- Później mam zamiar poznać wszystkie pikantne szczegóły! - Jess wskazała na mnie palcem kiedy wstawałam z moją ukochaną kanapką w dłoni. Zaśmiałam się.
- W tym nie było nic pikantnego! Ogarnij się. - wzięłam resztę kanapki do ust i chwyciłam moją torbę.
- Wiem że było! - uśmiechnęła się - Dlatego nagle musisz iść do łazienki! - zmrużyła oczy z chytrym uśmiechem. Wyśmiałam ją i pokręciłam głową. Może i chciałam uciec od jej wścibskich pytań, ale tak nie było. Wolałam iść do łazienki na sam koniec przerwy żeby potem od razu udać się pod salę. Lepsze to niż stanie w kolejce tuż po dzwonku na przerwę obiadową a potem szukanie miejsca w stołówce przez pół godziny żeby usiąść tylko na dwie minuty. Z uśmiechem zgodziłam się z moimi myślami i otworzyłam drzwi do damskiej łazienki.
Zwykła łazienka z paroma kabinami, czterema umywalkami i oczywiście lustrami. Białe ściany i małe trójkątne okno, które wciąż pozostawało otwarte. Prawdopodobnie dlatego, że było za wysoko by ktokolwiek mógł je zamknąć. Kiedy zakończyłam swój biznes w jednej z kabim, wyszłam i spojrzałam w lustro. Słodko. Moje niebieskie oczy nudno spoglądały na moje odbicie, a brązowe włosy kaskadami opadały na ramiona. Jak zwykle.
Nuciłam szczęśliwie pod nosem 'Paradise' Coldplay kiedy przeszkodził mi jakiś strasznie piskliwy głos.
- Alyssa, prawda? - o boże, co? Spojrzałam w prawo i stanęłam oko w oko z Blondi. Jej makijaż prawie mnie oślepił, nie mówiąc już o jej ciuchach.
- Uhm, tak. To ja. - odpowiedziałam niezręcznie, patrząc na nią. Zwróciła się przodem do mnie z uśmiechem na twarzy, ręką opierając się o umywalkę. Wszystko to robiła z przerażająco fałszywym uśmieszkiem. Dziwna sprawa. Ale najważniejszą rzeczą było.. Dlaczego ze wszystkich na Ziemi, właśnie ona musiała do mnie zagadać? - A ty tooo? - i zamarłam.
Emily Woods. Słyszałam i wymawiałam to imię przecież setki razy. Ale w tym momencie, stała ze mną twarzą w twarz.
Nie lubię tej dziewczyny.
Jest popularna.
Myśli, że każdy ją zna.
Nie mam zamiaru dać jej tej satysfakcji. Może jest do tego przyzwyczajona. Ale nie. Niech dam jej nawet pomyśleć 'oh, jestem taka fajna i znana, każdy mnie zna i kocha, ah ah'. Za chuja nie. Nadal nie rozumiałam dlaczego zaczęła ze mną tą rozmowę.
Na moment jej świecące od tony błyszczyku usta utworzyły prostą linię. Wiedziałam, że szarpnęłam jej nerwami i samooceną. Ale niestety szybko się poskładała.
- Emily. - uśmiechnęła się jeszcze bardziej zdradziecko niż przed chwilą - Emily Woods. - wyciągnęła swoją w pełni wypielęgnowaną dłoń w moją stronę i uścisnęłam ją, odwzajemniając uśmiech.
- Okej. - zaśmiałam się. Głośny śmiech z jej ust rozległ się po całym pomieszczeniu, co mnie nieźle zaskoczyło. Myślałam, że nie może być nic bardziej fałszywego niż jej uśmiech. Myliłam się.
- Niezłą wyrobiłaś sobie opinię w szkolę. - przestała się śmiać. Ale nadal się uśmiechała kiedy poluźniła swój uścisk i puściła moją rękę. Wyrobiłam opinię? O co jej chodzi? Jej uśmiech robił się coraz szerszy, a na mojej twarzy pojawiło się jeszcze większe zmieszanie. Nagle zamiast jej uśmiechu znów pojawiła się ta prosta ponura linia na jej ustach - Ludzie mówią, że ty i Harold jesteście parą. - westchnęła.
- Masz na myśli Harrego? - zapytałam. Założyła ręce na piersi i stała na jednej nodze opierając się biodrem o szkolną umywalkę - Dlaczego tak mówią? - znowu zapytałam. Nie zamierzałam nic mówić. Nie jej.
- Dobrze! Odbieram to jako nie. - zmarszczyłam brwi jako odpowiedź na jej komentarz. Blondi wyprostowała się i zrobiła krok bliżej mnie - Tak trzymaj. Tak będzie lepiej, dla was obojga. - powiedziała niemal groźnym tonem. Diabelski uśmiech pojawił się na jej ustach i to była pierwsza rzecz u niej, jaką uznałam za przekonującą. Wręcz dało się zobaczyć piekło w jej oczach. Jej krystalicznie niebieskie oczy jak u lalki Barbie błyszczały od obietnicy. Mój oddech nagle stał się ciężki. Za ciężki. Dreszcz przeszedł przez całą długość mojego kręgosłupa i po raz pierwszy wzięłam na poważnie przestrogi Jess: "Zawsze pamiętaj moje słowa Alyssa."
Wyszła z łazienki zarzucając swoją blond czupryną. Zostawiła mnie samą i zszokowaną słysząc stukot jej wysokich obcasów. W ciągu kilku sekund zmyła ze mnie całą pewność siebie i dobry nastrój z tego dnia.
- Co się stało? - Jess usiadła na ławce obok mnie kiedy zakładałam piłkarskie getry. Podciągnęłam je tak wysoko by logo Umbro było widoczne. Nie potrafiłam określić swoich uczuć. Nadal byłam w lekkim szoku. Emily była taka.. poważna. Próbowałam potraktować ją gorzej niż gówno, ale to wszystko gdzieś uciekło. Zakładam, że nie ma czasu by spełniać swoje groźby co do mnie. Powiedziała to tylko i wyłącznie dla swojego spokoju.
- Emily. - wyszeptałam zerkając w oczy Jessici, zanim zaczęłam wciągać na siebie drugą skarpetkę.
- Blondi? Że co? Co się stało? - te trzy pytania tak szybko wyrolowały się z jej ust a po sekundzie już kucała przede mną na swoich kolanach.
- Ona... - zamarłam. Nie wiedziałam co powiedzieć, jak to wytłumaczyć. To brzmiało dość głupio kiedy opowiadałam to sama sobie, w myślach. Weszła, przedstawiła się i zagroziła mi bym nigdy nie wdawała się w żadne relację z gościem, który mi się podoba. W facecie, w którym tak beznadziejnie się zadłużyłam, niemal zakochałam. Jess patrzyła na mnie wielkimi oczami. Kurwa.
- No co? Mów! - nalegała. Patrzyła przerażona nie wiedząc czego się spodziewać.
- Zakochałam się w Harrym. - wydukałam. Jednak zdążyłam to powiedzieć zanim zakryłam usta dłonią.
- Powiedz mi coś czego nie wiem dziewczyno.. Ty chyba nigdy mnie nie posłuchasz, co?
Przechyliłam głowę na bok patrząc na nią, wciąż myśląc. Wiedziałam, że jestem nim oczarowana odkąd pierwszy raz go zobaczyłam. Wiedziałam, że ma nade mną jakąś dziwną władzę, odkąd pierwszy raz z nim rozmawiałam. Wiedziałam, że w całości wygrał moją uwagę, odkąd pierwszy raz mnie pocałował. Więc dlaczego tak bardzo bałam się jakiejś blond dziewuchy, która w gruncie rzeczy nie wiedziała nic o mnie i Harrym?
- Harry i Blondi sie całowali?! - szybko wstała i spojrzała na mnie z góry, przybierając niewiarygodną powagę.
- Nie, nie! - wstałam i podniosłam ręce w geście obrony - To skomplikowane. - westchnęłam i usiadłam z powrotem nakłaniając Jess by zrobiła to samo. Wzięła głęboki wydech pozbywając się wrogiego nastawienia - Pamiętasz jak opowiadałaś mi o Emily?
- Blondi. - poprawiła mnie.
- Tak, Blondi. - zachichotałam - Cóż, złożyła mi wizytę w szkolnej łazience. No i szczerze mówiąc, miałaś całkowitą rację co do niej-ona jest gotowa zabić wszystko i wszystkich, którzy staną jej na drodze.
- No nieee! - Jess zadyszała z emocji - Groziła ci? - zapytała. Pokiwałam głową - Pierdolisz!
- Nie. - skinęłam głową - Była całkiem poważna w tym co mi powiedziała.
- Co powiedziała?
- Że lepiej będzie jeśli zostanę przy statusie związku jako singiel. - Jess zaśmiała się.
- Noo, bardzo fajnie się zaczyna. Tak powiedziała? - ponownie pokiwałam głową - Dobrze. - zachichotała - Nie przejmuj się, Ally. Nie może zrobić zbyt wiele. - spojrzała na nią marszcząc brwi - Chodzi mi o to, że cokolwiek by nie zrobiła i tak Harry nie będzie nią zainteresowany. I nigdy nie był. I ona nic, kompletnie nic nie może na to poradzić. - powiedziała kładąc nacisk na ostatnie zdanie i szturchnęła mnie w ramię - Te uczucia Harry ma zarezerwowane tylko i wyłącznie dla ciebie.
Uśmiechnęłam się. Miała racje. Miała cholerną stuprocentową rację - Chyba. - odpowiedziałam nieśmiało.
- Ja to wiem. - mrugnęła - A teraz wstawaj, praktyka piłki nożnej nie będzie na nas czekać!
Pukałam moimi białymi korkami Nike o chodnik kiedy szłam przez sąsiednią ulicę obok mojego domu. Podziękowałam Jessice za podwózkę, wolałam wrócić pieszo oddychając świeżym powietrzem. Potrzebowałam przemyśleć parę rzeczy. Mój 'strach' co do Blondi nieco się uspokoił, ale jej pusta groźba targnęła mną na wszystkie możliwe sposoby. Ona może zrobić wiele, nawet nie mając wpływu na mnie i Harrego. I bałam się co to może być.
- Ally! - uniosłam wzrok znad chodnika by ujrzeć Harrego przechodzącego przez ulicę. Zatrzymałam się i wzięłam głęboki oddech patrząc na tą boską zbliżającą się do mnie postać. Miał na sobie pare czarnych, spranych spodni, które dodawały mu uroku i charakteru. Niemal mogłam poczuć jak ślinię się na jego widok. I biały podkoszulek z małym dekoltem w literę V. Jego dłonie powędrowały do jego włosów kiedy biegł przez środek ulicy w moją stronę. I zatrzymał się. Tuż przede mną. Uśmiechnęłam się.
- Co ty tu robisz?
- Pomyślałem, że przyjdę, ale nie odbierałaś telefonu, więc pomyślałem że i tak wpadnę by zobaczyć czy wszystko w porządku. - jego piękny uśmiech świetnie współgrał z dołeczkami na jego policzkach, kiedy spojrzał mi prosto w oczy. Tak, to moi drodzy przyjaciele było coś, co lubiłam najbardziej. Powtórzę to po raz któryś, ale chyba nikt nie zaprzeczy, że Harry ma boskie ciało. Że wspaniale wygląda niezależnie od sytuacji. Ale jego łamiący serca dziewczyn uśmiech i jego urok osobisty sprawiały, że robiło mi się słabo. Może być zabawny, uroczy i pewny siebie, ale on jest po prostu ładny i słodki-i to właśnie kocham.
- Jaki taktowny. - kontynuowałam mój spacer, kiedy zaczął iść obok mnie z rękami w kieszeni, co sprawiało że wyglądał na nieśmiałego chłopca. Jakby nie wiedział co powiedzieć - Dlaczego nie byłeś dzisiaj w szkole? - zapytałam, ale nie otrzymałam odpowiedzi, więc nie postanowiłam dalej naciskać.
- Będziesz teraz sama w domu? - zapytał ostrożnie. Spojrzałam na niego zanim znów zaczęłam iść w górę podjazdu.
- Tak. - uśmiechnęłam się i znów odwróciłam głowę by na niego spojrzeć. Miał subtelny uśmiech na swojej twarzy kiedy szedł za mną. Zaśmiałam się i pokręciłam głową kiedy starałam się odkluczyć frontowe drzwi.
- Ciężki trening dzisiaj? - Harry wskazał na moją koszulkę, a ja znowu zachichotałam. To nie był już biały kolor. Bardziej podchodził pod brązowy.
- Niezbyt ciężki. Po prostu grałyśmy dzisiaj dosyć ostro. - rzuciłam torbę z moimi rzeczami pod wieszak i powędrowałam do salonu. Światło dziennie oświetlało pokój przez żaluzje, przez co było tutaj bardzo przyjemnie.
- Podoba mi się to. - chytry uśmieszek wyrył się na jego twarzy, a ja pokryłam się lekkim rumieńcem. Jego uśmiech stał się jeszcze szerszy. Pokazałam by usiadł na kanapie by odwrócił ode mnie swoją uwagę. Rozsiadł się wygodnie kładąc ramiona na oparciu kanapy.
- Chcesz coś do jedzenia? Picia? - zapytałam. Pokręcił głową, a na jego ustach znów pojawił się chytry uśmieszek. Kurwa. Spojrzałam na niego pytająco i walczyłam przez chwile sama ze sobą. Jako dobry gospodarz domu chyba powinnam przynieść jakieś przekąski? Zrezygnowałam jednak z tego pomysłu i usiadłam na drugim końcu sofy - Więc.. Co byś chciał? - Harry wybuchł śmiechem i usiadł w takiej samej pozycji naprzeciw mnie.
- Jestem aż tak przerażający? - przechylił głowę na bok i uśmiechnął się.
- Tak. - zaśmiałam się złośliwie. Jego uśmiech znów się poszerzył, a radość w jego oczach była wręcz zaraźliwa - Dlaczego? - westchnęłam z uśmiechem - Dlaczego z nich wszystkich lubisz akurat mnie? - jego oczy złagodniały a uśmiech stał się słodki i nieco nieśmiały. W tym momencie chciałam tylko potarmosić ten cudny policzek i przytulić się do niego.
- Bo jesteś sobą. Nie próbujesz być kimś innym kiedy jesteś w pobliżu mnie. - patrzył na mnie nieśmiało - I akceptujesz mnie, mimo tego że mnie nie znasz-wszystkie moje błędy - wyszeptał. Oh, Harry jak bardzo chciałabym znać ciebie-ciebie i twoje sekrety.
- Mój ulubiony kolor to turkus. - powiedziałam z uśmiechem.
- Naprawdę? - oparł łokcie o swoje kolana, a głowę wsparł dłońmi - Zgadywałbym, że czerwony.
- Czerwony? Dlaczego czerwony? - zapytałam figlarnie.
- Cóż, jesteś wielką fanką Arsenalu, więc takie były moje przypuszczenia.
- No jestem. - przytaknęłam - Ale poczekaj! - przechylił głowę w bok i spojrzał na mnie niewinnie - Skąd to wiesz? Nie mówiłam ci nigdy, że kibicuję Arsenalowi!
- Cóż, sądząc po twoich koszulkach i plakatach w pokoju, sam doszedłem do takiego wniosku. - przeciągnął się zbliżając się do mnie.
- Byłeś w moim pokoju? - teraz mnie zaskoczył. Harry skinął głową - Próbowałam zagrać z tobą w 'poznajmy-się-lepiej', ale widzę, że ty już mnie znasz! Bardziej niż się tego spodziewałam. - zachichotałam.
Tak. - powiedział prosto z mostu z nieopisanym błyskiem w oczach - Mówiłem ci już wcześniej. Jeżeli cholernie czegoś chcę, zrobię wszystko by to dostało się w moje ręce. - uśmiechnął się. Znowu zachichotałam.
- Jesteś niewiarygodny. - nie wiem czy powinnam być zachwycona tym faktem czy raczej przerażona. Najbardziej przeraża mnie myśl, że nie mam pojęcia kiedy był w mojej sypialni! Wzdrygnęłam się kiedy pojawił się znowu parę centymetrów bliżej niż przed sekundą. Standardowo przeczesał dłonią swoją czuprynę, przejeżdżając po górnej wardze swoim językiem. Boże, jak to na mnie działało!
- Uhm. - wyjąkałam - Mam przeczucie, że nie chcesz rozmawiać ze mną o twoim ulubionym kolorze? - zapytałam. Zaśmiał się i znalazł się jeszcze bliżej. Jego kolana dotykały moich. Moje serce automatycznie przyspieszyło, a na mojej twarzy znajdowała się teraz przecudowna czerwień Arsenalu. Ale nie mogłam nic na to poradzić.
- Masz stuprocentową rację. - pochylił się, a jego wzrok spoczął na moich wargach. Siedziałam przerażona.
