z tobą w 'poznajmy-się-lepiej', ale widzę, że ty już mnie znasz! Bardziej niż się tego spodziewałam. - zachichotałam.
Tak. - powiedział prosto z mostu z nieopisanym błyskiem w oczach - Mówiłem ci już wcześniej. Jeżeli cholernie czegoś chcę, zrobię wszystko by to dostało się w moje ręce. - uśmiechnął się. Znowu zachichotałam.
- Jesteś niewiarygodny. - nie wiem czy powinnam być zachwycona tym faktem czy raczej przerażona. Najbardziej przeraża mnie myśl, że nie mam pojęcia kiedy był w mojej sypialni! Wzdrygnęłam się kiedy pojawił się znowu parę centymetrów bliżej niż przed sekundą. Standardowo przeczesał dłonią swoją czuprynę, przejeżdżając po górnej wardze swoim językiem. Boże, jak to na mnie działało!
- Uhm. - wyjąkałam - Mam przeczucie, że nie chcesz rozmawiać ze mną o twoim ulubionym kolorze? - zapytałam. Zaśmiał się i znalazł się jeszcze bliżej. Jego kolana dotykały moich. Moje serce automatycznie przyspieszyło, a na mojej twarzy znajdowała się teraz przecudowna czerwień Arsenalu. Ale nie mogłam nic na to poradzić.
- Masz stuprocentową rację. - pochylił się, a jego wzrok spoczął na moich wargach. Siedziałam przerażona.
- Emily Woods! - krzyknęłam. Harry odsunął się i spojrzał na mnie zdziwiony, nie wiedząc czego się spodziewać - Zaczepiła mnie dzisiaj. - westchnęłam. Nadal patrzył na mnie zmieszamy nie wiedząc co powiedzieć - Nie powiedziała mi nic związanego z tobą, ale.. przepraszam. - Harry prychnął.
- Nie przepraszaj. Co mówiła? - wpatrywałam się w niego przez parę sekund.
- Że zdecydowanie jest tobą zainteresowana, więc powinnam trzymać swoje łapska z daleka od ciebie. - powiedziałam to tak szybko jak tylko było możliwe.
- Cóż, szkoda że to ja nie potrafię trzymać swoich rąk przy sobie kiedy jesteś w pobliżu. - spojrzał na mnie wręcz złośliwie, a w moim żołądku pojawiło się pełno słoni. Nie motyli. Dużych, potężnych słoni, które wywiercały mnie od środka.
- Powiedziała, że zrobi mi krzywdę, jeśli ktokolwiek oprócz niej zbliży się do ciebie. - wyrzuciłam w pośpiechu. Jej groźba chodziła mi po głowie cały dzień.
- Jeśli ci coś zrobi będzie miała do czynienia ze mną. Nie obchodzi mnie to, że jest dziewczyną. - usiadł jeszcze bliżej mnie - Jeśli ci coś zrobi, nie zawaham się i po prostu jej przyjebie. I uwierz mi Ally, ona jest ostatnią dziewczyną którą kiedykolwiek chciałbym widzieć obok siebie. Ostatnią.
- Ale ona może.. - i moje słowa zostały ucięte przez usta Harrego. Jęknęłam w jego miękkie usta. Zapomniałam już o czym mówiłam. Zgubiłam się. Znowu. Moje ręce znalazły jego szyję i oplotły ją w ciasnym uścisku. Jego usta ssały moją dolną wargę, w czasie kiedy ja robiłam to samo z jego górną. Zdecydowanie chwycił moje biodra i wciągnął mnie na swoje kolana. Cichy jęk wydobył się z moich ust. Tak bardzo tęskniłam za jego dotykiem, za jego ustami. Minął ledwo jeden dzień, ale dla mnie było to zdecydowanie za dużo. Nie potrafiłam dużej przejmować się Emily. Nie mogłam nic poradzić na to, że czuję coś do Harrego i próbowałam mu to teraz pokazać podczas naszego pocałunku. Głęboki jęk wydobył się tym razem z jego gardła. Jego dłonie wędrowały wzdłuż moich pleców i bioder, a język błagał o spenetrowanie moich ust. Bez wahania rozchyliłam usta kładąc się na plecach tak by Harry znajdował się tuż nade mną. Jego wyrzeźbiona klatka piersiowa napierała na moją, a nasze nogi splotły się tak, że teraz znajdowaliśmy się jak najbliżej siebie. Nasze języki wesoło tańczyły w naszych ustach pieszcząc się wzajemnie. Jego twarda już męskość w spodniach zaczęła napierać na moje krocze, przez co uniosłam biodra. Ja i Harry wydobyliśmy z siebie dosyć głośny jęk i westchnięcie.
- Kurwa. - oddychał ciężko odsuwając się ode mnie.
- J-ja jednak chciałabym poznać twój ulubiony kolor i parę innych rzeczy zanim znowu się pogubię. - zaśmiałam się. To było niebezpieczne. Nie byłam w stanie nacieszyć się jego dotykiem. Był dla mnie jak narkotyk-nie ważne czy dobry czy zły-potrzebowałam go i nie miałam dość. Roześmiał się i spojrzał na mnie. Jego palce delikatnie gładziły teraz mój policzek, zabierając lekko poczochrane kosmyki włosów z mojej twarzy.
- Co ty ze mną robisz Alyssa? - wyszeptał. Znowu poczułam jego miękkie usta na swoich. Odsunął się po chwili i zobaczyłam przed sobą oczy pełne nadziei. Znałam go tylko parę tygodni. Ale nigdy w swoim życiu nie miałam dziwniejszej znajomości. Nigdy nie czułam potrzeby poznania kogoś tak jak jego. Cmoknęłam delikatnie jego usta kiedy wziął głęboki oddech i zamknął oczy.
- Nie wiem. - wyszeptałam ciężko - Nie wiem Harry. Mam tylko nadzieję, że to dobra rzecz. - uśmiechnął się.
- Jest dobra Alyssa, jestem tego pewien. - jego oczy powędrowały z podłogi do moich oczu - Potrzebuję cię. - patrzył zagubiony. Jak mały chłopiec, którego znalazłam wtedy nad jeziorem. Przytuliłam go z całej siły.
- Nie wiem kiedy to się stało, ale.. ja ciebie też potrzebuję. W tak krótkim czasie tak bardzo wpłynąłeś na mnie i na moje życie. - przyznałam. Podniósł głowę znad mojej szyi i poluźniłam uścisk. Jego oczy były  takie zagubione.. i ciepłe. Nieśmiały uśmiech pojawił się na jego twarzy, a ja zaczęłam niekontrolowanie chichotać. Chłopak wrócił do poprzedniej pozycji i spojrzał w dół.
- Czuję to samo. - uśmiechnęłam się na jego słowa. Pamiętam jak twardego i pewnego siebie gościa kiedy pierwszy raz z nim rozmawiałam. A teraz? Mogłam poczuć jak wielkie i ciepłe jest jego serce. Pochyliłam się i pocałowałam go mocno, topiąc się w jego ciepłym uścisku - Mogę zostać na noc? - poczułam ciepły oddech na swoim uchu - Pokłóciłem się z matką.
- Dlatego nie przyszedłeś do szkoły? - zapytałam. Spojrzałam w jego oczy, ale jego spojrzenie było niebezpiecznie niewzruszone. Pokiwał głową w odpowiedzi na moje pytanie. Westchnęłam i znowu wzięłam go w objęcia - Możesz zostać tak długo jak chcesz. - uśmiechnęłam się szczerze - Ale trzymaj się swojej obietnicy. Będę słuchać ciebie tak długo jak będzie trzeba. Mam czas. - przytulił mnie jeszcze mocniej niż przed chwilą. Wiedziałam, że jego mama nie była jego jedynym problemem. Prawie o tym zapomniałam, ale jego wrażliwość, jego prawdziwe oblicze.. Więc jeżeli zostanie tutaj na noc pomoże mu, będę bardziej szczęśliwa niż kiedykolwiek byłam.
- Obiecuję. - wymamrotał w zagłębienie w mojej szyji - Obiecuję. - trzymał mnie mocno w uścisku, a ja zamknęłam oczy wdychając jego cudowny zapach - Dziękuję. - jego usta znów spotkały moje - Dziękuję.