- Emily Woods! - krzyknęłam. Harry odsunął się i spojrzał na mnie zdziwiony, nie wiedząc czego się spodziewać - Zaczepiła mnie dzisiaj. - westchnęłam. Nadal patrzył na mnie zmieszamy nie wiedząc co powiedzieć - Nie powiedziała mi nic związanego z tobą, ale.. przepraszam. - Harry prychnął.
- Nie przepraszaj. Co mówiła? - wpatrywałam się w niego przez parę sekund.
- Że zdecydowanie jest tobą zainteresowana, więc powinnam trzymać swoje łapska z daleka od ciebie. - powiedziałam to tak szybko jak tylko było możliwe.
- Cóż, szkoda że to ja nie potrafię trzymać swoich rąk przy sobie kiedy jesteś w pobliżu. - spojrzał na mnie wręcz złośliwie, a w moim żołądku pojawiło się pełno słoni. Nie motyli. Dużych, potężnych słoni, które wywiercały mnie od środka.
- Powiedziała, że zrobi mi krzywdę, jeśli ktokolwiek oprócz niej zbliży się do ciebie. - wyrzuciłam w pośpiechu. Jej groźba chodziła mi po głowie cały dzień.
- Jeśli ci coś zrobi będzie miała do czynienia ze mną. Nie obchodzi mnie to, że jest dziewczyną. - usiadł jeszcze bliżej mnie - Jeśli ci coś zrobi, nie zawaham się i po prostu jej przyjebie. I uwierz mi Ally, ona jest ostatnią dziewczyną którą kiedykolwiek chciałbym widzieć obok siebie. Ostatnią.
- Ale ona może.. - i moje słowa zostały ucięte przez usta Harrego. Jęknęłam w jego miękkie usta. Zapomniałam już o czym mówiłam. Zgubiłam się. Znowu. Moje ręce znalazły jego szyję i oplotły ją w ciasnym uścisku. Jego usta ssały moją dolną wargę, w czasie kiedy ja robiłam to samo z jego górną. Zdecydowanie chwycił moje biodra i wciągnął mnie na swoje kolana. Cichy jęk wydobył się z moich ust. Tak bardzo tęskniłam za jego dotykiem, za jego ustami. Minął ledwo jeden dzień, ale dla mnie było to zdecydowanie za dużo. Nie potrafiłam dużej przejmować się Emily. Nie mogłam nic poradzić na to, że czuję coś do Harrego i próbowałam mu to teraz pokazać podczas naszego pocałunku. Głęboki jęk wydobył się tym razem z jego gardła. Jego dłonie wędrowały wzdłuż moich pleców i bioder, a język błagał o spenetrowanie moich ust. Bez wahania rozchyliłam usta kładąc się na plecach tak by Harry znajdował się tuż nade mną. Jego wyrzeźbiona klatka piersiowa napierała na moją, a nasze nogi splotły się tak, że teraz znajdowaliśmy się jak najbliżej siebie. Nasze języki wesoło tańczyły w naszych ustach pieszcząc się wzajemnie. Jego twarda już męskość w spodniach zaczęła napierać na moje krocze, przez co uniosłam biodra. Ja i Harry wydobyliśmy z siebie dosyć głośny jęk i westchnięcie.
- Kurwa. - oddychał ciężko odsuwając się ode mnie.
- J-ja jednak chciałabym poznać twój ulubiony kolor i parę innych rzeczy zanim znowu się pogubię. - zaśmiałam się. To było niebezpieczne. Nie byłam w stanie nacieszyć się jego dotykiem. Był dla mnie jak narkotyk-nie ważne czy dobry czy zły-potrzebowałam go i nie miałam dość. Roześmiał się i spojrzał na mnie. Jego palce delikatnie gładziły teraz mój policzek, zabierając lekko poczochrane kosmyki włosów z mojej twarzy.
- Co ty ze mną robisz Alyssa? - wyszeptał. Znowu poczułam jego miękkie usta na swoich. Odsunął się po chwili i zobaczyłam przed sobą oczy pełne nadziei. Znałam go tylko parę tygodni. Ale nigdy w swoim życiu nie miałam dziwniejszej znajomości. Nigdy nie czułam potrzeby poznania kogoś tak jak jego. Cmoknęłam delikatnie jego usta kiedy wziął głęboki oddech i zamknął oczy.
- Nie wiem. - wyszeptałam ciężko - Nie wiem Harry. Mam tylko nadzieję, że to dobra rzecz. - uśmiechnął się.
- Jest dobra Alyssa, jestem tego pewien. - jego oczy powędrowały z podłogi do moich oczu - Potrzebuję cię. - patrzył zagubiony. Jak mały chłopiec, którego znalazłam wtedy nad jeziorem. Przytuliłam go z całej siły.
- Nie wiem kiedy to się stało, ale.. ja ciebie też potrzebuję. W tak krótkim czasie tak bardzo wpłynąłeś na mnie i na moje życie. - przyznałam. Podniósł głowę znad mojej szyi i poluźniłam uścisk. Jego oczy były takie zagubione.. i ciepłe. Nieśmiały uśmiech pojawił się na jego twarzy, a ja zaczęłam niekontrolowanie chichotać. Chłopak wrócił do poprzedniej pozycji i spojrzał w dół.
- Czuję to samo. - uśmiechnęłam się na jego słowa. Pamiętam jak twardego i pewnego siebie gościa kiedy pierwszy raz z nim rozmawiałam. A teraz? Mogłam poczuć jak wielkie i ciepłe jest jego serce. Pochyliłam się i pocałowałam go mocno, topiąc się w jego ciepłym uścisku - Mogę zostać na noc? - poczułam ciepły oddech na swoim uchu - Pokłóciłem się z matką.
- Dlatego nie przyszedłeś do szkoły? - zapytałam. Spojrzałam w jego oczy, ale jego spojrzenie było niebezpiecznie niewzruszone. Pokiwał głową w odpowiedzi na moje pytanie. Westchnęłam i znowu wzięłam go w objęcia - Możesz zostać tak długo jak chcesz. - uśmiechnęłam się szczerze - Ale trzymaj się swojej obietnicy. Będę słuchać ciebie tak długo jak będzie trzeba. Mam czas. - przytulił mnie jeszcze mocniej niż przed chwilą. Wiedziałam, że jego mama nie była jego jedynym problemem. Prawie o tym zapomniałam, ale jego wrażliwość, jego prawdziwe oblicze.. Więc jeżeli zostanie tutaj na noc pomoże mu, będę bardziej szczęśliwa niż kiedykolwiek byłam.
- Obiecuję. - wymamrotał w zagłębienie w mojej szyji - Obiecuję. - trzymał mnie mocno w uścisku, a ja zamknęłam oczy wdychając jego cudowny zapach - Dziękuję. - jego usta znów spotkały moje - Dziękuję.
___________________________________________________
Heeeej! W końcu, co nie? haha
Przepraszam, że tak długo, ale ciężko było. Zaczynają się połowinki liceów w moim mieście dlatego jeździmy klasowo na prawie każde. Co kończy się nieprzyjemnymi porankami. Dlatego nie pisałam, przepraaszaam!
Ale mam dla was oprócz rozdziału coś jeszcze :) Wpadłam na super pomysł i motyw co do fanfictiona. Wiem jak wiele z nas Directioners jest Larry Shipper. ale co powiecie na opowieść o Ziamie?
Zapraszam do przeczytania PROLOGU i napisania swojej opinii! Obrazek poniżej przeniesie was do nowo założonego bloga, zapraszaaam słoneczka <3
poniedziałek, 21 października 2013
środa, 9 października 2013
Rozdział 7. - Trust yourself.
Głowa Harrego po moich słowach opadła w dół. Zrobiło mi się go żal. Ale przecież mogłam po prostu walnąć go teraz w ramię i zacząć się śmiać mówiąc, że żartowałam. Nie, to i tak by nie zadziałało. Zamiast tego zostawiłam go samego z moimi mocnymi trzema słowami wypowiedzianymi w jego stronę i opuściłam kuchnię by kontynuować moją pracę. Harry zamarł w miejscu i gapił się pusto w miejsce, w którym przed chwilą stałam.
Jessica teraz na pewno poklepałaby mnie po plecach i z dumą powiedziała: "A nie mówiłam żeby mu nie ufać! Teraz zostań tutaj a ja w końcu kopnę w jego dwie piłeczki za zranienie ciebie." Potrząsnęłam głową. W ciągu tych trzech tygodni dobrze poznałam Harrego. Ale chyba nie za dobrze. Teraz nie jestem pewna czy kiedykolwiek chciałam poznać go lepiej.
Moje wcześniejsze założenia dlaczego zostawił mnie wtedy samą na parkiecie znów powróciły do mojego umysłu:
1. Musiał zająć się czymś bardzo ważnym i totalnie stracił poczucie czasu.
2. Przestraszył się, że może to wszystko idzie zbyt szybko.
3. Może po prostu ma problemy. Problemy w domu, problemy towarzyskie, a ja jestem tylko częścią jego gry.
4. I coś czego nie mogłam wyjaśnić.
Miałam nadzieję, że może chodzić o teorię pierwszą lub drugą, ale teraz byłam pewna, że jednak chodzi o coś zupełnie innego. Byłam pewna tego tak, jak tego że spodenki SpongeBoba były kwadratowe. Może chodziło o numer trzy lub cztery, a jeżeli tak to naprawdę musi być coś poważnego. Może jego serce było totalnie stłumione przez jakąś dziewczynę? Może jest gejem? To znaczy, nie widziałam nigdy żeby zagadał to jakieś dziewczyny innej ode mnie. Normalnie to one zagadują do niego. Może pod pewnym względem czuję się jak facet. I winię za to piłkę nożną.. Albo może jego loki nie są naturalne i jeżeli mu na kimś zależy musi mu o tym powiedzieć?
Albo po prostu boi się przejmować i troszczyć o jakiegoś człowieka i automatycznie każdego od siebie odpycha. Moje ostatnie krople umysłu warknęły na mnie. Może..
- Ally! - odwróciłam się od jednego ze stolików by zobaczyć Matta idącego do mnie długimi powolnymi krokami. Jego twarz była zmartwiona i natychmiast odzwierciedliłam jego uczucia - Co ty mu powiedziałaś? - oddychał ciężko i wyglądał na nieźle zestresowanego.
- Co?
- Harremu! Kopnął w drzwi i wyleciał z budynku! - wskazał na kuchnie. O nie. Wiedziałam, że to jest dla mnie trudne, ale przecież w końcu przejrzałam na oczy, prawda? Chodzi mi o to, że pocałował mnie tak jak nigdy nikt mnie nie pocałował, a potem zachował się wobec mnie jak kompletny kretyn. I to boli. Mogłam skłamać i powiedzieć, że wszystko jest w porządku. Chociaż równie dobrze mogłam powiedzieć: "Spoko, lubię jak ktoś mnie rani! Proszę rób to dalej, to cholernie dobre uczucie." Ale te dwa kłamstwa przyjęłyby kurewsko duże znaczenie i wysoki poziom, wyższy od samego Boga, ale to przecież nie jest możliwe, co nie? Nie wiem, nawet nie potrafię odrobić pracy domowej...
- J-ja.. - zajęczałam. Matt westchnął i wziął ode mnie tace z jedzeniem z lekkim uśmiechem.
- Alyssa, on naprawdę cię lubi. On ma poważne problemy, ale tak naprawdę wszystko czego potrzebuje to ktoś. Proszę, po prostu idź z nim pogadaj czy coś. On się nie uspokoi jeżeli cały czas będzie myślał, że cię stracił. - słowa, które właśnie wydostały się ust Matta zszokowały mnie. Stałam oniemiała patrząc się na niego - Idź! - krzyknął z namową w głosie.
- Co sprawia, że myślisz że mnie stracił? - zapytałam zdezorientowana.
- Alyssa, znam Harrego. Nigdy niczym się tak nie denerwował, chyba że chodziło o ciebie. On bez przerwy o tobie gada. - uśmiech pojawił się na moich ustach i zdołałam poczuć jak moje policzki są koloru papryczki chilli, którą jadłam ostatniego dnia.
- Naprawdę? Co mówił?
Matt pokręcił głową i zaśmiał się.
- Alyssa, musisz iść. - przypomniał mi.
- Ah, no tak. - pobiegłam w stronę kuchni, ale zaraz zawróciłam i podbiegłam z powrotem do Matta - Ale co ja mam mu powiedzieć? - poddenerwowałam się. Co za cyrk, co nie? Zaledwie minutę temu miałam odwagę by powiedzieć mu co czuję, ale jak już przyszło co do czego, stałam się kompletnym mięczakiem. Czasami mnie denerwuje, onieśmiela, a potem po prostu patrzę w jego oczy.
- Wszystko! - krzyknął, a ja znów pobiegłam do wyjścia.
Późne letnie powietrze uderzyło mnie kiedy wyszłam z tego ogromnego budynku otoczonego setką samochodów. Spojrzałam na drogę przede mną i jęknęłam. Nie miałam pojęcia gdzie jestem i dokąd tak naprawdę iść. Postanowiłam posłuchać mojego instynktu, którego tak naprawdę nigdy wcześniej nie słuchałam. Może czas to zmienić.
Musiałam chodzić co najmniej dziesięć minut, czułam się beznadziejnie. Ruszyłam wzdłuż drogi wyłożonej drobnym żwirem. Nic nie słyszałam oprócz ćwierkania jakiegoś ptaka i szurania moich butów po żwirze. Już miałam zawrócić, kiedy dotarłam do górnej części drogi, która uderzyła mnie przepięknym widokiem. Duże otwarte jezioro otoczone drzewami i licznymi skałami.
- Wow. - tylko tyle zdołałam powiedzieć.
Było ogromne, a żwirowa dróżka ciągnęła się wokół niego. Słońce jeszcze świeciło z góry, dzięki czemu kuszącą propozycją było po prostu wskoczyć i popływać. Małe świecące lampki spoczywały na tafli jeziora, a drewniany pomost był jedyną rzeczą, która miała kontakt z wodą. Natychmiast zorientowałam się gdzie jestem. To jest to jezioro, o którym opowiadała mi Jessica. I Matt o tym wiedział.
Od razu uderzyła we mnie nadzieja, że to tutaj Harry musi być po swojej 'ucieczce'. Moje oczy przeskanowały całe jezioro i jego otoczenie jeszcze raz i wylądowały na osobie na zupełnym poboczu wody. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam na drugą stronę jeziora.
Jego głowa wisiała, a oczy były skierowane na czystą wodę. Stałam przez parę chwil i po prostu go oglądałam. Wyglądał tak bezradnie.. Wyglądał jak mały chłopiec, który nie ma gdzie się podziać. Zalał mnie żal i sympatia do niego. Nie obchodziło mnie teraz co zrobił czy co ja powiedziałam. Było mi go żal. Nie wiedziałam dokładnie dlaczego, ale było.
- Harry.. - mój głos był ledwie szeptem. Nie powiedział nic. Zamiast tego spojrzał na mnie znad wody oczami, które skrywały tak wiele emocji. Zgięłam kolana, usiadłam obok niego i oplotłam go swoimi ramionami. Nie mogłam nic na to poradzić. Udręką dla mojego serca było patrzenie na innego Harrego niż tego pewnego siebie i zarozumiałego gościa. A myśl, że to ja do tego doprowadziłam sprawiała, że czułam się jeszcze gorzej - Tak mi przykro.. - wyszeptałam i schowałam głowę w jego szyję.
- Co ty tutaj robisz? - jego głos był spięty.
Puściłam go i usadowiłam się obok pozwalając moim nogom zwisać tuż nad wodą.
- Szukałam cię. - odpowiedziałam i spojrzałam na tego małego i bezbronnego teraz chłopca obok mnie - Harry, przepraszam. Nie to miałam na myśli.
- Miałaś to na myśli, Alyssa. - westchnął. Spuścił wzrok z jeziora i spojrzał na mnie co wprawiło mnie w smutek - Nie zrobiłaś nic złego. To była moja wina. To zawsze moja wina.. - kontynuował.
- Harry, ja.. - próbowałam z nim rozmawiać, ale mi przerwał.
- Alyssa, posłuchaj. - jego twarz była poważna, ale jego oczy ogarniał ból i smutek - Nie jestem dobrym gościem. - Te same słowa powiedział kiedy rozmawialiśmy wcześniej - Mam kłopoty i nie chcę żebyś była w nie wplątana. - westchnął ciężko, a jego wzrok znów przeniósł się na taflę wody - Kiedy po raz pierwszy cię zobaczyłem, poczułem nadzieję i nie byłem w stanie się kontrolować. Pocałowałem cię i nie wiedziałem, że to błąd, bo to po prostu się stało. - spojrzał na mnie ponownie swoimi dużymi oczyma. Zastanawiałam się cały czas, co on ukrywa i miałam zamiar dowiedzieć się tego tu i teraz-bez względu na konsekwencje. Bez różnicy czy znowu mnie to zrani. Chcę wiedzieć - Przepraszam, że cię zraniłem. Nie chcę skrzywdzić cię jeszcze bardziej, a wiem że tak by się stało. - jego głos był ochrypły, wiedziałam że jest na granicy płaczu - Nie jestem dobrym gościem. - wyrzucił to z siebie raz jeszcze.