___________________________________________________

Heeeej! W końcu, co nie? haha
Przepraszam, że tak długo, ale ciężko było. Zaczynają się połowinki liceów w moim mieście dlatego jeździmy klasowo na prawie każde. Co kończy się nieprzyjemnymi porankami. Dlatego nie pisałam, przepraaszaam!
Ale mam dla was oprócz rozdziału coś jeszcze :) Wpadłam na super pomysł i motyw co do fanfictiona. Wiem jak wiele z nas Directioners jest Larry Shipper. ale co powiecie na opowieść o Ziamie?
Zapraszam do przeczytania PROLOGU i napisania swojej opinii! Obrazek poniżej przeniesie was do nowo założonego bloga, zapraszaaam słoneczka <3

środa, 9 października 2013

Rozdział 7. - Trust yourself.

Głowa Harrego po moich słowach opadła w dół. Zrobiło mi się go żal. Ale przecież mogłam po prostu walnąć go teraz w ramię i zacząć się śmiać mówiąc, że żartowałam. Nie, to i tak by nie zadziałało. Zamiast tego zostawiłam go samego z moimi mocnymi trzema słowami wypowiedzianymi w jego stronę i opuściłam kuchnię by kontynuować moją pracę. Harry zamarł w miejscu i gapił się pusto w miejsce, w którym przed chwilą stałam.
Jessica teraz na pewno poklepałaby mnie po plecach i z dumą powiedziała: "A nie mówiłam żeby mu nie ufać! Teraz zostań tutaj a ja w końcu kopnę w jego dwie piłeczki za zranienie ciebie." Potrząsnęłam głową. W ciągu tych trzech tygodni dobrze poznałam Harrego. Ale chyba nie za dobrze. Teraz nie jestem pewna czy kiedykolwiek chciałam poznać go lepiej.
Moje wcześniejsze założenia dlaczego zostawił mnie wtedy samą na parkiecie znów powróciły do mojego umysłu:
1. Musiał zająć się czymś bardzo ważnym i totalnie stracił poczucie czasu.
2. Przestraszył się, że może to wszystko idzie zbyt szybko.
3. Może po prostu ma problemy. Problemy w domu, problemy towarzyskie, a ja jestem tylko częścią jego gry.
4. I coś czego nie mogłam wyjaśnić.
Miałam nadzieję, że może chodzić o teorię pierwszą lub drugą, ale teraz byłam pewna, że jednak chodzi o coś zupełnie innego. Byłam pewna tego tak, jak tego że spodenki SpongeBoba były kwadratowe. Może chodziło o numer trzy lub cztery, a jeżeli tak to naprawdę musi być coś poważnego. Może jego serce było totalnie stłumione przez jakąś dziewczynę? Może jest gejem? To znaczy, nie widziałam nigdy żeby zagadał to jakieś dziewczyny innej ode mnie. Normalnie to one zagadują do niego. Może pod pewnym względem czuję się jak facet. I winię za to piłkę nożną.. Albo może jego loki nie są naturalne i jeżeli mu na kimś zależy musi mu o tym powiedzieć?
Albo po prostu boi się przejmować i troszczyć o jakiegoś człowieka i automatycznie każdego od siebie odpycha. Moje ostatnie krople umysłu warknęły na mnie. Może..

- Ally! - odwróciłam się od jednego ze stolików by zobaczyć Matta idącego do mnie długimi powolnymi krokami. Jego twarz była zmartwiona i natychmiast odzwierciedliłam jego uczucia - Co ty mu powiedziałaś? - oddychał ciężko i wyglądał na nieźle zestresowanego.
- Co?
- Harremu! Kopnął w drzwi i wyleciał z budynku! - wskazał na kuchnie. O nie. Wiedziałam, że to jest dla mnie trudne, ale przecież w końcu przejrzałam na oczy, prawda? Chodzi mi o to, że pocałował mnie tak jak nigdy nikt mnie nie pocałował, a potem zachował się wobec mnie jak kompletny kretyn. I to boli. Mogłam skłamać i powiedzieć, że wszystko jest w porządku. Chociaż równie dobrze mogłam powiedzieć: "Spoko, lubię jak ktoś mnie rani! Proszę rób to dalej, to cholernie dobre uczucie." Ale te dwa kłamstwa przyjęłyby kurewsko duże znaczenie i wysoki poziom, wyższy od samego Boga, ale to przecież nie jest możliwe, co nie? Nie wiem, nawet nie potrafię odrobić pracy domowej...
- J-ja.. - zajęczałam. Matt westchnął i wziął ode mnie tace z jedzeniem z lekkim uśmiechem.
- Alyssa, on naprawdę cię lubi. On ma poważne problemy, ale tak naprawdę wszystko czego potrzebuje to ktoś. Proszę, po prostu idź z nim pogadaj czy coś. On się nie uspokoi jeżeli cały czas będzie myślał, że cię stracił. - słowa, które właśnie wydostały się ust Matta zszokowały mnie. Stałam oniemiała patrząc się na niego - Idź! - krzyknął z namową w głosie.
- Co sprawia, że myślisz że mnie stracił? - zapytałam zdezorientowana.
- Alyssa, znam Harrego. Nigdy niczym się tak nie denerwował, chyba że chodziło o ciebie. On bez przerwy o tobie gada. - uśmiech pojawił się na moich ustach i zdołałam poczuć jak moje policzki są koloru papryczki chilli, którą jadłam ostatniego dnia.
- Naprawdę? Co mówił?
Matt pokręcił głową i zaśmiał się.
- Alyssa, musisz iść. - przypomniał mi.
- Ah, no tak. - pobiegłam w stronę kuchni, ale zaraz zawróciłam i podbiegłam z powrotem do Matta - Ale co ja mam mu powiedzieć? - poddenerwowałam się. Co za cyrk, co nie? Zaledwie minutę temu miałam odwagę by powiedzieć mu co czuję, ale jak już przyszło co do czego, stałam się kompletnym mięczakiem. Czasami mnie denerwuje, onieśmiela, a potem po prostu patrzę w jego oczy.
- Wszystko! - krzyknął, a ja znów pobiegłam do wyjścia.
Późne letnie powietrze uderzyło mnie kiedy wyszłam z tego ogromnego budynku otoczonego setką samochodów. Spojrzałam na drogę przede mną i jęknęłam. Nie miałam pojęcia gdzie jestem i dokąd tak naprawdę iść. Postanowiłam posłuchać mojego instynktu, którego tak naprawdę nigdy wcześniej nie słuchałam. Może czas to zmienić.
Musiałam chodzić co najmniej dziesięć minut, czułam się beznadziejnie. Ruszyłam wzdłuż drogi wyłożonej drobnym żwirem. Nic nie słyszałam oprócz ćwierkania jakiegoś ptaka i szurania moich butów po żwirze. Już miałam zawrócić, kiedy dotarłam do górnej części drogi, która uderzyła mnie przepięknym widokiem. Duże otwarte jezioro otoczone drzewami i licznymi skałami.
- Wow. - tylko tyle zdołałam powiedzieć.
Było ogromne, a żwirowa dróżka ciągnęła się wokół niego. Słońce jeszcze świeciło z góry, dzięki czemu kuszącą propozycją było po prostu wskoczyć i popływać. Małe świecące lampki spoczywały na tafli jeziora, a drewniany pomost był jedyną rzeczą, która miała kontakt z wodą. Natychmiast zorientowałam się gdzie jestem. To jest to jezioro, o którym opowiadała mi Jessica. I Matt o tym wiedział.
Od razu uderzyła we mnie nadzieja, że to tutaj Harry musi być po swojej 'ucieczce'. Moje oczy przeskanowały całe jezioro i jego otoczenie jeszcze raz i wylądowały na osobie na zupełnym poboczu wody. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam na drugą stronę jeziora.