- Nie, nie jesteś. - powiedziałam stanowczo. Jego oczy od razu odnalazły moje i dostrzegłam, że w tym szmaragdowym zielonym morzu znajduję się iskierka nadziei. Przechylił głowę na bok i pokręcił nią nie zgadzając się z moją odpowiedzią. Spojrzałam na niego martwo i powiedziałam - Nie skrzywdzisz mnie jeszcze bardziej. - przysunęłam się bliżej niego - Nie jesteś złym człowiekiem Harry. Bez względu na to czego w życiu doświadczyłeś, przestań przekonywać siebie i innych, że taki właśnie jesteś.
Spojrzał na mnie zaskoczony, a jego oczy przeszył mrok zanim zdążył odpowiedzieć.
- Ty nic nie wiesz. - odwrócił się w stronę wody i ponownie mnie zamknął. Onieśmielił. Westchnęłam. To robiło się co raz cięższe, ale byłam zdeterminowana. Chciałam żeby mi zaufał, chciałam by był w stanie ze mną rozmawiać. Wiedziałam, że żeby to osiągnąć muszę być cierpliwa.
- Wiem. - wyszeptałam. Harry spojrzał na mnie. Nie mogłam dłużej patrzeć na te mokre oczy. Chwyciłam jego twarz w obie dłonie i wręcz zderzyłam swoje usta z jego. Całowałam go mocno i szczerze, nie ukrywając żadnych z moich uczuć. Z jego ust wydobył się cichy jęk, a ja odsunęłam się ze zwycięskim uśmiechem.
Patrzył na mnie całkowicie zdumiony i zaskoczony. Minęło parę sekund intensywnej ciszy kiedy na jego ustach pojawił się nieśmiały uśmiech. Odwzajemniłam jego uśmiech i spojrzałam w ziemię zaskoczona swoim własnym wybuchem uczuć.
- Ufam ci, Harry. - uniosłam wzrok na jego szeroko otwarte oczy, które znowu były podparte nadzieją i wdzięcznością - Ty też musisz sobie zaufać. - wyszeptałam nieco ciszej nie wiedząc czy mam na niego spojrzeć, czy nie.
- Nie jestem dobrym człowiekiem, Alyssa. Jeśli byś to wiedziała, nie siedziałabyś teraz tutaj ze mną. - westchnął i wsunął rękę w swoje włosy.
- Ufam ci. - powtórzyłam z nieco większą siłą i determinacją niż poprzednio.
Niewielki chichot oderwał mój wzrok z ziemi. Spojrzał na mnie rozbawiony. Ale nadzieja i wdzięczność wciąż tam były.
- Nigdy się nie poddajesz, prawda? - zmarszczyłam brwi i pokręciłam energicznie głową.
- Ufasz mi? - zapytałam. Jeżeli mi zaufał, będzie miał wszystko czego potrzebuje-bo ja ufam mu.
Tym razem to nie ja zaatakowałam jego usta, tym razem to ja zostałam zaatakowana. Uśmiechnęłam się czując jego miękkie usta na swoich. Od piątku marzyłam, aby znowu je poczuć. Odwzajemniłam pocałunek. Nasze usta zgodnie razem się poruszały, kiedy nasze dłonie się spotkały. To było takie namiętne i pełne pasji.. Zarzuciłam ręce na jego szyję, kiedy zmienił pozycję. Nie mogłam się powstrzymać. Wypuściłam z ust głośny jęk, kiedy jego język znalazł drogę do moich rozchylonych warg. Nasze języki splotły się razem, oboje cieszyliśmy się chwilą. Czas się dla nas zatrzymał. Moje palce wplotły się w jego czuprynę a jego dłonie przesuwały się wzdłuż moich pleców. Pocałunek stał się jeszcze bardziej gorący i namiętny. Silna potrzeba biła z ust Harrego, powoli przeradzało się to w pożądanie. Znowu ten seksowny jęk wydobył się z jego gardła i uśmiechnęłam się odrywając się od niego. Opierał swoje czoło o moje. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, ciężko oddychając.
- Ufam ci. - powiedział w końcu - Ja po prostu nie wiem czy mogę zaufać sobie. - jego oczy znów odnalazły moje-szerokie i pełne emocji. Nienawidzę tego uczucia, kiedy nie wiem co dzieje się w jego głowie. Jego spojrzenie jest zawsze takie niewzruszone.
Ujęłam w dłoń jego policzek i musnęłam delikatnie jego wargi. Jego oddech stał się jeszcze cięższy kiedy zacisnął oczy. Tak jakby go to bolało. Wyglądał tak wrażliwie.
- Więc spróbuj. - uśmiechnęłam się. Dałam mu nadzieję, której potrzebował. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko - Ufam ci i ty też powinieneś.
Już miał coś powiedzieć, ale zadzwonił mój telefon, wyciągając nas z naszej magicznej bańki. Usłyszałam jego westchnięcie kiedy wyciągnęłam urządzenie z kieszeni fartucha.
- To Jess. - powiedziałam. Harry skinął głową i wstał kiedy odebrałam połączenie.
- Halo?
- Hej, tu Matt. Musicie wracać, Jess się stresuje. - powiedział szybko - Deser jest gotowy do podania i potrzebujemy wszystkich ludzi żeby go podać. Show i tańce nie potrwają zbyt długo.
- Tak, idziemy, idziemy! - nie traciłam czasu na dalsze pytania i odłożyłam słuchawkę.
- Co mówiła? - Harry zapytał kiedy wstałam.
- To Matt. Potrzebują z powrotem swoich kelnerów. - schowałam telefon z powrotem do kieszeni i spojrzałam na Harrego kiedy stał na tle zachodzącego słońca. Wyglądał tak bosko - O czym to my rozmawialiśmy? - zapytałam.
Otworzył usta żeby po chwili szybko je zamknąć. Jego oczy zrobiły się duże by spoglądać na mnie uważnie-tak jak to robi Mystery Guy. Po cichu sięgnął po moją rękę, a ja ścisnęłam jego dłoń z lekkim uśmiechem. Zdałam sobie sprawę, że nie ma w zamiarze od razu powiedzieć mi o co w tym wszystkim chodzi. Więc nie będę naciskać. Tak jak obiecywałam. Uśmiechnęłam się jeszcze raz kiedy jego dłoń oplotła moją, a jego oczy znowu skrywały tyle emocji. Uśmiechnął się z wdzięcznością.
- Wracajmy.
_______________________________
Jessica teraz na pewno poklepałaby mnie po plecach i z dumą powiedziała: "A nie mówiłam żeby mu nie ufać! Teraz zostań tutaj a ja w końcu kopnę w jego dwie piłeczki za zranienie ciebie." Potrząsnęłam głową. W ciągu tych trzech tygodni dobrze poznałam Harrego. Ale chyba nie za dobrze. Teraz nie jestem pewna czy kiedykolwiek chciałam poznać go lepiej.
Moje wcześniejsze założenia dlaczego zostawił mnie wtedy samą na parkiecie znów powróciły do mojego umysłu:
1. Musiał zająć się czymś bardzo ważnym i totalnie stracił poczucie czasu.
2. Przestraszył się, że może to wszystko idzie zbyt szybko.
3. Może po prostu ma problemy. Problemy w domu, problemy towarzyskie, a ja jestem tylko częścią jego gry.
4. I coś czego nie mogłam wyjaśnić.
Miałam nadzieję, że może chodzić o teorię pierwszą lub drugą, ale teraz byłam pewna, że jednak chodzi o coś zupełnie innego. Byłam pewna tego tak, jak tego że spodenki SpongeBoba były kwadratowe. Może chodziło o numer trzy lub cztery, a jeżeli tak to naprawdę musi być coś poważnego. Może jego serce było totalnie stłumione przez jakąś dziewczynę? Może jest gejem? To znaczy, nie widziałam nigdy żeby zagadał to jakieś dziewczyny innej ode mnie. Normalnie to one zagadują do niego. Może pod pewnym względem czuję się jak facet. I winię za to piłkę nożną.. Albo może jego loki nie są naturalne i jeżeli mu na kimś zależy musi mu o tym powiedzieć?
Albo po prostu boi się przejmować i troszczyć o jakiegoś człowieka i automatycznie każdego od siebie odpycha. Moje ostatnie krople umysłu warknęły na mnie. Może..
- Ally! - odwróciłam się od jednego ze stolików by zobaczyć Matta idącego do mnie długimi powolnymi krokami. Jego twarz była zmartwiona i natychmiast odzwierciedliłam jego uczucia - Co ty mu powiedziałaś? - oddychał ciężko i wyglądał na nieźle zestresowanego.
- Co?
- Harremu! Kopnął w drzwi i wyleciał z budynku! - wskazał na kuchnie. O nie. Wiedziałam, że to jest dla mnie trudne, ale przecież w końcu przejrzałam na oczy, prawda? Chodzi mi o to, że pocałował mnie tak jak nigdy nikt mnie nie pocałował, a potem zachował się wobec mnie jak kompletny kretyn. I to boli. Mogłam skłamać i powiedzieć, że wszystko jest w porządku. Chociaż równie dobrze mogłam powiedzieć: "Spoko, lubię jak ktoś mnie rani! Proszę rób to dalej, to cholernie dobre uczucie." Ale te dwa kłamstwa przyjęłyby kurewsko duże znaczenie i wysoki poziom, wyższy od samego Boga, ale to przecież nie jest możliwe, co nie? Nie wiem, nawet nie potrafię odrobić pracy domowej...
- J-ja.. - zajęczałam. Matt westchnął i wziął ode mnie tace z jedzeniem z lekkim uśmiechem.
- Alyssa, on naprawdę cię lubi. On ma poważne problemy, ale tak naprawdę wszystko czego potrzebuje to ktoś. Proszę, po prostu idź z nim pogadaj czy coś. On się nie uspokoi jeżeli cały czas będzie myślał, że cię stracił. - słowa, które właśnie wydostały się ust Matta zszokowały mnie. Stałam oniemiała patrząc się na niego - Idź! - krzyknął z namową w głosie.
- Co sprawia, że myślisz że mnie stracił? - zapytałam zdezorientowana.
- Alyssa, znam Harrego. Nigdy niczym się tak nie denerwował, chyba że chodziło o ciebie. On bez przerwy o tobie gada. - uśmiech pojawił się na moich ustach i zdołałam poczuć jak moje policzki są koloru papryczki chilli, którą jadłam ostatniego dnia.
- Naprawdę? Co mówił?
Matt pokręcił głową i zaśmiał się.
- Alyssa, musisz iść. - przypomniał mi.
- Ah, no tak. - pobiegłam w stronę kuchni, ale zaraz zawróciłam i podbiegłam z powrotem do Matta - Ale co ja mam mu powiedzieć? - poddenerwowałam się. Co za cyrk, co nie? Zaledwie minutę temu miałam odwagę by powiedzieć mu co czuję, ale jak już przyszło co do czego, stałam się kompletnym mięczakiem. Czasami mnie denerwuje, onieśmiela, a potem po prostu patrzę w jego oczy.
- Wszystko! - krzyknął, a ja znów pobiegłam do wyjścia.
Późne letnie powietrze uderzyło mnie kiedy wyszłam z tego ogromnego budynku otoczonego setką samochodów. Spojrzałam na drogę przede mną i jęknęłam. Nie miałam pojęcia gdzie jestem i dokąd tak naprawdę iść. Postanowiłam posłuchać mojego instynktu, którego tak naprawdę nigdy wcześniej nie słuchałam. Może czas to zmienić.
Musiałam chodzić co najmniej dziesięć minut, czułam się beznadziejnie. Ruszyłam wzdłuż drogi wyłożonej drobnym żwirem. Nic nie słyszałam oprócz ćwierkania jakiegoś ptaka i szurania moich butów po żwirze. Już miałam zawrócić, kiedy dotarłam do górnej części drogi, która uderzyła mnie przepięknym widokiem. Duże otwarte jezioro otoczone drzewami i licznymi skałami.
- Wow. - tylko tyle zdołałam powiedzieć.
Było ogromne, a żwirowa dróżka ciągnęła się wokół niego. Słońce jeszcze świeciło z góry, dzięki czemu kuszącą propozycją było po prostu wskoczyć i popływać. Małe świecące lampki spoczywały na tafli jeziora, a drewniany pomost był jedyną rzeczą, która miała kontakt z wodą. Natychmiast zorientowałam się gdzie jestem. To jest to jezioro, o którym opowiadała mi Jessica. I Matt o tym wiedział.
Od razu uderzyła we mnie nadzieja, że to tutaj Harry musi być po swojej 'ucieczce'. Moje oczy przeskanowały całe jezioro i jego otoczenie jeszcze raz i wylądowały na osobie na zupełnym poboczu wody. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam na drugą stronę jeziora.
Jego głowa wisiała, a oczy były skierowane na czystą wodę. Stałam przez parę chwil i po prostu go oglądałam. Wyglądał tak bezradnie.. Wyglądał jak mały chłopiec, który nie ma gdzie się podziać. Zalał mnie żal i sympatia do niego. Nie obchodziło mnie teraz co zrobił czy co ja powiedziałam. Było mi go żal. Nie wiedziałam dokładnie dlaczego, ale było.
- Harry.. - mój głos był ledwie szeptem. Nie powiedział nic. Zamiast tego spojrzał na mnie znad wody oczami, które skrywały tak wiele emocji. Zgięłam kolana, usiadłam obok niego i oplotłam go swoimi ramionami. Nie mogłam nic na to poradzić. Udręką dla mojego serca było patrzenie na innego Harrego niż tego pewnego siebie i zarozumiałego gościa. A myśl, że to ja do tego doprowadziłam sprawiała, że czułam się jeszcze gorzej - Tak mi przykro.. - wyszeptałam i schowałam głowę w jego szyję.
- Co ty tutaj robisz? - jego głos był spięty.
Puściłam go i usadowiłam się obok pozwalając moim nogom zwisać tuż nad wodą.
- Szukałam cię. - odpowiedziałam i spojrzałam na tego małego i bezbronnego teraz chłopca obok mnie - Harry, przepraszam. Nie to miałam na myśli.
- Miałaś to na myśli, Alyssa. - westchnął. Spuścił wzrok z jeziora i spojrzał na mnie co wprawiło mnie w smutek - Nie zrobiłaś nic złego. To była moja wina. To zawsze moja wina.. - kontynuował.
- Harry, ja.. - próbowałam z nim rozmawiać, ale mi przerwał.
- Alyssa, posłuchaj. - jego twarz była poważna, ale jego oczy ogarniał ból i smutek - Nie jestem dobrym gościem. - Te same słowa powiedział kiedy rozmawialiśmy wcześniej - Mam kłopoty i nie chcę żebyś była w nie wplątana. - westchnął ciężko, a jego wzrok znów przeniósł się na taflę wody - Kiedy po raz pierwszy cię zobaczyłem, poczułem nadzieję i nie byłem w stanie się kontrolować. Pocałowałem cię i nie wiedziałem, że to błąd, bo to po prostu się stało. - spojrzał na mnie ponownie swoimi dużymi oczyma. Zastanawiałam się cały czas, co on ukrywa i miałam zamiar dowiedzieć się tego tu i teraz-bez względu na konsekwencje. Bez różnicy czy znowu mnie to zrani. Chcę wiedzieć - Przepraszam, że cię zraniłem. Nie chcę skrzywdzić cię jeszcze bardziej, a wiem że tak by się stało. - jego głos był ochrypły, wiedziałam że jest na granicy płaczu - Nie jestem dobrym gościem. - wyrzucił to z siebie raz jeszcze.
- Nie, nie jesteś. - powiedziałam stanowczo. Jego oczy od razu odnalazły moje i dostrzegłam, że w tym szmaragdowym zielonym morzu znajduję się iskierka nadziei. Przechylił głowę na bok i pokręcił nią nie zgadzając się z moją odpowiedzią. Spojrzałam na niego martwo i powiedziałam - Nie skrzywdzisz mnie jeszcze bardziej. - przysunęłam się bliżej niego - Nie jesteś złym człowiekiem Harry. Bez względu na to czego w życiu doświadczyłeś, przestań przekonywać siebie i innych, że taki właśnie jesteś.
Spojrzał na mnie zaskoczony, a jego oczy przeszył mrok zanim zdążył odpowiedzieć.
- Ty nic nie wiesz. - odwrócił się w stronę wody i ponownie mnie zamknął. Onieśmielił. Westchnęłam. To robiło się co raz cięższe, ale byłam zdeterminowana. Chciałam żeby mi zaufał, chciałam by był w stanie ze mną rozmawiać. Wiedziałam, że żeby to osiągnąć muszę być cierpliwa.