Jego głowa wisiała, a oczy były skierowane na czystą wodę. Stałam przez parę chwil i po prostu go oglądałam. Wyglądał tak bezradnie.. Wyglądał jak mały chłopiec, który nie ma gdzie się podziać. Zalał mnie żal i sympatia do niego. Nie obchodziło mnie teraz co zrobił czy co ja powiedziałam. Było mi go żal. Nie wiedziałam dokładnie dlaczego, ale było.
- Harry.. - mój głos był ledwie szeptem. Nie powiedział nic. Zamiast tego spojrzał na mnie znad wody oczami, które skrywały tak wiele emocji. Zgięłam kolana, usiadłam obok niego i oplotłam go swoimi ramionami. Nie mogłam nic na to poradzić. Udręką dla mojego serca było patrzenie na innego Harrego niż tego pewnego siebie i zarozumiałego gościa. A myśl, że to ja do tego doprowadziłam sprawiała, że czułam się jeszcze gorzej - Tak mi przykro.. - wyszeptałam i schowałam głowę w jego szyję.
- Co ty tutaj robisz? - jego głos był spięty.
Puściłam go i usadowiłam się obok pozwalając moim nogom zwisać tuż nad wodą.
- Szukałam cię. - odpowiedziałam i spojrzałam na tego małego i bezbronnego teraz chłopca obok mnie - Harry, przepraszam. Nie to miałam na myśli.
- Miałaś to na myśli, Alyssa. - westchnął. Spuścił wzrok z jeziora i spojrzał na mnie co wprawiło mnie w smutek - Nie zrobiłaś nic złego. To była moja wina. To zawsze moja wina.. - kontynuował.
- Harry, ja.. - próbowałam z nim rozmawiać, ale mi przerwał.
- Alyssa, posłuchaj. - jego twarz była poważna, ale jego oczy ogarniał ból i smutek - Nie jestem dobrym gościem. - Te same słowa powiedział kiedy rozmawialiśmy wcześniej - Mam kłopoty i nie chcę żebyś była w nie wplątana. - westchnął ciężko, a jego wzrok znów przeniósł się na taflę wody - Kiedy po raz pierwszy cię zobaczyłem, poczułem nadzieję i nie byłem w stanie się kontrolować. Pocałowałem cię i nie wiedziałem, że to błąd, bo to po prostu się stało. - spojrzał na mnie ponownie swoimi dużymi oczyma. Zastanawiałam się cały czas, co on ukrywa i miałam zamiar dowiedzieć się tego tu i teraz-bez względu na konsekwencje. Bez różnicy czy znowu mnie to zrani. Chcę wiedzieć - Przepraszam, że cię zraniłem. Nie chcę skrzywdzić cię jeszcze bardziej, a wiem że tak by się stało. - jego głos był ochrypły, wiedziałam że jest na granicy płaczu - Nie jestem dobrym gościem. - wyrzucił to z siebie raz jeszcze.
- Nie, nie jesteś. - powiedziałam stanowczo. Jego oczy od razu odnalazły moje i dostrzegłam, że w tym szmaragdowym zielonym morzu znajduję się iskierka nadziei. Przechylił głowę na bok i pokręcił nią nie zgadzając się z moją odpowiedzią. Spojrzałam na niego martwo i powiedziałam - Nie skrzywdzisz mnie jeszcze bardziej. - przysunęłam się bliżej niego - Nie jesteś złym człowiekiem Harry. Bez względu na to czego w życiu doświadczyłeś, przestań przekonywać siebie i innych, że taki właśnie jesteś.
Spojrzał na mnie zaskoczony, a jego oczy przeszył mrok zanim zdążył odpowiedzieć.
- Ty nic nie wiesz. - odwrócił się w stronę wody i ponownie mnie zamknął. Onieśmielił. Westchnęłam. To robiło się co raz cięższe, ale byłam zdeterminowana. Chciałam żeby mi zaufał, chciałam by był w stanie ze mną rozmawiać. Wiedziałam, że żeby to osiągnąć muszę być cierpliwa.
- Wiem. - wyszeptałam. Harry spojrzał na mnie. Nie mogłam dłużej patrzeć na te mokre oczy. Chwyciłam jego twarz w obie dłonie i wręcz zderzyłam swoje usta z jego. Całowałam go mocno i szczerze, nie ukrywając żadnych z moich uczuć. Z jego ust wydobył się cichy jęk, a ja odsunęłam się ze zwycięskim uśmiechem.
Patrzył na mnie całkowicie zdumiony i zaskoczony. Minęło parę sekund intensywnej ciszy kiedy na jego ustach pojawił się nieśmiały uśmiech. Odwzajemniłam jego uśmiech i spojrzałam w ziemię zaskoczona swoim własnym wybuchem uczuć.
- Ufam ci, Harry. - uniosłam wzrok na jego szeroko otwarte oczy, które znowu były podparte nadzieją i wdzięcznością - Ty też musisz sobie zaufać. - wyszeptałam nieco ciszej nie wiedząc czy mam na niego spojrzeć, czy nie.
- Nie jestem dobrym człowiekiem, Alyssa. Jeśli byś to wiedziała, nie siedziałabyś teraz tutaj ze mną. - westchnął i wsunął rękę w swoje włosy.
- Ufam ci. - powtórzyłam z nieco większą siłą i determinacją niż poprzednio.
Niewielki chichot oderwał mój wzrok z ziemi. Spojrzał na mnie rozbawiony. Ale nadzieja i wdzięczność wciąż tam były.
- Nigdy się nie poddajesz, prawda? - zmarszczyłam brwi i pokręciłam energicznie głową.
- Ufasz mi? - zapytałam. Jeżeli mi zaufał, będzie miał wszystko czego potrzebuje-bo ja ufam mu.
Tym razem to nie ja zaatakowałam jego usta, tym razem to ja zostałam zaatakowana. Uśmiechnęłam się czując jego miękkie usta na swoich. Od piątku marzyłam, aby znowu je poczuć. Odwzajemniłam pocałunek. Nasze usta zgodnie razem się poruszały, kiedy nasze dłonie się spotkały. To było takie namiętne i pełne pasji.. Zarzuciłam ręce na jego szyję, kiedy zmienił pozycję. Nie mogłam się powstrzymać. Wypuściłam z ust głośny jęk, kiedy jego język znalazł drogę do moich rozchylonych warg. Nasze języki splotły się razem, oboje cieszyliśmy się chwilą. Czas się dla nas zatrzymał. Moje palce wplotły się w jego czuprynę a jego dłonie przesuwały się wzdłuż moich pleców. Pocałunek stał się jeszcze bardziej gorący i namiętny. Silna potrzeba biła z ust Harrego, powoli przeradzało się to w pożądanie. Znowu ten seksowny jęk wydobył się z jego gardła i uśmiechnęłam się odrywając się od niego. Opierał swoje czoło o moje. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, ciężko oddychając.
- Ufam ci. - powiedział w końcu - Ja po prostu nie wiem czy mogę zaufać sobie. - jego oczy znów odnalazły moje-szerokie i pełne emocji. Nienawidzę tego uczucia, kiedy nie wiem co dzieje się w jego głowie. Jego spojrzenie jest zawsze takie niewzruszone.
Ujęłam w dłoń jego policzek i musnęłam delikatnie jego wargi. Jego oddech stał się jeszcze cięższy kiedy zacisnął oczy. Tak jakby go to bolało. Wyglądał tak wrażliwie.
- Więc spróbuj. - uśmiechnęłam się. Dałam mu nadzieję, której potrzebował. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko - Ufam ci i ty też powinieneś.
Już miał coś powiedzieć, ale zadzwonił mój telefon, wyciągając nas z naszej magicznej bańki. Usłyszałam jego westchnięcie kiedy wyciągnęłam urządzenie z kieszeni fartucha.
- To Jess. - powiedziałam. Harry skinął głową i wstał kiedy odebrałam połączenie.
- Halo?
- Hej, tu Matt. Musicie wracać, Jess się stresuje. - powiedział szybko - Deser jest gotowy do podania i potrzebujemy wszystkich ludzi żeby go podać. Show i tańce nie potrwają zbyt długo.
- Tak, idziemy, idziemy! - nie traciłam czasu na dalsze pytania i odłożyłam słuchawkę.
- Co mówiła? - Harry zapytał kiedy wstałam.
- To Matt. Potrzebują z powrotem swoich kelnerów. - schowałam telefon z powrotem do kieszeni i spojrzałam na Harrego kiedy stał na tle zachodzącego słońca. Wyglądał tak bosko - O czym to my rozmawialiśmy? - zapytałam.
Otworzył usta żeby po chwili szybko je zamknąć. Jego oczy zrobiły się duże by spoglądać na mnie uważnie-tak jak to robi Mystery Guy. Po cichu sięgnął po moją rękę, a ja ścisnęłam jego dłoń z lekkim uśmiechem. Zdałam sobie sprawę, że nie ma w zamiarze od razu powiedzieć mi o co w tym wszystkim chodzi. Więc nie będę naciskać. Tak jak obiecywałam. Uśmiechnęłam się jeszcze raz kiedy jego dłoń oplotła moją, a jego oczy znowu skrywały tyle emocji. Uśmiechnął się z wdzięcznością.
- Wracajmy.