- Wiem. - wyszeptałam. Harry spojrzał na mnie. Nie mogłam dłużej patrzeć na te mokre oczy. Chwyciłam jego twarz w obie dłonie i wręcz zderzyłam swoje usta z jego. Całowałam go mocno i szczerze, nie ukrywając żadnych z moich uczuć. Z jego ust wydobył się cichy jęk, a ja odsunęłam się ze zwycięskim uśmiechem.
Patrzył na mnie całkowicie zdumiony i zaskoczony. Minęło parę sekund intensywnej ciszy kiedy na jego ustach pojawił się nieśmiały uśmiech. Odwzajemniłam jego uśmiech i spojrzałam w ziemię zaskoczona swoim własnym wybuchem uczuć.
- Ufam ci, Harry. - uniosłam wzrok na jego szeroko otwarte oczy, które znowu były podparte nadzieją i wdzięcznością - Ty też musisz sobie zaufać. - wyszeptałam nieco ciszej nie wiedząc czy mam na niego spojrzeć, czy nie.
- Nie jestem dobrym człowiekiem, Alyssa. Jeśli byś to wiedziała, nie siedziałabyś teraz tutaj ze mną. - westchnął i wsunął rękę w swoje włosy.
- Ufam ci. - powtórzyłam z nieco większą siłą i determinacją niż poprzednio.
Niewielki chichot oderwał mój wzrok z ziemi. Spojrzał na mnie rozbawiony. Ale nadzieja i wdzięczność wciąż tam były.
- Nigdy się nie poddajesz, prawda? - zmarszczyłam brwi i pokręciłam energicznie głową.
- Ufasz mi? - zapytałam. Jeżeli mi zaufał, będzie miał wszystko czego potrzebuje-bo ja ufam mu.
Tym razem to nie ja zaatakowałam jego usta, tym razem to ja zostałam zaatakowana. Uśmiechnęłam się czując jego miękkie usta na swoich. Od piątku marzyłam, aby znowu je poczuć. Odwzajemniłam pocałunek. Nasze usta zgodnie razem się poruszały, kiedy nasze dłonie się spotkały. To było takie namiętne i pełne pasji.. Zarzuciłam ręce na jego szyję, kiedy zmienił pozycję. Nie mogłam się powstrzymać. Wypuściłam z ust głośny jęk, kiedy jego język znalazł drogę do moich rozchylonych warg. Nasze języki splotły się razem, oboje cieszyliśmy się chwilą. Czas się dla nas zatrzymał. Moje palce wplotły się w jego czuprynę a jego dłonie przesuwały się wzdłuż moich pleców. Pocałunek stał się jeszcze bardziej gorący i namiętny. Silna potrzeba biła z ust Harrego, powoli przeradzało się to w pożądanie. Znowu ten seksowny jęk wydobył się z jego gardła i uśmiechnęłam się odrywając się od niego. Opierał swoje czoło o moje. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, ciężko oddychając.
- Ufam ci. - powiedział w końcu - Ja po prostu nie wiem czy mogę zaufać sobie. - jego oczy znów odnalazły moje-szerokie i pełne emocji. Nienawidzę tego uczucia, kiedy nie wiem co dzieje się w jego głowie. Jego spojrzenie jest zawsze takie niewzruszone.
Ujęłam w dłoń jego policzek i musnęłam delikatnie jego wargi. Jego oddech stał się jeszcze cięższy kiedy zacisnął oczy. Tak jakby go to bolało. Wyglądał tak wrażliwie.
- Więc spróbuj. - uśmiechnęłam się. Dałam mu nadzieję, której potrzebował. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko - Ufam ci i ty też powinieneś.
Już miał coś powiedzieć, ale zadzwonił mój telefon, wyciągając nas z naszej magicznej bańki. Usłyszałam jego westchnięcie kiedy wyciągnęłam urządzenie z kieszeni fartucha.
- To Jess. - powiedziałam. Harry skinął głową i wstał kiedy odebrałam połączenie.
- Halo?
- Hej, tu Matt. Musicie wracać, Jess się stresuje. - powiedział szybko - Deser jest gotowy do podania i potrzebujemy wszystkich ludzi żeby go podać. Show i tańce nie potrwają zbyt długo.
- Tak, idziemy, idziemy! - nie traciłam czasu na dalsze pytania i odłożyłam słuchawkę.
- Co mówiła? - Harry zapytał kiedy wstałam.
- To Matt. Potrzebują z powrotem swoich kelnerów. - schowałam telefon z powrotem do kieszeni i spojrzałam na Harrego kiedy stał na tle zachodzącego słońca. Wyglądał tak bosko - O czym to my rozmawialiśmy? - zapytałam.
Otworzył usta żeby po chwili szybko je zamknąć. Jego oczy zrobiły się duże by spoglądać na mnie uważnie-tak jak to robi Mystery Guy. Po cichu sięgnął po moją rękę, a ja ścisnęłam jego dłoń z lekkim uśmiechem. Zdałam sobie sprawę, że nie ma w zamiarze od razu powiedzieć mi o co w tym wszystkim chodzi. Więc nie będę naciskać. Tak jak obiecywałam. Uśmiechnęłam się jeszcze raz kiedy jego dłoń oplotła moją, a jego oczy znowu skrywały tyle emocji. Uśmiechnął się z wdzięcznością.
- Wracajmy.
_______________________________
Taki tam Harry nad jeziorem:
awww. :'(
_______________________________
helloł. Kocham ten rozdział!
Ostatnio mam gorsze dni, w chuuuj nauki i wgl! Przepraszam jeżeli są błędy.
Kocham was miśki!
Lady_Debil :)
Kolejny rozdział w sobote/niedziele. Jak nie bede miała kaca.
DŁUGI WEEKEND!
sobota, 5 października 2013
Rozdział 6. - I'm sorry.
Mieszane uczucia.
Nie mam zielonego pojęcia co o tym wszystkim myśleć. Wszystkie moje myśli i uczucia są pomieszane, nie wiem co ze sobą zrobić. Nie wiem o czym myśleć, nawet nie wiem o czym powinnam myśleć. Potrząsnęłam głową z irytacją. Nie spałam dobrze od piątku. Oczywiste jest źródło mojego zagubienia. Harry. Nasz pocałunek... Nadal czuje na sobie jego napierające na mnie ciało i usta. Trochę kiepsko to brzmi, wiem. Ale on tamtego czasu nie zadzwonił i nie napisał. Wiem, że minęły przecież tylko dwa dni, ale czuję się jakby minęły dwie dekady. Właśnie zajadam się lodami Ben&Jerry's o smaku ciasteczek i jem je jakby to były ostatnie lody na ziemi. Robię wszystko by nie stać się zdesperowaną suką, która w myślach rzuca się na niego. Nigdy nie wiadomo co się wydarzy.
Dzwonek mojego telefonu zabrzęczał w mojej głowie i sięgnęłam sennie ręką akceptując przychodzące połączenie.
- Halo? - podniosłam się na łóżku i przetarłam oczy.
- Ally! W końcu! - odsunęłam telefon z dala od mojego ucha kiedy głos Jess boleśnie głośno zabrzmiał w słuchawce.
- Tak, to ja. - uśmiechnęłam się w połowie.
- Oczywiście, że ty. Jesteś gotowa? Mam nadzieję, że nie zapomniałaś?
O kurwa.
- Nie, nie, nie! Oczywiście, że nie! - spadłam z łóżka i szybko wstałam, prostując moją koszulę - J-ja jestem już prawie gotowa! Tylko coś zjem. Daj mi dwadzieścia minut. - jak mogłam zapomnieć! Kiedy wczoraj przyszła, torturowała mnie tym przez cały dzień. Nie zostawi mnie teraz w spokoju, zwłaszcza kiedy powiedziałem jej o naszym pocałunku. Moim i Harrego.
Harry. . .
- Jesteś tam? - Jess sprowadziła mnie na ziemię.
- T-tak.
- Piętnaście minut, Alyssa! Masz być gotowa. - Jess rozłączyła się, nie dając mi czasu do myślenia. Szlak.
Pobiegłam do łazienki i jęknęłam. Moje włosy to jeden wielki bałagan. Szybko sprawdziłam godzinę na moim zegarku.
- Już pierwsza?! - jak ja kocham poranki...
Szybko rozczesałam włosy, wyprostowałam je i przemyłam twarz. Strój, który wczoraj przyniosła mi Jess nadal leżał na moim łóżku. Zwykła, gładka biała koszula z długimi rękawami i ołówkowa spódnica wraz z fartuchem. Właśnie tak. Pomagam dzisiaj pani Lion. Jest organizatorem wesel. Tym razem organizuje ślub swojej bliskiej przyjaciółki, a że załoga była za mała to ja i Jess wkraczamy do akcji. Służenie i kelnerowanie na pewno nie jest moją mocną stroną, ale to chyba nie jest aż takie trudne. Dobre jedzenie i... Harry też tam będzie. Harry i Matt oczywiście.
Zdążyłam wcisnąć się w strój, doprowadzić się do jakiegoś reprezentacyjnego stanu i wcisnąć w siebie garść kukurydzianych płatków popijając je mlekiem prosto z kartonu. W sumie tak jak zawsze. Rozległo się głośne pukanie do drzwi. Szybko schowałam mleko do lodówki, wciągnęłam na siebie buty, torbę Nike i pobiegłam do drzwi.
- Proszę, powiedz, że nie masz zamiaru w tym wychodzić. - Jess spojrzała w dół na moje trampki odpalając samochód. Spojrzałam tylko na nią z ustami uformowanymi w literę 'O'. Zawsze ubieram trampki - Moja mama będzie miała jakąś dodatkowa parę dla ciebie. - zaśmiała się.
Zegar powoli wybijał drugą godzinę, więc goście powoli zaczęli przyjeżdżać. Przestrzeń była ogromna, a wszystko było udekorowane i dopracowane w każdym możliwym szczególe. To było naprawdę świetnie zaplanowane.
- Twoja mama jest dobra. - powiedziałam do Jess, stawiając nacisk na dobra kiedy wciskałam na siebie jakieś nudne czarne buty.
- Taa, poświęciła piekielnie dużo czasu żeby to jakoś wyglądało. No i jest wdzięczna, że chciałaś dzisiaj pomóc. - uśmiechnęłam się na jej słowa. Zamierzałam robić dzisiaj rzeczy, które kompletnie odetną mnie od zajadania się lodami i oglądania dramatów na ekranie telewizora - Stąd bierzemy tace z jedzeniem. - powiedziała Jess kiedy stałyśmy w dużej kuchni. Kucharze byli w wirze pracy, a jedzenie raz po raz wędrowało na wielkie tace na stole. Skinęłam głową - No i po prostu będziemy w kółko chodzić stąd na salę i upewniać się, że tace są na każdym stoliku. - spojrzałam w dwa małe okrągłe okienka w podwójnych kuchennych drzwiach. Było bardzo dużo stolików. Było bardzo dużo ludzi! - I wszystkie puste tacki zabierasz i przynosisz do myjki, która będzie tutaj. - obróciłam się, a Jess wskazała na miejsce obok rzędu zmywarek. Znowu pokiwałam głową. To chyba nie będzie takie trudne.
- Kiedy przyjdzie Matt? - zapytałam.
- Powinni być tutaj z Harrym za minutę. On nadal się do ciebie nie odezwał, prawda?
- Nie. - potrząsnęłam głową - Trochę się denerwuję, Jess. - moje myśli znowu powędrowały do naszego nieprzyzwoitego pocałunku. Tak szybko wtedy poszedł. Rzucił słowo na pożegnanie i po prostu wyszedł. Byłam zbyt zajęta swoim rajem by nawet zauważyć jakąś oznakę w jego oczach kiedy zamykał drzwi.
- Nie martw się, Ally. Myślę, że nie pocałowałby cię jeśli to by dla niego nic nie znaczyło. - uśmiechnęła się - W przeciwnym razie, osobiście kopnę go w jego piłeczki. - mrugnęła. Boże Jess, ty i te twoje piłkarskie żarciki. Zaśmiałam się kiedy na twarzy mojej przyjaciółki pojawił się ogromny uśmiech - Matty! - pisnęła Jessica, a zaraz po tym moje serce przestało bić. Przysięgam. Za Mattem stał Harry, idealny jak zawsze. Miał białą koszulę starannie wciśniętą w czarne spodnie od garnituru. Jego włosy były rozmierzwione i znowu mogłam podziwiać palce, które starają się ułożyć jego grzywę. Miał zawiązany fartuch wokół bioder. Zatrzymał się przed Jessicą, której usta przytwierdzone były do warg Matta.
- Głupio się z tym czuję. - powiedział i szarpnął sznurkiem od fartucha. Zachichotałam.
- Każdy musiał to założyć. - Jess zdeklarowała, kiedy Matt i ona w końcu skończyli się witać.
Po prostu stałam i patrzyłam na niego gdy Jess tłumaczyła im to samo co mnie przed chwilą. Jego wysoka sylwetka i profil naprawdę przyprawiały mnie o ślinotok. Przeczesał włosy dłonią co najmniej dwa razy, ah. Matt też wyglądał świetnie. Te same ubrania i pomierzwione jasno brązowe włosy. Uśmiechnął się do mnie znacząco.
- Cześć Ally. - powiedział, a ja przywitałam go z szerokim uśmiechem.
- Więc kiedy zaczynamy? - Harry zapytał. Heej, z tobą też chciałabym się przywitać panie Styles..
- Za około trzydzieści minut. - odpowiedziała Jess - Wszyscy goście powinni już wtedy siedzieć na swoich miejscach.
Gapiłam się desperacko na Harrego by przynajmniej na mnie spojrzał. I zrobił to. Jego oczy spotkały moje beznamiętnym wzrokiem. Tylko na mnie spojrzał, bez żadnych uczuć. Tak bardzo chciałabym teraz móc czytać w jego myślach. Patrzył na mnie jakbym była ścianą czy czymkolwiek nie wartym uwagi. Mam na sobie zimny wyraz twarzy. A całe moje zdenerwowanie spoczywa teraz z podwójną siłą na moich ramionach.
- Harry. - Jess przerwała naszą 'wymianę spojrzeń'. Patrzył na nią wsłuchując się i znów mierzwiąc czuprynę dłońmi - Ty i Alyssa będziecie podawać razem te dwa dania. - wskazała na tacki, które zawierały dwa różne rodzaje jedzenia - A Matt i ja będziemy serwować drinki i pomagać tutaj przy.. brudnych naczyniach. - Matt uśmiechnął się jednoznacznie kiedy skończyła i przyciągnął ją do siebie obejmując w talii.
- Brudne naczynia? - Harry zażartował i przewrócił oczami. Znowu to samo..
- Coś się stało? - szybko zapytałam Harrego wstrzymując oddech kiedy szliśmy wzdłuż stolików z tacami. Spojrzał na mnie serwując danie gościom po drugiej stronie stolika. Jego oczy były ciemne, wypełnione i pokazywały tak wiele emocji. I miałam już odpowiedź na swoje pytanie. Coś się stało. Obsłużyliśmy kolejne dwa stoliki zanim zabraliśmy tacę do innych brudnych naczyń.
- Harry, porozmawiaj ze mną. - uwięziłam go przy ścianie, od razu kiedy weszliśmy do kuchni.
- Alyssa, nie mamy o czym rozmawiać. - powiedział chłodno, nawet na mnie nie patrząc. Gapiłam się na niego kiedy powoli odepchnął mnie od siebie i ruszył po kolejne porcje jedzenia. To wszystko co ma do powiedzenia? Łzy mrowiły moje oczy patrząc na jego twarzy kiedy wychodził z kuchni. To boli. Jak to do cholery nie mamy o czym rozmawiać?!
Przełknęłam gulę w gardle, chwyciłam dwie tacki i poszłam za nim. Dziękuje Jess, tego właśnie potrzebowałam! Pracy z nim. I gdyby jeszcze tego było za mało, spostrzegłam Emily Woods przy jednym ze stolików. Tak, Emily Woods. Lepiej znaną jako Blondi. Bóg naprawdę musi mnie dzisiaj nienawidzić.
- Nie wiedziałam, że pracujesz jako kelner Harry. - zaczęła natychmiast, uwodzicielskim tonem kiedy przyszła jej kolej na wybór jedzenia - Ten uniform naprawdę do ciebie pasuje. - zatrzepotała rzęsami i przejechała palcami po jego brzuchu i biodrach. Jestem jedyną osobą tutaj, która uważa to za nieodpowiednie?
- Przepraszaam. - zniecierpliwiony gość pomachał mi ręką przed oczyma - Czy jest możliwe dostać tu coś do jedzenia?
- A tak, przepraszam. - mruknęłam pokornie. Czy on nie rozumie, że jestem teraz w środku moich dziewczęcych problemów? Spojrzałam dyskretnie na Blondi, która kontynuowała flirt z Harrym. Jej długie blond włosy były wyprostowane, a na sobie miała obcisłą różową kieckę. Dlaczego mnie to nie dziwi? Ulgą w tym wszystkim było to, że on nie odpowiadał na jej zaloty. Chciałam się uśmiechnąć-poczułam zwycięstwo-ale nie mogłam. Byłam zła. Bardzo zła.
Wycofałam się ze stolika z pustymi tackami zdecydowanym krokiem. Wróciłam z kolejnymi dwoma pełnymi porcjami jedzenia i dalej serwowałam je przybyłym gościom. Miałam robotę do zrobienia i nie mogę pozwolić by on miał na to wpływ. Zgodziłam się z moją podświadomością.
Musi tu być co najmniej pięćset ludzi, a Harry ignoruje tak wiele krótkich i obcisłych sukienek. Przypomniał mi się dzień ślubu moich rodziców. Miałam tylko siedem lat, ale pamiętam jakby to było wczoraj. Miałam na sobie białą sukienkę uszytą przez moją mamę. Chodziłam wokoło, tańczyłam z ciotkami i wujkami i rozmawiałam o moim ślubie w dalekiej przyszłości. Chciałam mieć ślub taki jak ich, tylko większy. No i zawsze chciałam wesele z basenem na zewnątrz i boiskiem piłkarskim. Po posiłku goście mogliby zaczerpnąć trochę ruchu i dobrej zabawy! Uśmiechnęłam się na samą myśl. Czas biegnie tak szybko. Ale tak właśnie zrobię, mamo.
- Alyssa. - dreszcz przeszedł przez całą długość mojego kręgosłupa kiedy tylko usłyszałam ten seksowny głos. Uniosłam ramiona i zaparło mi dech w piersi. Robię to co robiłam do tej pory; sortuję jedzenie układając je na tacy i ignoruję osobę stojącą za mną. Zamarłam kiedy jego ciepła dłoń spotkała moje ramię - Alyssa, posłuchaj. - jego głos był cichy.
- Przecież nie mamy o czym mówić Harry, nie pamiętasz? - rzuciłam za siebie i wróciłam do swojego zajęcia - Nawet nie waż się mówić niczego w stylu "tu nie chodzi ciebie, tylko o mnie", zrozumiałeś?! - spojrzałam na niego wściekle i chwyciłam do ręki dwie tace. Zablokował mi wyjście z kuchni i spojrzał na mnie przepraszająco kiedy jego ręka powędrowała do jego włosów by znowu je pomierzwić - Rusz się! Mam ważniejsze rzeczy do roboty.
Harry odetchnął głęboko.
- Alyssa. Zignorowałem cię dla twojego własnego dobra. Nie powinienem cię całować, ale zrobiłem to bo jestem kurwa głupi. - westchnął ciężko i ponownie jego palce powędrowały do jego czupryny. Jestem pewna, że pewnego dnia po prostu zrzuci te pieprzoną perukę z głowy - Nie jestem dobrym gościem, Alyssa. Ale nie mogłem się powstrzymać, żeby cię nie pocałować. J-ja nie kontroluje samego siebie kiedy jesteś w pobliżu. Przeraża mnie to. - moje oczy rozszerzyły się patrząc na niego. Jego świecące zielone oczy były wypełnione mnóstwem emocji. Żal, poczucie winy, smutek, ból, strach. I nadzieja - Nie jestem dobrym gościem, Alyssa. - powtórzył tak wolno i cicho, że prawie nie mogłam go usłyszeć. Westchnął i spojrzał na mnie - Ja po prostu nie chcę cię skrzywdzić.
Moje serce zacisnęło się w mojej klatce piersiowej. Chciałam go pocałować. Chciałam być tutaj dla niego. Chciałam mu powiedzieć, że tu jestem. Chciałam mu powiedzieć, że mu ufam. Ale nie mogłam. Nie mogłam pozwolić mu myśleć, że zabawił się mną i po prostu zostawił. Odebrało mi to każdą część mojej odwagi. Ale zrobiłam to. Powiedziałam.
- Już to zrobiłeś, Harry.
__________________________________
Uszanowanko!
W końcu, co nie? ;d
Wiem wiem, że we wtorek miał być, ale to co sie dzieje teraz w szkole to porażka. I jeszcze mam inne problemy na głowie.. I jeszcze próby bo prowadzę jakąś uroczystość w szkole.
Co myślicie o rozdziale? Emocje sięgają zenitu!
Nie mam pojęcia kiedy kolejny rodział. Być może przetłumaczę go w weekend i wstawie w tygodniu, a jak nie to będzie za tydzień.
Kocham was ziomki! Lady_Debil
Ps. Jeżeli przeczytałaś i czekasz na kolejny rozdział-napisz parę słów! :)
Nie mam zielonego pojęcia co o tym wszystkim myśleć. Wszystkie moje myśli i uczucia są pomieszane, nie wiem co ze sobą zrobić. Nie wiem o czym myśleć, nawet nie wiem o czym powinnam myśleć. Potrząsnęłam głową z irytacją. Nie spałam dobrze od piątku. Oczywiste jest źródło mojego zagubienia. Harry. Nasz pocałunek... Nadal czuje na sobie jego napierające na mnie ciało i usta. Trochę kiepsko to brzmi, wiem. Ale on tamtego czasu nie zadzwonił i nie napisał. Wiem, że minęły przecież tylko dwa dni, ale czuję się jakby minęły dwie dekady. Właśnie zajadam się lodami Ben&Jerry's o smaku ciasteczek i jem je jakby to były ostatnie lody na ziemi. Robię wszystko by nie stać się zdesperowaną suką, która w myślach rzuca się na niego. Nigdy nie wiadomo co się wydarzy.
Dzwonek mojego telefonu zabrzęczał w mojej głowie i sięgnęłam sennie ręką akceptując przychodzące połączenie.
- Halo? - podniosłam się na łóżku i przetarłam oczy.
- Ally! W końcu! - odsunęłam telefon z dala od mojego ucha kiedy głos Jess boleśnie głośno zabrzmiał w słuchawce.
- Tak, to ja. - uśmiechnęłam się w połowie.
- Oczywiście, że ty. Jesteś gotowa? Mam nadzieję, że nie zapomniałaś?
O kurwa.
- Nie, nie, nie! Oczywiście, że nie! - spadłam z łóżka i szybko wstałam, prostując moją koszulę - J-ja jestem już prawie gotowa! Tylko coś zjem. Daj mi dwadzieścia minut. - jak mogłam zapomnieć! Kiedy wczoraj przyszła, torturowała mnie tym przez cały dzień. Nie zostawi mnie teraz w spokoju, zwłaszcza kiedy powiedziałem jej o naszym pocałunku. Moim i Harrego.
Harry. . .
- Jesteś tam? - Jess sprowadziła mnie na ziemię.
- T-tak.
- Piętnaście minut, Alyssa! Masz być gotowa. - Jess rozłączyła się, nie dając mi czasu do myślenia. Szlak.
Pobiegłam do łazienki i jęknęłam. Moje włosy to jeden wielki bałagan. Szybko sprawdziłam godzinę na moim zegarku.
- Już pierwsza?! - jak ja kocham poranki...
Szybko rozczesałam włosy, wyprostowałam je i przemyłam twarz. Strój, który wczoraj przyniosła mi Jess nadal leżał na moim łóżku. Zwykła, gładka biała koszula z długimi rękawami i ołówkowa spódnica wraz z fartuchem. Właśnie tak. Pomagam dzisiaj pani Lion. Jest organizatorem wesel. Tym razem organizuje ślub swojej bliskiej przyjaciółki, a że załoga była za mała to ja i Jess wkraczamy do akcji. Służenie i kelnerowanie na pewno nie jest moją mocną stroną, ale to chyba nie jest aż takie trudne. Dobre jedzenie i... Harry też tam będzie. Harry i Matt oczywiście.
Zdążyłam wcisnąć się w strój, doprowadzić się do jakiegoś reprezentacyjnego stanu i wcisnąć w siebie garść kukurydzianych płatków popijając je mlekiem prosto z kartonu. W sumie tak jak zawsze. Rozległo się głośne pukanie do drzwi. Szybko schowałam mleko do lodówki, wciągnęłam na siebie buty, torbę Nike i pobiegłam do drzwi.
- Proszę, powiedz, że nie masz zamiaru w tym wychodzić. - Jess spojrzała w dół na moje trampki odpalając samochód. Spojrzałam tylko na nią z ustami uformowanymi w literę 'O'. Zawsze ubieram trampki - Moja mama będzie miała jakąś dodatkowa parę dla ciebie. - zaśmiała się.
Zegar powoli wybijał drugą godzinę, więc goście powoli zaczęli przyjeżdżać. Przestrzeń była ogromna, a wszystko było udekorowane i dopracowane w każdym możliwym szczególe. To było naprawdę świetnie zaplanowane.
- Twoja mama jest dobra. - powiedziałam do Jess, stawiając nacisk na dobra kiedy wciskałam na siebie jakieś nudne czarne buty.
- Taa, poświęciła piekielnie dużo czasu żeby to jakoś wyglądało. No i jest wdzięczna, że chciałaś dzisiaj pomóc. - uśmiechnęłam się na jej słowa. Zamierzałam robić dzisiaj rzeczy, które kompletnie odetną mnie od zajadania się lodami i oglądania dramatów na ekranie telewizora - Stąd bierzemy tace z jedzeniem. - powiedziała Jess kiedy stałyśmy w dużej kuchni. Kucharze byli w wirze pracy, a jedzenie raz po raz wędrowało na wielkie tace na stole. Skinęłam głową - No i po prostu będziemy w kółko chodzić stąd na salę i upewniać się, że tace są na każdym stoliku. - spojrzałam w dwa małe okrągłe okienka w podwójnych kuchennych drzwiach. Było bardzo dużo stolików. Było bardzo dużo ludzi! - I wszystkie puste tacki zabierasz i przynosisz do myjki, która będzie tutaj. - obróciłam się, a Jess wskazała na miejsce obok rzędu zmywarek. Znowu pokiwałam głową. To chyba nie będzie takie trudne.
- Kiedy przyjdzie Matt? - zapytałam.
- Powinni być tutaj z Harrym za minutę. On nadal się do ciebie nie odezwał, prawda?
- Nie. - potrząsnęłam głową - Trochę się denerwuję, Jess. - moje myśli znowu powędrowały do naszego nieprzyzwoitego pocałunku. Tak szybko wtedy poszedł. Rzucił słowo na pożegnanie i po prostu wyszedł. Byłam zbyt zajęta swoim rajem by nawet zauważyć jakąś oznakę w jego oczach kiedy zamykał drzwi.
- Nie martw się, Ally. Myślę, że nie pocałowałby cię jeśli to by dla niego nic nie znaczyło. - uśmiechnęła się - W przeciwnym razie, osobiście kopnę go w jego piłeczki. - mrugnęła. Boże Jess, ty i te twoje piłkarskie żarciki. Zaśmiałam się kiedy na twarzy mojej przyjaciółki pojawił się ogromny uśmiech - Matty! - pisnęła Jessica, a zaraz po tym moje serce przestało bić. Przysięgam. Za Mattem stał Harry, idealny jak zawsze. Miał białą koszulę starannie wciśniętą w czarne spodnie od garnituru. Jego włosy były rozmierzwione i znowu mogłam podziwiać palce, które starają się ułożyć jego grzywę. Miał zawiązany fartuch wokół bioder. Zatrzymał się przed Jessicą, której usta przytwierdzone były do warg Matta.
- Głupio się z tym czuję. - powiedział i szarpnął sznurkiem od fartucha. Zachichotałam.
- Każdy musiał to założyć. - Jess zdeklarowała, kiedy Matt i ona w końcu skończyli się witać.
Po prostu stałam i patrzyłam na niego gdy Jess tłumaczyła im to samo co mnie przed chwilą. Jego wysoka sylwetka i profil naprawdę przyprawiały mnie o ślinotok. Przeczesał włosy dłonią co najmniej dwa razy, ah. Matt też wyglądał świetnie. Te same ubrania i pomierzwione jasno brązowe włosy. Uśmiechnął się do mnie znacząco.
- Cześć Ally. - powiedział, a ja przywitałam go z szerokim uśmiechem.
- Więc kiedy zaczynamy? - Harry zapytał. Heej, z tobą też chciałabym się przywitać panie Styles..
- Za około trzydzieści minut. - odpowiedziała Jess - Wszyscy goście powinni już wtedy siedzieć na swoich miejscach.
Gapiłam się desperacko na Harrego by przynajmniej na mnie spojrzał. I zrobił to. Jego oczy spotkały moje beznamiętnym wzrokiem. Tylko na mnie spojrzał, bez żadnych uczuć. Tak bardzo chciałabym teraz móc czytać w jego myślach. Patrzył na mnie jakbym była ścianą czy czymkolwiek nie wartym uwagi. Mam na sobie zimny wyraz twarzy. A całe moje zdenerwowanie spoczywa teraz z podwójną siłą na moich ramionach.
- Harry. - Jess przerwała naszą 'wymianę spojrzeń'. Patrzył na nią wsłuchując się i znów mierzwiąc czuprynę dłońmi - Ty i Alyssa będziecie podawać razem te dwa dania. - wskazała na tacki, które zawierały dwa różne rodzaje jedzenia - A Matt i ja będziemy serwować drinki i pomagać tutaj przy.. brudnych naczyniach. - Matt uśmiechnął się jednoznacznie kiedy skończyła i przyciągnął ją do siebie obejmując w talii.
- Brudne naczynia? - Harry zażartował i przewrócił oczami. Znowu to samo..
- Coś się stało? - szybko zapytałam Harrego wstrzymując oddech kiedy szliśmy wzdłuż stolików z tacami. Spojrzał na mnie serwując danie gościom po drugiej stronie stolika. Jego oczy były ciemne, wypełnione i pokazywały tak wiele emocji. I miałam już odpowiedź na swoje pytanie. Coś się stało. Obsłużyliśmy kolejne dwa stoliki zanim zabraliśmy tacę do innych brudnych naczyń.
- Harry, porozmawiaj ze mną. - uwięziłam go przy ścianie, od razu kiedy weszliśmy do kuchni.
- Alyssa, nie mamy o czym rozmawiać. - powiedział chłodno, nawet na mnie nie patrząc. Gapiłam się na niego kiedy powoli odepchnął mnie od siebie i ruszył po kolejne porcje jedzenia. To wszystko co ma do powiedzenia? Łzy mrowiły moje oczy patrząc na jego twarzy kiedy wychodził z kuchni. To boli. Jak to do cholery nie mamy o czym rozmawiać?!
Przełknęłam gulę w gardle, chwyciłam dwie tacki i poszłam za nim. Dziękuje Jess, tego właśnie potrzebowałam! Pracy z nim. I gdyby jeszcze tego było za mało, spostrzegłam Emily Woods przy jednym ze stolików. Tak, Emily Woods. Lepiej znaną jako Blondi. Bóg naprawdę musi mnie dzisiaj nienawidzić.
- Nie wiedziałam, że pracujesz jako kelner Harry. - zaczęła natychmiast, uwodzicielskim tonem kiedy przyszła jej kolej na wybór jedzenia - Ten uniform naprawdę do ciebie pasuje. - zatrzepotała rzęsami i przejechała palcami po jego brzuchu i biodrach. Jestem jedyną osobą tutaj, która uważa to za nieodpowiednie?
- Przepraszaam. - zniecierpliwiony gość pomachał mi ręką przed oczyma - Czy jest możliwe dostać tu coś do jedzenia?
- A tak, przepraszam. - mruknęłam pokornie. Czy on nie rozumie, że jestem teraz w środku moich dziewczęcych problemów? Spojrzałam dyskretnie na Blondi, która kontynuowała flirt z Harrym. Jej długie blond włosy były wyprostowane, a na sobie miała obcisłą różową kieckę. Dlaczego mnie to nie dziwi? Ulgą w tym wszystkim było to, że on nie odpowiadał na jej zaloty. Chciałam się uśmiechnąć-poczułam zwycięstwo-ale nie mogłam. Byłam zła. Bardzo zła.
Wycofałam się ze stolika z pustymi tackami zdecydowanym krokiem. Wróciłam z kolejnymi dwoma pełnymi porcjami jedzenia i dalej serwowałam je przybyłym gościom. Miałam robotę do zrobienia i nie mogę pozwolić by on miał na to wpływ. Zgodziłam się z moją podświadomością.
Musi tu być co najmniej pięćset ludzi, a Harry ignoruje tak wiele krótkich i obcisłych sukienek. Przypomniał mi się dzień ślubu moich rodziców. Miałam tylko siedem lat, ale pamiętam jakby to było wczoraj. Miałam na sobie białą sukienkę uszytą przez moją mamę. Chodziłam wokoło, tańczyłam z ciotkami i wujkami i rozmawiałam o moim ślubie w dalekiej przyszłości. Chciałam mieć ślub taki jak ich, tylko większy. No i zawsze chciałam wesele z basenem na zewnątrz i boiskiem piłkarskim. Po posiłku goście mogliby zaczerpnąć trochę ruchu i dobrej zabawy! Uśmiechnęłam się na samą myśl. Czas biegnie tak szybko. Ale tak właśnie zrobię, mamo.