_______________________________

Taki tam Harry nad jeziorem:
awww. :'(

_______________________________


helloł. Kocham ten rozdział! 
Ostatnio mam gorsze dni, w chuuuj nauki i wgl! Przepraszam jeżeli są błędy. 
Kocham was miśki!
Lady_Debil :)
Kolejny rozdział w sobote/niedziele. Jak nie bede miała kaca.
DŁUGI WEEKEND!


sobota, 5 października 2013

Rozdział 6. - I'm sorry.

Mieszane uczucia.
Nie mam zielonego pojęcia co o tym wszystkim myśleć. Wszystkie moje myśli i uczucia są pomieszane, nie wiem co ze sobą zrobić. Nie wiem o czym myśleć, nawet nie wiem o czym powinnam myśleć. Potrząsnęłam głową z irytacją. Nie spałam dobrze od piątku. Oczywiste jest źródło mojego zagubienia. Harry. Nasz pocałunek... Nadal czuje na sobie jego napierające na mnie ciało i usta. Trochę kiepsko to brzmi, wiem. Ale on tamtego czasu nie zadzwonił i nie napisał. Wiem, że minęły przecież tylko dwa dni, ale czuję się jakby minęły dwie dekady. Właśnie zajadam się lodami Ben&Jerry's o smaku ciasteczek i jem je jakby to były ostatnie lody na ziemi. Robię wszystko by nie stać się zdesperowaną suką, która w myślach rzuca się na niego. Nigdy nie wiadomo co się wydarzy.
Dzwonek mojego telefonu zabrzęczał w mojej głowie i sięgnęłam sennie ręką akceptując przychodzące połączenie.
- Halo? - podniosłam się na łóżku i przetarłam oczy.
- Ally! W końcu! - odsunęłam telefon z dala od mojego ucha kiedy głos Jess boleśnie głośno zabrzmiał w słuchawce.
- Tak, to ja. - uśmiechnęłam się w połowie.
- Oczywiście, że ty. Jesteś gotowa? Mam nadzieję, że nie zapomniałaś?
O kurwa.
- Nie, nie, nie! Oczywiście, że nie! - spadłam z łóżka i szybko wstałam, prostując moją koszulę - J-ja jestem już prawie gotowa! Tylko coś zjem. Daj mi dwadzieścia minut. - jak mogłam zapomnieć! Kiedy wczoraj przyszła, torturowała mnie tym przez cały dzień. Nie zostawi mnie teraz w spokoju, zwłaszcza kiedy powiedziałem jej o naszym pocałunku. Moim i Harrego.

Harry. . .

- Jesteś tam? - Jess sprowadziła mnie na ziemię.
- T-tak.
- Piętnaście minut, Alyssa! Masz być gotowa. - Jess rozłączyła się, nie dając mi czasu do myślenia. Szlak.
Pobiegłam do łazienki i jęknęłam. Moje włosy to jeden wielki bałagan. Szybko sprawdziłam godzinę na moim zegarku.
- Już pierwsza?! - jak ja kocham poranki...
Szybko rozczesałam włosy, wyprostowałam je i przemyłam twarz. Strój, który wczoraj przyniosła mi Jess nadal leżał na moim łóżku. Zwykła, gładka biała koszula z długimi rękawami i ołówkowa spódnica wraz z fartuchem. Właśnie tak. Pomagam dzisiaj pani Lion. Jest organizatorem wesel. Tym razem organizuje ślub swojej bliskiej przyjaciółki, a że załoga była za mała to ja i Jess wkraczamy do akcji. Służenie i kelnerowanie na pewno nie jest moją mocną stroną, ale to chyba nie jest aż takie trudne. Dobre jedzenie i... Harry też tam będzie. Harry i Matt oczywiście.

Zdążyłam wcisnąć się w strój, doprowadzić się do jakiegoś reprezentacyjnego stanu i wcisnąć w siebie garść kukurydzianych płatków popijając je mlekiem prosto z kartonu. W sumie tak jak zawsze. Rozległo się głośne pukanie do drzwi. Szybko schowałam mleko do lodówki, wciągnęłam na siebie buty, torbę Nike i pobiegłam do drzwi.
- Proszę, powiedz, że nie masz zamiaru w tym wychodzić. - Jess spojrzała w dół na moje trampki odpalając samochód. Spojrzałam tylko na nią z ustami uformowanymi w literę 'O'. Zawsze ubieram trampki - Moja mama będzie miała jakąś dodatkowa parę dla ciebie. - zaśmiała się.