- Alyssa. - dreszcz przeszedł przez całą długość mojego kręgosłupa kiedy tylko usłyszałam ten seksowny głos. Uniosłam ramiona i zaparło mi dech w piersi. Robię to co robiłam do tej pory; sortuję jedzenie układając je na tacy i ignoruję osobę stojącą za mną. Zamarłam kiedy jego ciepła dłoń spotkała moje ramię - Alyssa, posłuchaj. - jego głos był cichy.
- Przecież nie mamy o czym mówić Harry, nie pamiętasz? - rzuciłam za siebie i wróciłam do swojego zajęcia - Nawet nie waż się mówić niczego w stylu "tu nie chodzi ciebie, tylko o mnie", zrozumiałeś?! - spojrzałam na niego wściekle i chwyciłam do ręki dwie tace. Zablokował mi wyjście z kuchni i spojrzał na mnie przepraszająco kiedy jego ręka powędrowała do jego włosów by znowu je pomierzwić - Rusz się! Mam ważniejsze rzeczy do roboty.
Harry odetchnął głęboko.
- Alyssa. Zignorowałem cię dla twojego własnego dobra. Nie powinienem cię całować, ale zrobiłem to bo jestem kurwa głupi. - westchnął ciężko i ponownie jego palce powędrowały do jego czupryny. Jestem pewna, że pewnego dnia po prostu zrzuci te pieprzoną perukę z głowy - Nie jestem dobrym gościem, Alyssa. Ale nie mogłem się powstrzymać, żeby cię nie pocałować. J-ja nie kontroluje samego siebie kiedy jesteś w pobliżu. Przeraża mnie to. - moje oczy rozszerzyły się patrząc na niego. Jego świecące zielone oczy były wypełnione mnóstwem emocji. Żal, poczucie winy, smutek, ból, strach. I nadzieja - Nie jestem dobrym gościem, Alyssa. - powtórzył tak wolno i cicho, że prawie nie mogłam go usłyszeć. Westchnął i spojrzał na mnie - Ja po prostu nie chcę cię skrzywdzić.
Moje serce zacisnęło się w mojej klatce piersiowej. Chciałam go pocałować. Chciałam być tutaj dla niego. Chciałam mu powiedzieć, że tu jestem. Chciałam mu powiedzieć, że mu ufam. Ale nie mogłam. Nie mogłam pozwolić mu myśleć, że zabawił się mną i po prostu zostawił. Odebrało mi to każdą część mojej odwagi. Ale zrobiłam to. Powiedziałam.
- Już to zrobiłeś, Harry.
__________________________________
Uszanowanko!
W końcu, co nie? ;d
Wiem wiem, że we wtorek miał być, ale to co sie dzieje teraz w szkole to porażka. I jeszcze mam inne problemy na głowie.. I jeszcze próby bo prowadzę jakąś uroczystość w szkole.
Co myślicie o rozdziale? Emocje sięgają zenitu!
Nie mam pojęcia kiedy kolejny rodział. Być może przetłumaczę go w weekend i wstawie w tygodniu, a jak nie to będzie za tydzień.
Kocham was ziomki! Lady_Debil
Ps. Jeżeli przeczytałaś i czekasz na kolejny rozdział-napisz parę słów! :)
piątek, 27 września 2013
Rozdział 5. - One night, one apology.
Przemyłam moje ręce pod gorącą wodą przyglądając się swojemu odbiciu w kwadratowym lustrze. Moje niebieskie oczy były lekko pociągnięte maskarą i eyelinerem, a moje usta i policzki odbijały się połyskiem dzięki błyszczykowi i różowi. Moje brązowe włosy opadały kaskadami na ramiona, kończąc się poniżej biustu. Muszę przyznać, że tego wieczoru wyglądałam całkiem dobrze. Uśmiechnęłam się sama do siebie. To pewnie przez tą sukienkę. Jedna z moich ulubionych. Ma silny niebieski kolor, jest dość obcisła ale elegancka, kończyła się tuż nad moimi kolanami. Prosta, ale wspaniała-jakby powiedziała to moja mama.
Wysuszyłam szybko ręce uśmiechając się jeszcze raz do lustra, zanim weszłam do dużego holu. Wszystkie światła były włączone i skierowane na scenę z przodu. Podeszłam do mojego stolika jak najciszej mogłam i zajęłam miejsce obok Jess.
- Przemówienia już się zaczęły? - zapytałam. Przed obiadem?
- Tak. Matt, ja i dwóch innych kapitanów z klasy 16-latków i juniorów zaraz wstajemy. - szepnęła wyraźnie zdenerwowana. Potarłam jej plecy z uśmiechem na twarzy gdy patrzyłam na wszystko dookoła nas. Na te wszystkie okrągłe stoliki pełne młodych ludzi i zawodników. Wszyscy byli zajęci sobą. Klub musiał włożyć naprawdę dużo wysiłku by zorganizować to całe otwarcie sezonu. Całe pomieszczenie było w kolorze białym i niebieskim-w naszych klubowych barwach.
Naprzeciwko nas i mojej drużyny siedziała męska drużyna z naszej szkoły. Wszyscy mieli na sobie garniaki i krawaty. Moje oczy wylądowały na Harrym. Rozmawiał z Mattem, śmiał się i uśmiechał. Nie mogłam nic na to poradzić, ale uśmiechnęłam się. I chociaż jego gesty nie były skierowane w moją stronę.. Był taki uroczy kiedy się uśmiechał. Dostrzegł mnie na chwilę zanim poklepał Matta po ramieniu i powiedział coś do niego gdy ten wstawał.
- Okej, wstaję! - Jessica spojrzała na mnie z dłońmi na swoich policzkach. Wyglądała jak "Scream" Muncha*.
- Nie martw się. Będziesz absolutnie świetna! - uśmiechnęłam się.
- Będziemy cię dopingować. - powiedziała Melissa siedząca po drugiej stronie stolika.
- Dzięki kochane! - Jess uśmiechnęła się i ruszyła w stronę sceny tuż za Mattem.
Najmłodsi kapitanowie byli już na scenie gotowi do swoich przemów. Szybko podsumowali rozwój i pozycje swoich drużyn naprawdę cudownymi słowami. Dwójka z nich świetnie wypadła. Młoda dziewczyna-albo może mi się tak tylko wydaję-i młody chłopak. Muszę powiedzieć, że byłam pod wielkim wrażeniem. Obaj wygłosili cudną przemowę, a chłopak dostał nawet brawa na stojąco. Młodzi zeszli ze sceny, a oklaski ucichły kiedy Matt wziął mikrofon w dłoń z szerokim uśmiechem. Spojrzał na Jess zanim znów spojrzał na tłum. Uwierzcie mi-było wielu obecnych na tej sali.
- Po pierwsze, chciałbym podziękować trenerowi. - wybuchły gwizdy i ponowne oklaski. - Ostatni sezon nie poszedł tak dobrze jak tego chcieliśmy, ale od tego tygodnia i przez następne udowodnimy, że szkolenia od początku tego roku nie zawiodły i pokażemy na co nas stać. - Matt mówił dalej. Machnął swoimi prostymi brązowymi włosami ponownie zarzucając wzrok na Jess. Uśmiechnęłam się. To między nimi jest takie oczywiste, jezu - Ponieważ możemy być piekielnie trudnym zespołem tylko po to by zdobyć w tym roku puchar!! - wrzasnął radośnie. Wszystkie stoliki zaczęły szaleć i zaczęłam śmiać się z tych wszystkich ludzi. Cały czas klaskałam i złapałam dwoje oczu. Znowu na mnie patrzył z małym słodkim uśmieszkiem na jego twarzy. Spojrzałam z powrotem na scenę, chichocząc kiedy poczułam moje zarumienione od jego spojrzenia policzki. Powoli wziął łyka swojego drinka. Jego oczy spostrzegały wyłącznie moje i zagubiłam się. Słowa Matta dobiegły końca. Cała moja uwaga była skupiona na Harrym, który też trzymał swoje oczy na mnie śmiejąc się.
Przygryzłam wargę by zapobiec wydobyciu się chichotu z moich ust, ale jednak to zawiodło, kiedy on cały czas uśmiechał się i przekrzywiał swoją głowę z tym nieokreślonym błyskiem w oku. Spojrzałam w dół na swoje palce i starałam się skupić kiedy usłyszałam głos Jess w głośnikach. Spojrzałam na scenę kiedy uderzyło w nią światło reflektorów. Miała na sobie długą koralową sukienkę. Pasowała do jej blond włosów. Wyglądała pięknie.
- Miałyśmy zabójczy start w tym tygodniu. - zaczęła. Matt stał tuż obok niej uśmiechając się dumnie kiedy mówiła - Trenowałyśmy ciężko przez całe lato i na początku tego semestru i to naprawdę się opłaciło. - mogłam spokojnie stwierdzić, że jest zdenerwowana-co chwilę patrzyła na swoje buty - To są podziękowania dla moich wszystkich wspaniałych dziewczyn z drużyny i świetnego trenera, który zwraca uwagę na każdą z nas i robi z nas świetnych zawodników. Indywidualnie i razem jako drużyna. - sala znowu wypełniła się brawami i wygwizdywaniem, a ja szybkim ruchem spojrzałam na Harrego. Klaskał i uśmiechał się szeroko w kierunku sceny - Zyskaliśmy również nowego zawodnika! - moje oklaski zwolniły tempo, a wszyscy z naszego stolika odwrócili głowy w moją stronę - Ona jest z nami tylko dwa tygodnie, ale już udowodniła jej znaczenie w zespole! - Jessica patrzyła prosto na mnie z dużym uśmiechem. No nie. Nienawidzę tego rodzaju uwagi. I nigdy nie wiedziałam jak na to zareagować - Więc chciałabym żebyście gorąco ją powitali! Alyssa Nicholson! - powiedziała wskazując na mnie. Nie mogłam zrobić nic innego jak tylko uśmiechać. Nieśmiało uśmiechać, kiedy ponownie na sali wybuchnął aplauz. Tym razem był on dla mnie. Jestem beznadziejna kiedy chodzi o komplementy i pochwały-zawsze obracam to w żart.
Harry patrzył na mnie z podziwem dopóki sala nie ucichła, a Jessica nie podziękowała wszystkim i życzyła wszystkim smacznego posiłku. Wzruszyłam ramionami z uśmiechem kiedy złapałam go na gapieniu się na mnie, ale on zachichotał tylko z szerokim uśmiechem nadal uważnie mnie obserwując.
- Przepraszam? - młody mężczyzna w garniturze stał za mną z metalowym wózkiem z przeróżnymi potrawami. Uśmiechnęłam się - Czego sobie panienka życzy? - zapytał przyjaźnie. Spojrzałam na trzy różne potrawy. Mieli kurczaka, rybę i wegetariańskie danie. Wszystko wyglądało pysznie-oprócz tego ostatniego. Kocham mięso!
- Wezmę łososia. - odpowiedziałam z uśmiechem. Kocham kurczaka, ale pieczony łosoś z makaronem i śmietaną.. Nie mogłam powiedzieć nie. Jess usiadła obok mnie w czasie kiedy kelner wędrował wokół stolika - Byłaś świetna Jess! - podarowałam jej szybki uścisk i ciepły uśmiech kiedy dziewczyny jej gratulowały - I dziękuje za miłe słowa. - zarumieniłam się.
Roześmiała się - Mogłam zobaczyć twoją twarz w odcieniu pomidora nawet ze sceny, Ally! - skrzywiłam się, wiedziałam, że się ze mną drażni - Przepraszam. - zaśmiała się - Ale to wszystko było prawdą. Zasłużyłaś na dołączenie do klubu. Naprawdę godnie się zaprezentowałaś. - uśmiechnęła się, klepiąc mnie po plecach. Ponownie czerwony kolor dotknął moich policzków.
- Dziękuję. - wymamrotałam z wdzięcznością, kiedy wzięłam pełen widelec do ust - Ty i Matt.. wydaję się, że wczoraj spędziliście fajnie czas. - uśmiechnęłam się chytrze - Brakowało tam tylko waszego kontaktu.
- Ally! - tym razem to nie ja wyglądałam jak burak. Zaśmiałam się głośno kiedy Jess spojrzała nieśmiało w stronę Matta. On także spojrzał na nią z zaciekawieniem. Na bank wiedział, że gadałam jej o nim.
- Oh, no daj spokój! - mówiłam dalej - Jak było? - wiedziałam, że ich ostatnia wspólna noc była super, jeżeli nie lepsza. Wywnioskowałam to z chichotu i rumieńców Jess - Powiedz mi! - krzyknęłam podniecona.
- Okeeej. - wzięła głęboki oddech próbując się uspokoić - Wziął mnie do restauracji no i w ogóle.. wiesz o co chodzi. - spojrzała na stół, gdzie zarówno Matt i Harry zwracali uwagę na nasze reakcje. To tylko skłoniło mnie do większego uśmiechu - No spędziliśmy naprawdę fajnie, faajnie czas. Rozmawialiśmy o wszystkim poczynając na Plutonie kończąc na Marsie. Było miło. Możemy rozmawiać ze sobą o dosłownie wszystkim! - powiedziała jakby to było niemożliwe. Uśmiechnęłam się kiedy mówiła dalej, tak słodko razem wyglądali - No i potem kiedy skończyliśmy, zawiózł mnie nad jezioro. Na początku o tym nie wiedziałam, bo było ciemno jak w dupie. Ale wziął nas tam i przyniósł nam koce. Nie dwa, jeden duży. - poprawiła się. Zgodziłam się z tym, że to był dosyć ważny szczegół - No i siedzieliśmy na starym drewnianym pomoście pod jednym kocem. - do tej pory Jess spojrzała na Matta chyba z pięć razy. Doskonale wiedział o czym rozmawiamy - No i rozmawialiśmy i przytulaliśmy się i było taaak romantycznie!
- Pocałował cię? - to wszystko jest po prostu zbyt słodkie!
- Czekaj, czekaj-dochodzę do tego! - Jessica uniosła ręce by mnie uciszyć, więc zamknęłam się z uśmieszkiem na twarzy czekając na dobre wieści - Więc, nagle wszystkie te małe lampki wokół jeziora zaświeciły się. - obie starałyśmy uspokoić nasze dziewczęce chichoty - No i wtedy on zaczął mówić o tym, od jak długiego czas chciał zaprosić mnie na randkę. Był taki słodki! A potem po prostu zamilkł, spojrzał mi w oczy i powiedział:"Jessica jesteś niesamowita, jesteś zabawna, urocza, słodka, gorąca i po prostu piękna. I chciałem pocałować cię odkąd pamiętam, więc zamierzam to zrobić. Teraz." - Jess zacytowała i ani jedna z nas nie mogła powstrzymać swoich pisków. Dostarczyło to nam kilka dziwnych spojrzeń, ale hej! Dziewczyna jakoś musi wyrażać swoje uczucia!
- Serio? O mój boże! - miałam w sobie totalnie włączony dziewczyński i piszczący tryb - Jezu, to za słodkie żeby mogło być prawdziwe! Tak się cieszę, Jess! - uścisnęłam ją mocno jeszcze raz - Więc teraz jesteście razem?
- Ehm, no cóż. Tak dokładnie to nie zapytał mi się jeszcze czy chcę być jego dziewczyną, ale na pewno zmierzamy w tym kierunku. - uśmiechnęła się nieśmiało i znów spojrzała w stronę Matta.
- Lepiej żeby zrobił to szybko! - zaśmiałam się z ich dwójki. Dwa, trzy dni a my już mieliśmy w szkole nową parę. Gwiazdorską parę! Oboje są kapitanami-o Panie Boże cóż za świetny wybór.
- A co z Tobą?
- Co ze mną? - udawałam zaskoczenie.
- Nie gadałaś więcej z Harrym? - to brzmiało jak pytanie, a jednocześnie jak życzenie, żebym powiedziała jej jak najwięcej.
Wydarzenia z ostatniej nocy szybko wróciły do mojej głowy - Nie. Od wczorajszej rozmowy w szkole nie zamieniłam z nim ani słowa. - skłamałam. Nie mogłam powiedzieć jej o nim włamującym się do mojego domu. Jess byłaby wtedy jeszcze bardziej sceptyczna wobec niego.
- A wygląda to tak jakbyście jednak rozmawiali. Patrzy na ciebie przez cały czas. Nadal jak wygłodniały wilk. - zażartowała. Z powrotem wróciło do niej dobre nastawienie do niego. Po prostu zaśmiałam się na jej stwierdzenie i spojrzałam w stronę Harrego. Rozmawiał i wygłupiał się z chłopakami, śmiejąc się przy tym. Uśmiechnęłam się szeroko i z powrotem byłam we własnej, zamkniętej bańce.