Zegar powoli wybijał drugą godzinę, więc goście powoli zaczęli przyjeżdżać. Przestrzeń była ogromna, a wszystko było udekorowane i dopracowane w każdym możliwym szczególe. To było naprawdę świetnie zaplanowane.
- Twoja mama jest dobra. - powiedziałam do Jess, stawiając nacisk na dobra kiedy wciskałam na siebie jakieś nudne czarne buty.
- Taa, poświęciła piekielnie dużo czasu żeby to jakoś wyglądało. No i jest wdzięczna, że chciałaś dzisiaj pomóc. - uśmiechnęłam się na jej słowa. Zamierzałam robić dzisiaj rzeczy, które kompletnie odetną mnie od zajadania się lodami i oglądania dramatów na ekranie telewizora - Stąd bierzemy tace z jedzeniem. - powiedziała Jess kiedy stałyśmy w dużej kuchni. Kucharze byli w wirze pracy, a jedzenie raz po raz wędrowało na wielkie tace na stole. Skinęłam głową - No i po prostu będziemy w kółko chodzić stąd na salę i upewniać się, że tace są na każdym stoliku. - spojrzałam w dwa małe okrągłe okienka w podwójnych kuchennych drzwiach. Było bardzo dużo stolików. Było bardzo dużo ludzi! - I wszystkie puste tacki zabierasz i przynosisz do myjki, która będzie tutaj. - obróciłam się, a Jess wskazała na miejsce obok rzędu zmywarek. Znowu pokiwałam głową. To chyba nie będzie takie trudne.
- Kiedy przyjdzie Matt? - zapytałam.
- Powinni być tutaj z Harrym za minutę. On nadal się do ciebie nie odezwał, prawda?
- Nie. - potrząsnęłam głową - Trochę się denerwuję, Jess. - moje myśli znowu powędrowały do naszego nieprzyzwoitego pocałunku. Tak szybko wtedy poszedł. Rzucił słowo na pożegnanie i po prostu wyszedł. Byłam zbyt zajęta swoim rajem by nawet zauważyć jakąś oznakę w jego oczach kiedy zamykał drzwi.
- Nie martw się, Ally. Myślę, że nie pocałowałby cię jeśli to by dla niego nic nie znaczyło. - uśmiechnęła się - W przeciwnym razie, osobiście kopnę go w jego piłeczki. - mrugnęła. Boże Jess, ty i te twoje piłkarskie żarciki. Zaśmiałam się kiedy na twarzy mojej przyjaciółki pojawił się ogromny uśmiech - Matty! - pisnęła Jessica, a zaraz po tym moje serce przestało bić. Przysięgam. Za Mattem stał Harry, idealny jak zawsze. Miał białą koszulę starannie wciśniętą w czarne spodnie od garnituru. Jego włosy były rozmierzwione i znowu mogłam podziwiać palce, które starają się ułożyć jego grzywę. Miał zawiązany fartuch wokół bioder. Zatrzymał się przed Jessicą, której usta przytwierdzone były do warg Matta.
- Głupio się z tym czuję. - powiedział i szarpnął sznurkiem od fartucha. Zachichotałam.
- Każdy musiał to założyć. - Jess zdeklarowała, kiedy Matt i ona w końcu skończyli się witać.
Po prostu stałam i patrzyłam na niego gdy Jess tłumaczyła im to samo co mnie przed chwilą. Jego wysoka sylwetka i profil naprawdę przyprawiały mnie o ślinotok. Przeczesał włosy dłonią co najmniej dwa razy, ah. Matt też wyglądał świetnie. Te same ubrania i pomierzwione jasno brązowe włosy. Uśmiechnął się do mnie znacząco.
- Cześć Ally. - powiedział, a ja przywitałam go z szerokim uśmiechem.
- Więc kiedy zaczynamy? - Harry zapytał. Heej, z tobą też chciałabym się przywitać panie Styles..
- Za około trzydzieści minut. - odpowiedziała Jess - Wszyscy goście powinni już wtedy siedzieć na swoich miejscach.
Gapiłam się desperacko na Harrego by przynajmniej na mnie spojrzał. I zrobił to. Jego oczy spotkały moje beznamiętnym wzrokiem. Tylko na mnie spojrzał, bez żadnych uczuć. Tak bardzo chciałabym teraz móc czytać w jego myślach. Patrzył na mnie jakbym była ścianą czy czymkolwiek nie wartym uwagi. Mam na sobie zimny wyraz twarzy. A całe moje zdenerwowanie spoczywa teraz z podwójną siłą na moich ramionach.
- Harry. - Jess przerwała naszą 'wymianę spojrzeń'. Patrzył na nią wsłuchując się i znów mierzwiąc czuprynę dłońmi - Ty i Alyssa będziecie podawać razem te dwa dania. - wskazała na tacki, które zawierały dwa różne rodzaje jedzenia - A Matt i ja będziemy serwować drinki i pomagać tutaj przy.. brudnych naczyniach. - Matt uśmiechnął się jednoznacznie kiedy skończyła i przyciągnął ją do siebie obejmując w talii.
- Brudne naczynia? - Harry zażartował i przewrócił oczami. Znowu to samo..