"Nie wiem co, ale jest coś w tobie, Alyssa. Coś w twoich oczach... Jakbym widział je już wcześniej."
Jego wczorajsze słowa zabrzmiały w mojej głowie. Może to była prawda. Bo to było to coś co poczułam już pierwszego dnia-byłam oczarowana jego oczami. Brak siły by to zatrzymać, brak siły by temu zaprzeczyć. Wszystko co związane było z nim, intrygowało mnie. Kiedy widzę jego uśmiech, chcę więcej. Kiedy słyszę jego śmiech, chcę więcej. Kiedy patrzę w jego oczy, chcę więcej. I kiedy on dotykał mnie ostatniej nocy, chciałam więcej! Dlaczego? Nie wiem. Ale chcę wiedzieć. I chcę go poznać.
Wciąż się na niego gapiłam. Jego uśmiech wygrywał wszystko, naprawdę. Zaczesał palcami swoje kręcone włosy do tyłu. Jaki on jest piękny.
Oderwałam się od swoich marzeń gdy Harry złapał mnie na gapieniu się. Tym razem to nie on spojrzał na mnie pierwszy, teraz to ja zrobiłam pierwszy krok. Większy uśmiech niż widziałam kiedykolwiek, pojawił się na jego cudownej twarzy, kiedy pewny siebie odchylił się na swoim krześle. Ze zdenerwowaniem kontynuowałam mój posiłek, wrzucając go do ust i przeżuwając szybko. Kiedy spojrzałam w górę, on nadal się na mnie gapił, z tym samym uśmieszkiem, w tej samej pozie. Kurwa. Poczułam lekkie zakłopotanie, bo nie wiedziałam jak na niego patrzeć. Jednak wiedziałam, że gapię się na niego z otwartymi ustami pełnymi jedzenia-nie zdziwiło mnie to!
- Kolej na trenerów! - Jess odwróciła się do reszty dziewczyn i zaczęłyśmy rozmawiać, dopóki sala się nie uspokoiła i nie poświęciła całej swojej uwagi ludziom na scenie.
Było wiele śmiechów i oklasków kiedy trenerzy praktycznie tworzyli show na scenie. Tak jakby wszyscy byli dobrymi przyjaciółmi, trudno było zachować powagę. Co chwilę zmieniali temat i zaczynali gadać o czasach kiedy byli młodziakami i zachodzili taaak daleko w krajowych i międzynarodowych mistrzostwach. Więc rozmawiali przez cały czas, nie było ani sekundy milczenia. Ale mimo wszystko interesująco i imponująco słuchało się o ich doświadczeniach związanych z piłką nożną parę lat temu.
Muzyka zaczęła grać, a słabe światła skoncentrowały się na dużej otwartej przestrzeni między stolikami. Kelnerzy zaczęli sprzątać resztki jedzenia i talerze, a ludzie zaczęli wstawać.
- Co się dzieje? - zapytałam Jess. Osobiście wolałabym siedzieć tutaj i rozmawiać z dziewczynami. Jeżeli właśnie na sali działo się to co miałam na myśli, może po prostu pójdę na chwilę do łazienki..
- Czas na tańce! - Jess wykrzyczała. Super. Spojrzałam na nią wzrokiem 'proszę powiedz, że żartujesz', chociaż i tak wiedziałam co się tutaj dzieje - Oj no chodź Ally! Musisz zatańczyć! Twoja sukienka jest piękna, ty jesteś piękna! - uśmiechnęła się. I jakby na zawołanie Matt stanął za nią z wielkim uśmiechem, schylił się do jej ucha i zaczął coś szeptać. Jess zachichotała nieśmiało i pokiwała głową, a on ucałował jej policzek i chwycił jej rękę - Jeśli zobaczę cię za dziesięć minut i nadal będziesz tu siedziała.. - Jess posłała mi ostrzegawcze spojrzenie - Wtedy osobiście zaproszę kogoś do tańca w twoim imieniu. Nie chcesz tego. - obróciła się ponownie w stronę Matta z uśmiechem na twarzy i zostawiła mnie dając mi ostrzeżenie. Fakt, nie chciałam tego.
Wzięłam łyk swojego drinka gdy na sali rozbrzmiała muzyka z lat 90'. Ace of Base w piosence All That She Wants, jeżeli się nie mylę. Obróciłam się by zobaczyć Jess i Matta śmiejących się i tańczących do rytmu. Uśmiechnęłam się na sam ten widok.
- O kurwa, on tutaj idzie! - ciche krzyki i piski wszystkich dziewczyn ze stolika zwróciły moją uwagę i spojrzałam prosto w kierunku dwóch zielonych oczu. To był Harry. Powolnie pokonywał swoją drogę do naszego stolika. Odrzucił z czoła swoje kręcone włosy kiedy ujrzałam rządek jego śnieżnobiałych zębów w szerokim i zalotnym uśmiechu. Jedną rękę trzymał w kieszeni jego spodni a druga z gracją i swobodą trzymała swojego drinka.
- Masz ochotę zatańczyć? - spojrzał na mnie z figlarnym uśmiechem, już znał moją odpowiedź. Dziewczyny z mojej drużyny, które nadal tutaj siedziały, wzdychały zgodnie i patrzyły szerokimi oczami na Harrego, a potem na mnie.
- Może. - rzekłam nieśmiało z uśmiechem. To spowodowało tylko, że wzdychania moich koleżanek zyskały nieco głośniejszy ton.
- Oczywiście, że ona chce z tobą zatańczyć Harry! - Melissa odezwała się z drugiej strony. Zamknij się! Harry spojrzał na nią i uśmiechnął się, ale po chwili znów całą swoją uwagę poświęcił mnie. Moim oczom. Wszyscy wokół się zamknęli. Ja tym bardziej.
Odłożył swój kieliszek na blat stołu i znowu z wdziękiem zarzucił włosy do tyłu. Boskie, mówię. Boskie.
- Może? - zapytał ciekawy, prawie chichocząc.
- Nie jestem zbyt dobrą tancerką. - wyjaśniłam.
Teraz zachichotał. Głęboko i seksownie - Możemy to zmienić, Alyssa. - mrugnął.
Przechyliłam głowę na bok - Ty tańczysz?
- Znam parę kroków. - uśmiechnął się. Teraz to dopiero był intrygujący. Nie był tylko dobrym piłkarzem i atrakcyjnym i dziwnym gościem. Nie. Ten chłopak także potrafił tańczyć.
- Okej.
- To oznacza tak? - uśmiechnął się szeroko wyciągając swoją rękę z kieszeni i wyciągając ją ku mnie.
Wzięłam jego rękę i wstałam - Właśnie tak, Harry. - uśmiechnęłam się. Jego ciepłe spojrzenie spotkało moje kiedy pochylił głowę w dół. Ostrożnie owinął swoją rękę wokół mojej.
Parkiet był duży i nieco zatłoczony. Ale to jak dużo ludzi tutaj było, nie było dla mnie zaskoczeniem. Zatrzymałam się tuż przy klatce piersiowej Harrego i odruchowo zarzuciłam ręce na jego szyję. Jego dłonie odnalazły moje biodra, a ja zamknęłam oczy w uśmiechu. To dawało mi taką radość. On mi ją dawał.
Ruszaliśmy się w rytm muzyki. Śledziłam jego ruchy. Powoli zrobiliśmy obrót. W prawo, do przodu, w lewo i krok do tyłu.
- Pięknie dzisiaj wyglądasz. - Harry wyszeptał do mojego ucha. Podniosłam głowę z jego piersi i spojrzałam mu w oczy. On patrzył uważnie w moje, tak jakby walczył ze samym sobą.
- Dziękuje. - uśmiechnęłam się. Jego słowa dały mi nieopisane uczucie. Czułam jakby mój brzuch miał zaraz eksplodować. Przecież to samo powiedziała mi Jess. Ale teraz słyszałam to od niego - A ty sam w sobie wyglądasz świetnie.
Zmarszczył brwi, a ja wystraszyłam się, że powiedziałam coś złego. Ale on przecież wyglądał świetnie. Jego zdezorientowanie rozbłysło na jego twarzy i westchnął z uśmiechem gdy przeniósł kosmyk moich włosów za ucho. Jego oczy były szeroko otwarte i jasne w tym przyćmionym świetle. Czekałam. Czekałam na to co teraz zrobi lub ma zamiar powiedzieć. I nagle jakby znikąd zaczął chichotać, a ja przechyliłam głowę z uśmiechem patrząc na niego.
- Ta piosenka jest naprawdę stara. - powiedział nadal chichocząc.
Uśmiechnęłam się kiedy moje uszy spotkały się z jego śmiechem i wesołą melodią zespołu Earth Wind and Fire - Tak, to prawdziwy klasyk.
- Znasz ją? - zapytał zaskoczony gdy zaczęliśmy kołysać się na boki w rytm muzyki. Pokiwałam głową - Lubię tą piosenkę. Nie wiedziałem, że możesz ją znać. - uśmiechnął się - Never, never my darling, never you'll be alone. Ever, forever my darling, true love is written in the stone. - Harry śpiewał słowa piosenki z uśmiechem na twarzy. Śmiałam się z jego nagłej zmiany nastroju i podziwiałam widoki kiedy spojrzał na mnie tym swoim złym uśmieszkiem - Jaka jest twoja ulubiona piosenka? - zapytał i uśmiechnął się wyczekująco. Mentalnie poklepałam się po plecach. On właśnie próbował mnie poznać!
- Comfortably Numb-Pink Floyd. - oświadczyłam. Poszerzył swój uśmiech - A twoja?
- Learning to fly. - szeroko się uśmiechnął - Pink Floyd. - nie mogłam zrobić nic innego jak tylko się uśmiechnąć gdy poruszaliśmy się w rytm muzyki. Czułam się jak w filmie, kiedy nagle wszyscy dookoła znikają i zostajemy tylko my na głównym ekranie, a wszyscy koncentrują się wyłącznie na nas. Właśnie tak się czułam - Masz wspaniały gust co do muzyki. - powiedział Harry.
- Tak jak ty. - uśmiechnęłam się w jego stronę, a jego wzrok stał się jeszcze bardziej intensywny i natarczywy. Tak jakby zastanawiał się co dokładnie powiedzieć czy zrobić - O czym tak myślisz? - zapytałam ostrożnie.
Jego oczy dalej wpatrywały się w moje, a ja przełknęłam głośno ślinę. Przerażał mnie.
- O tobie. - powiedział z pełną powagą - I o mnie. - spojrzał w podłogę i zrobił mały krok w tył, zwiększając dystans między nami. O czym on do cholery myślał? Spojrzałam na niego pytająco, a on wrócił do mnie. Tak jakby nagle sobie o czymś przypomniał i zbliżył się do mnie ponownie. I znów patrzył na mnie jakbym miała na swojej twarzy pewnego rodzaju maskę, której on nie może dotknąć. Sprawdził godzinę na swoim telefonie i spotkał moje oczy. Wyglądał na przerażonego.
- Muszę iść. - wymamrotał. Praktycznie nie usłyszałam co do mnie powiedział - Przykro mi. - odsunął się ode mnie i odwrócił powoli patrząc na mnie przez cały ten czas. Ja też-dopóki mogłam widzieć jego twarz. Przeczesał ręką swoje włosy wracając do stolika i sięgając po kurtkę. I wyszedł bardzo szybkim krokiem.
Łza zakręciła się w moim oku. Nie wiedziałam co go tak poruszyło, ale ja nie poczułam się z tym zbyt dobrze. Złapałam wzrok Jess i wzruszyłam ramionami kiedy bezgłośnie zapytała czy wszystko w porządku. Ponownie wzruszyłam ramionami z fałszywym uśmiechem na twarzy.
TYDZIEŃ PÓŹNIEJ. PIĄTEK.
- Trzydzieści sekund do końca! - krzyknął trener Baks. Przyspieszyłam do tego stopnia, do jakiego pozwalało mi moje ciało. Biegałam od słupka do słupka niezliczenie wiele razy. Czułam się jakbym pokonała ten odcinek drogi ponad sto razy, ale wiedziałam, że to nie było możliwe w ciągu tych dwunastu minut. Czułam pulsującą krew nawet w moich ustach. Kochałam to. Wiedziałam, że dałam z siebie wszystko, nie pozostawiając na sobie suchej nitki.
Czterema szybkimi susami podbiegłam do słupka w chwili kiedy trener krzyknął, że pół minuty minęło. Upadłam na ziemię i zamknęłam oczy. Moja klatka piersiowa unosiła się i opadała w nieubłaganym tempie. Pot spływał strużkami po mojej twarzy, a ja wycierałam je zewnętrzną stroną mojej dłoni. Po chwili i tak nowa porcja kropelek spływała po mojej skórze.
- Ile okrążeń przebiegłam? - zerknęłam na Jess, która stała obok mnie.
- Trzydzieści. - wyciągnęła do mnie rękę i podniosła mnie z trawy - Wyglądałaś jakbyś właśnie biegła wyścig swojego życia! - zaśmiała się - Jesteś fenomenalna. - zaśmiałam się i chwyciłam butelkę wody w moją drżącą ręką w drodze pod prysznic.
- Widziałaś go ostatnio? - Jess nie powiedziała żadnego imienia, ale nie musiała. Dokładnie wiedziałam o kogo jej chodzi.
- Nie.
Jess westchnęła i położyła mi rękę na ramieniu kiedy usiadłyśmy na ławce przed szkołą. Matt miał nas obie zawieźć dzisiaj do domu.
- Nie przejmuj się się tym. - próbowała załagodzić sytuację - Jestem pewna, że miał swoje powody. Ale jeżeli tym sposobem ma zamiar do ciebie zagrywać, lepiej trzymaj się z dala od niego. Nie chcę, żeby cię zranił. - i tutaj był problem. Jestem zraniona. I chciałam wiedzieć dlaczego.
- Dzięki Jess. - uśmiechnęłam się. Chciałam się jej zapytać czy mogłabym porozmawiać o tym z Mattem, ale przerwał nasze posiedzenie. Matt. I Harry.
Jess siedziała z przodu obok Matta, natomiast ja i Harry z tyłu. Wiedziałam czym jest napięcie, ale takiego jak teraz to jeszcze nigdy w życiu nie doświadczyłam. Matt i Jess siedzieli cicho. Harry i ja siedzieliśmy cicho. Wpatrywałam się w okno. Było oczywiste, że Matt o tym wiedział. Jedyną rzeczą jaką wydawało z siebie dźwięk to silnik i radio w samochodzie. Przypomniało mi to, kiedy mój tata i ja w wieku ośmiu lat jechaliśmy na pogrzeb mojej mamy. Nie powiedzieliśmy ani słowa. Ale różnica była taka że wtedy oboje wiedzieliśmy co nas czeka i nie chcieliśmy o tym rozmawiać. Ale teraz... Harry i ja mieliśmy wspaniały wieczór, a on praktycznie uciekł ode mnie jak najszybciej. I to właśnie sprawiło, że czuję się jak śmieć. I chciałam wiedzieć dlaczego.
Mam cztery teorie:
1. Musiał zająć się czymś bardzo ważnym i totalnie stracił poczucie czasu.
2. Przestraszył się, że może to wszystko idzie zbyt szybko.
3. Może po prostu ma problemy. Problemy w domu, problemy towarzyskie a ja jestem tylko częścią jego gry.
4. I coś czego nie mogłam wyjaśnić.
Miałam cichą nadzieję, że powodem jego ucieczki jest pierwszy lub drugi punkt. Cokolwiek to było, chcę wiedzieć, nawet jeżeli nie miało to związku ze mną. Bo chcę go poznać. Muszę. I chcę wiedzieć co siedzi w tej jego głowie.
- Narazie kochanie. - głos Matta sprowadził mnie na ziemię.
- Cześć. - Jess uśmiechnęła się i pocałowała jego policzek - Na pewno nie chcesz zostać na noc? - zapytała mnie. Spojrzała na Harrego i zmrużyła oczy szybko przenosząc wzrok na mnie.
- Tak Jessica, wszystko w porządku. - uśmiechnęłam się kiedy zamykała drzwi i pomachałam jej na pożegnanie. I wtedy po raz pierwszy dzisiaj Harry na mnie spojrzał. Patrzył z szeroko otwartymi oczami czekając na moją odpowiedź co do propozycji Jessici. Patrzyłam na niego i byłam przez chwilę pod jego urokiem, zanim wróciłam na ziemię. Szybko zabrałam oczy z jego tęczówek i zaczęłam gapić się w okno. Nie będę okazywać żadnych uczuć, zanim nie powie mi o co chodzi.
- Gdzie mieszkasz Alyssa? - Matt zapytał przyjaźnie z przodu samochodu.
Właśnie miałam odpowiedzieć, ale Harry był szybszy.