- Coś się stało? - szybko zapytałam Harrego wstrzymując oddech kiedy szliśmy wzdłuż stolików z tacami. Spojrzał na mnie serwując danie gościom po drugiej stronie stolika. Jego oczy były ciemne, wypełnione i pokazywały tak wiele emocji. I miałam już odpowiedź na swoje pytanie. Coś się stało. Obsłużyliśmy kolejne dwa stoliki zanim zabraliśmy tacę do innych brudnych naczyń.
- Harry, porozmawiaj ze mną. - uwięziłam go przy ścianie, od razu kiedy weszliśmy do kuchni.
- Alyssa, nie mamy o czym rozmawiać. - powiedział chłodno, nawet na mnie nie patrząc. Gapiłam się na niego kiedy powoli odepchnął mnie od siebie i ruszył po kolejne porcje jedzenia. To wszystko co ma do powiedzenia? Łzy mrowiły moje oczy patrząc na jego twarzy kiedy wychodził z kuchni. To boli. Jak to do cholery nie mamy o czym rozmawiać?!
Przełknęłam gulę w gardle, chwyciłam dwie tacki i poszłam za nim. Dziękuje Jess, tego właśnie potrzebowałam! Pracy z nim. I gdyby jeszcze tego było za mało, spostrzegłam Emily Woods przy jednym ze stolików. Tak, Emily Woods. Lepiej znaną jako Blondi. Bóg naprawdę musi mnie dzisiaj nienawidzić.
- Nie wiedziałam, że pracujesz jako kelner Harry. - zaczęła natychmiast, uwodzicielskim tonem kiedy przyszła jej kolej na wybór jedzenia - Ten uniform naprawdę do ciebie pasuje. - zatrzepotała rzęsami i przejechała palcami po jego brzuchu i biodrach. Jestem jedyną osobą tutaj, która uważa to za nieodpowiednie?
- Przepraszaam. - zniecierpliwiony gość pomachał mi ręką przed oczyma - Czy jest możliwe dostać tu coś do jedzenia?
- A tak, przepraszam. - mruknęłam pokornie. Czy on nie rozumie, że jestem teraz w środku moich dziewczęcych problemów? Spojrzałam dyskretnie na Blondi, która kontynuowała flirt z Harrym. Jej długie blond włosy były wyprostowane, a na sobie miała obcisłą różową kieckę. Dlaczego mnie to nie dziwi? Ulgą w tym wszystkim było to, że on nie odpowiadał na jej zaloty. Chciałam się uśmiechnąć-poczułam zwycięstwo-ale nie mogłam. Byłam zła. Bardzo zła.
Wycofałam się ze stolika z pustymi tackami zdecydowanym krokiem. Wróciłam z kolejnymi dwoma pełnymi porcjami jedzenia i dalej serwowałam je przybyłym gościom. Miałam robotę do zrobienia i nie mogę pozwolić by on miał na to wpływ. Zgodziłam się z moją podświadomością.
Musi tu być co najmniej pięćset ludzi, a Harry ignoruje tak wiele krótkich i obcisłych sukienek. Przypomniał mi się dzień ślubu moich rodziców. Miałam tylko siedem lat, ale pamiętam jakby to było wczoraj. Miałam na sobie białą sukienkę uszytą przez moją mamę. Chodziłam wokoło, tańczyłam z ciotkami i wujkami i rozmawiałam o moim ślubie w dalekiej przyszłości. Chciałam mieć ślub taki jak ich, tylko większy. No i zawsze chciałam wesele z basenem na zewnątrz i boiskiem piłkarskim. Po posiłku goście mogliby zaczerpnąć trochę ruchu i dobrej zabawy! Uśmiechnęłam się na samą myśl. Czas biegnie tak szybko. Ale tak właśnie zrobię, mamo.


- Alyssa. - dreszcz przeszedł przez całą długość mojego kręgosłupa kiedy tylko usłyszałam ten seksowny głos. Uniosłam ramiona i zaparło mi dech w piersi. Robię to co robiłam do tej pory; sortuję jedzenie układając je na tacy i ignoruję osobę stojącą za mną. Zamarłam kiedy jego ciepła dłoń spotkała moje ramię - Alyssa, posłuchaj. - jego głos był cichy.
- Przecież nie mamy o czym mówić Harry, nie pamiętasz? - rzuciłam za siebie i wróciłam do swojego zajęcia - Nawet nie waż się mówić niczego w stylu "tu nie chodzi ciebie, tylko o mnie", zrozumiałeś?! - spojrzałam na niego wściekle i chwyciłam do ręki dwie tace. Zablokował mi wyjście z kuchni i spojrzał na mnie przepraszająco kiedy jego ręka powędrowała do jego włosów by znowu je pomierzwić - Rusz się! Mam ważniejsze rzeczy do roboty.
Harry odetchnął głęboko.
- Alyssa. Zignorowałem cię dla twojego własnego dobra. Nie powinienem cię całować, ale zrobiłem to bo jestem kurwa głupi. - westchnął ciężko i ponownie jego palce powędrowały do jego czupryny. Jestem pewna, że pewnego dnia po prostu zrzuci te pieprzoną perukę z głowy - Nie jestem dobrym gościem, Alyssa. Ale nie mogłem się powstrzymać, żeby cię nie pocałować. J-ja nie kontroluje samego siebie kiedy jesteś w pobliżu. Przeraża mnie to. - moje oczy rozszerzyły się patrząc na niego. Jego świecące zielone oczy były wypełnione mnóstwem emocji. Żal, poczucie winy, smutek, ból, strach. I nadzieja - Nie jestem dobrym gościem, Alyssa. - powtórzył tak wolno i cicho, że prawie nie mogłam go usłyszeć. Westchnął i spojrzał na mnie - Ja po prostu nie chcę cię skrzywdzić.
Moje serce zacisnęło się w mojej klatce piersiowej. Chciałam go pocałować. Chciałam być tutaj dla niego. Chciałam mu powiedzieć, że tu jestem. Chciałam mu powiedzieć, że mu ufam. Ale nie mogłam. Nie mogłam pozwolić mu myśleć, że zabawił się mną i po prostu zostawił. Odebrało mi to każdą część mojej odwagi. Ale zrobiłam to. Powiedziałam.
- Już to zrobiłeś, Harry.

__________________________________

Uszanowanko!
W końcu, co nie? ;d
Wiem wiem, że we wtorek miał być, ale to co sie dzieje teraz w szkole to porażka. I jeszcze mam inne problemy na głowie.. I jeszcze próby bo prowadzę jakąś uroczystość w szkole.
Co myślicie o rozdziale? Emocje sięgają zenitu!
Nie mam pojęcia kiedy kolejny rodział. Być może przetłumaczę go w weekend i wstawie w tygodniu, a jak nie to będzie za tydzień.
Kocham was ziomki! Lady_Debil

Ps. Jeżeli przeczytałaś i czekasz na kolejny rozdział-napisz parę słów! :)