- Trzeci dom po lewej. - powiedział i kontynuował patrzenie się przez okno. Spojrzałam na niego pytająco i już miałam pytać się w czym tkwi jego problem, ale powstrzymałam się. Nie chciałam dyskutować z nim z przy Matthew, no i byłam teraz zbyt wkurzona by o tym rozmawiać. Frustrował mnie w piekielny sposób. Od tygodnia nie rozmawialiśmy i na siebie nie patrzyliśmy. Nie widziałam go od tygodnia, odkąd uciekł z otwarcia sezonu. I ode mnie.
- Dzięki Matt. - powiedziałam i uśmiechnęłam się nie patrząc na Harrego i zamknęłam drzwi samochodu.
Szłam szybko przez podjazd prosto do drzwi frontowych i usłyszałam jak samochodowe drzwi otwierają się i zamykają. Kiedy się obróciłam, Harry szedł w moją stronę, a Matt odjeżdżał spod mojego domu. Miał na sobie zapiętą pod samą szyję koszulę i czarne spodnie. Jego włosy tak samo jak zwykle-rozwiane, poplątane i idealne. Przewróciłam oczami kontynuując moją drogę po podjeździe by po chwili zamknąć za sobą drzwi. Jakieś pięć sekund później rozległo się pukanie.
- Czego chcesz? - jęknęłam.
- Po prostu otwórz Alyssa. Proszę. - czułam jakby błagał mnie o to przez dobre parę minut,a to było tylko kilka sekund. Otworzyłam. Patrzył na mnie smutny, przestraszony i z błaganiem wypisanym na twarzy. Te wszystkie uczucia mieszały się w jego krystalicznie czystych, zielonych oczach.
- Wystraszyłam cię w sobotę? O to ci chodziło? - skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej. Czułam, że mój dekolt robi się mokry, ale to tylko moje przeczucia.
- Nie, oczywiście, że nie. - zrobił krok bliżej mnie. Przygryzł wargę marszcząc brwi i przełknął ślinę.
- Byłam tylko twoją partnerką do tańca na jedną noc? Czy uciekłeś, bo masz kogoś kto na ciebie czekał? - znowu poczułam w moich oczach sobotnie łzy. Nie chciałam płakać i nie miałam pojęcia dlaczego to było dla mnie takie ważne. Tak trudno mi z tym było. I chciałam to poznać. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale to po prostu jest. I tyle.
Harry pokręcił głową. Podszedł jeszcze bliżej. Tym razem nieco szybciej i uwięził mnie w kącie pod ścianą.
- Nie. - wyszeptał ochryple. Jego ciało dociskało moje i zanim zdążyłam go od siebie odepchnąć, jego miękkie usta przylgnęły do moich. Ujął moją twarz w swoje duże dłonie, a ja próbowałam go odepchnąć, ale moje ciało nie było w stanie się poruszyć. Moje dłonie odnalazły jego klatkę piersiową, a ja odpowiedziałam. Odpowiedziałam na jego pocałunek.
Przygryzł moją górną wargę i zaczął ją delikatnie ssać. Całował mnie zachłannie i namiętnie. Tak jakby był w potrzebie. Jęknęłam kiedy pchnął mnie bardziej w róg ściany i wplotłam palce w jego kręcone włosy. Jego język odnalazł mój, a ja byłam poza kontrolą. Wiadomo, całowałam się już wcześniej z kolesiem, ale żaden pocałunek nawet w najmniejszym stopniu nie przypominał tego.
- Obiecuję Alyssa. - Harry ciężko dyszał kiedy łapał powietrze do ust - Nie chodziło o ciebie. Musiałem zająć się swoimi własnymi problemami. - pocałował mnie ponownie i jęknął kiedy pociągnęłam jego koszulkę by znalazł się bliżej mnie. Badaliśmy nawzajem swoje jamy ustne robiąc więcej rzeczy jakie można zrobić za pomocą ust i języków. Ugryzł moją dolną wargę kiedy znowu się odsunął by nabrać tchu. Robiłam wiele rzeczy w moim życiu, ale nigdy nie czułam się tak jak teraz. Jego usta na moich.
- Powiesz mi? - zapytałam, dysząc. Skinął głową z lekkim uśmiechem pieszcząc cały czas mój policzek.
- Powiem ci. Kiedyś na pewno, Alyssa. Ale proszę nie myśl o tym więcej, zgoda? - spojrzał na moje usta, a potem znowu w moje oczy. Zmieniły się. Teraz krążyło w nich szczęście, nadzieja i powołanie. Na pewno były pełne nadziei.
- Okej. - skinęłam głową.
Nadal o tym myślałam, ale zaufałam mu. Po tym jednym pocałunku-w sumie to po dwóch-jestem w stanie mu zaufać. Wierzę, że jednego dnia, zrozumiem to wszystko. Wierzę, że jednego dnia zrozumiem tego faceta. Wierzę, że powie mi zanim znowu będę musiała go o to zapytać.
- Okej. - powtórzyłam jeszcze raz.
Okej.
*Scream by Munch KLIK
______________________________________
I jest! Piąty rozdział ;>
Miałam ciarki jak pisałam końcówkę!
Strasznie długo mi szło tłumaczenie tego rozdziału-szkoła. Staram się nie zawalić żadnego przedmiotu w tym roku. W końcu za rok matura lol.
Ciesze się bardzo że już ponad 1,000 wyświetleń bloga, jej! :)
I wiem, że malutko jest stałych czytelników no ale..
PRZECZYTAŁAŚ? SKOMENTUJ. DLA CIEBIE TO SEKUNDA, DLA MNIE WIELKA SATYSFAKCJA
I teraz mam bardzo ważne pytanie do was. Pamiętam jak czytałam pierwsze rozdziały tłumaczenia Hired For Styles. Ale blog zniknął. Nie wiem dlaczego.
Oryginał ma prawie 15 milionów czytań. Co myślicie? Może kiedy zakończy się historia misternego Harrego i Alyssy, warto zabrać się za ten fanfikszyn? Piszcie w komentarzach co myślicie.
Kolejny rozdział najpóźniej we wtorek :)
KOCHAM WAS, @Lady_Debil
Zostawiam was z rozdziałem! Miłej lektury!
Wysuszyłam szybko ręce uśmiechając się jeszcze raz do lustra, zanim weszłam do dużego holu. Wszystkie światła były włączone i skierowane na scenę z przodu. Podeszłam do mojego stolika jak najciszej mogłam i zajęłam miejsce obok Jess.
- Przemówienia już się zaczęły? - zapytałam. Przed obiadem?
- Tak. Matt, ja i dwóch innych kapitanów z klasy 16-latków i juniorów zaraz wstajemy. - szepnęła wyraźnie zdenerwowana. Potarłam jej plecy z uśmiechem na twarzy gdy patrzyłam na wszystko dookoła nas. Na te wszystkie okrągłe stoliki pełne młodych ludzi i zawodników. Wszyscy byli zajęci sobą. Klub musiał włożyć naprawdę dużo wysiłku by zorganizować to całe otwarcie sezonu. Całe pomieszczenie było w kolorze białym i niebieskim-w naszych klubowych barwach.
Naprzeciwko nas i mojej drużyny siedziała męska drużyna z naszej szkoły. Wszyscy mieli na sobie garniaki i krawaty. Moje oczy wylądowały na Harrym. Rozmawiał z Mattem, śmiał się i uśmiechał. Nie mogłam nic na to poradzić, ale uśmiechnęłam się. I chociaż jego gesty nie były skierowane w moją stronę.. Był taki uroczy kiedy się uśmiechał. Dostrzegł mnie na chwilę zanim poklepał Matta po ramieniu i powiedział coś do niego gdy ten wstawał.
- Okej, wstaję! - Jessica spojrzała na mnie z dłońmi na swoich policzkach. Wyglądała jak "Scream" Muncha*.
- Nie martw się. Będziesz absolutnie świetna! - uśmiechnęłam się.
- Będziemy cię dopingować. - powiedziała Melissa siedząca po drugiej stronie stolika.
- Dzięki kochane! - Jess uśmiechnęła się i ruszyła w stronę sceny tuż za Mattem.
Najmłodsi kapitanowie byli już na scenie gotowi do swoich przemów. Szybko podsumowali rozwój i pozycje swoich drużyn naprawdę cudownymi słowami. Dwójka z nich świetnie wypadła. Młoda dziewczyna-albo może mi się tak tylko wydaję-i młody chłopak. Muszę powiedzieć, że byłam pod wielkim wrażeniem. Obaj wygłosili cudną przemowę, a chłopak dostał nawet brawa na stojąco. Młodzi zeszli ze sceny, a oklaski ucichły kiedy Matt wziął mikrofon w dłoń z szerokim uśmiechem. Spojrzał na Jess zanim znów spojrzał na tłum. Uwierzcie mi-było wielu obecnych na tej sali.
- Po pierwsze, chciałbym podziękować trenerowi. - wybuchły gwizdy i ponowne oklaski. - Ostatni sezon nie poszedł tak dobrze jak tego chcieliśmy, ale od tego tygodnia i przez następne udowodnimy, że szkolenia od początku tego roku nie zawiodły i pokażemy na co nas stać. - Matt mówił dalej. Machnął swoimi prostymi brązowymi włosami ponownie zarzucając wzrok na Jess. Uśmiechnęłam się. To między nimi jest takie oczywiste, jezu - Ponieważ możemy być piekielnie trudnym zespołem tylko po to by zdobyć w tym roku puchar!! - wrzasnął radośnie. Wszystkie stoliki zaczęły szaleć i zaczęłam śmiać się z tych wszystkich ludzi. Cały czas klaskałam i złapałam dwoje oczu. Znowu na mnie patrzył z małym słodkim uśmieszkiem na jego twarzy. Spojrzałam z powrotem na scenę, chichocząc kiedy poczułam moje zarumienione od jego spojrzenia policzki. Powoli wziął łyka swojego drinka. Jego oczy spostrzegały wyłącznie moje i zagubiłam się. Słowa Matta dobiegły końca. Cała moja uwaga była skupiona na Harrym, który też trzymał swoje oczy na mnie śmiejąc się.
Przygryzłam wargę by zapobiec wydobyciu się chichotu z moich ust, ale jednak to zawiodło, kiedy on cały czas uśmiechał się i przekrzywiał swoją głowę z tym nieokreślonym błyskiem w oku. Spojrzałam w dół na swoje palce i starałam się skupić kiedy usłyszałam głos Jess w głośnikach. Spojrzałam na scenę kiedy uderzyło w nią światło reflektorów. Miała na sobie długą koralową sukienkę. Pasowała do jej blond włosów. Wyglądała pięknie.
- Miałyśmy zabójczy start w tym tygodniu. - zaczęła. Matt stał tuż obok niej uśmiechając się dumnie kiedy mówiła - Trenowałyśmy ciężko przez całe lato i na początku tego semestru i to naprawdę się opłaciło. - mogłam spokojnie stwierdzić, że jest zdenerwowana-co chwilę patrzyła na swoje buty - To są podziękowania dla moich wszystkich wspaniałych dziewczyn z drużyny i świetnego trenera, który zwraca uwagę na każdą z nas i robi z nas świetnych zawodników. Indywidualnie i razem jako drużyna. - sala znowu wypełniła się brawami i wygwizdywaniem, a ja szybkim ruchem spojrzałam na Harrego. Klaskał i uśmiechał się szeroko w kierunku sceny - Zyskaliśmy również nowego zawodnika! - moje oklaski zwolniły tempo, a wszyscy z naszego stolika odwrócili głowy w moją stronę - Ona jest z nami tylko dwa tygodnie, ale już udowodniła jej znaczenie w zespole! - Jessica patrzyła prosto na mnie z dużym uśmiechem. No nie. Nienawidzę tego rodzaju uwagi. I nigdy nie wiedziałam jak na to zareagować - Więc chciałabym żebyście gorąco ją powitali! Alyssa Nicholson! - powiedziała wskazując na mnie. Nie mogłam zrobić nic innego jak tylko uśmiechać. Nieśmiało uśmiechać, kiedy ponownie na sali wybuchnął aplauz. Tym razem był on dla mnie. Jestem beznadziejna kiedy chodzi o komplementy i pochwały-zawsze obracam to w żart.
Harry patrzył na mnie z podziwem dopóki sala nie ucichła, a Jessica nie podziękowała wszystkim i życzyła wszystkim smacznego posiłku. Wzruszyłam ramionami z uśmiechem kiedy złapałam go na gapieniu się na mnie, ale on zachichotał tylko z szerokim uśmiechem nadal uważnie mnie obserwując.
- Przepraszam? - młody mężczyzna w garniturze stał za mną z metalowym wózkiem z przeróżnymi potrawami. Uśmiechnęłam się - Czego sobie panienka życzy? - zapytał przyjaźnie. Spojrzałam na trzy różne potrawy. Mieli kurczaka, rybę i wegetariańskie danie. Wszystko wyglądało pysznie-oprócz tego ostatniego. Kocham mięso!
- Wezmę łososia. - odpowiedziałam z uśmiechem. Kocham kurczaka, ale pieczony łosoś z makaronem i śmietaną.. Nie mogłam powiedzieć nie. Jess usiadła obok mnie w czasie kiedy kelner wędrował wokół stolika - Byłaś świetna Jess! - podarowałam jej szybki uścisk i ciepły uśmiech kiedy dziewczyny jej gratulowały - I dziękuje za miłe słowa. - zarumieniłam się.
Roześmiała się - Mogłam zobaczyć twoją twarz w odcieniu pomidora nawet ze sceny, Ally! - skrzywiłam się, wiedziałam, że się ze mną drażni - Przepraszam. - zaśmiała się - Ale to wszystko było prawdą. Zasłużyłaś na dołączenie do klubu. Naprawdę godnie się zaprezentowałaś. - uśmiechnęła się, klepiąc mnie po plecach. Ponownie czerwony kolor dotknął moich policzków.
- Dziękuję. - wymamrotałam z wdzięcznością, kiedy wzięłam pełen widelec do ust - Ty i Matt.. wydaję się, że wczoraj spędziliście fajnie czas. - uśmiechnęłam się chytrze - Brakowało tam tylko waszego kontaktu.
- Ally! - tym razem to nie ja wyglądałam jak burak. Zaśmiałam się głośno kiedy Jess spojrzała nieśmiało w stronę Matta. On także spojrzał na nią z zaciekawieniem. Na bank wiedział, że gadałam jej o nim.
- Oh, no daj spokój! - mówiłam dalej - Jak było? - wiedziałam, że ich ostatnia wspólna noc była super, jeżeli nie lepsza. Wywnioskowałam to z chichotu i rumieńców Jess - Powiedz mi! - krzyknęłam podniecona.
- Okeeej. - wzięła głęboki oddech próbując się uspokoić - Wziął mnie do restauracji no i w ogóle.. wiesz o co chodzi. - spojrzała na stół, gdzie zarówno Matt i Harry zwracali uwagę na nasze reakcje. To tylko skłoniło mnie do większego uśmiechu - No spędziliśmy naprawdę fajnie, faajnie czas. Rozmawialiśmy o wszystkim poczynając na Plutonie kończąc na Marsie. Było miło. Możemy rozmawiać ze sobą o dosłownie wszystkim! - powiedziała jakby to było niemożliwe. Uśmiechnęłam się kiedy mówiła dalej, tak słodko razem wyglądali - No i potem kiedy skończyliśmy, zawiózł mnie nad jezioro. Na początku o tym nie wiedziałam, bo było ciemno jak w dupie. Ale wziął nas tam i przyniósł nam koce. Nie dwa, jeden duży. - poprawiła się. Zgodziłam się z tym, że to był dosyć ważny szczegół - No i siedzieliśmy na starym drewnianym pomoście pod jednym kocem. - do tej pory Jess spojrzała na Matta chyba z pięć razy. Doskonale wiedział o czym rozmawiamy - No i rozmawialiśmy i przytulaliśmy się i było taaak romantycznie!
- Pocałował cię? - to wszystko jest po prostu zbyt słodkie!
- Czekaj, czekaj-dochodzę do tego! - Jessica uniosła ręce by mnie uciszyć, więc zamknęłam się z uśmieszkiem na twarzy czekając na dobre wieści - Więc, nagle wszystkie te małe lampki wokół jeziora zaświeciły się. - obie starałyśmy uspokoić nasze dziewczęce chichoty - No i wtedy on zaczął mówić o tym, od jak długiego czas chciał zaprosić mnie na randkę. Był taki słodki! A potem po prostu zamilkł, spojrzał mi w oczy i powiedział:"Jessica jesteś niesamowita, jesteś zabawna, urocza, słodka, gorąca i po prostu piękna. I chciałem pocałować cię odkąd pamiętam, więc zamierzam to zrobić. Teraz." - Jess zacytowała i ani jedna z nas nie mogła powstrzymać swoich pisków. Dostarczyło to nam kilka dziwnych spojrzeń, ale hej! Dziewczyna jakoś musi wyrażać swoje uczucia!
- Serio? O mój boże! - miałam w sobie totalnie włączony dziewczyński i piszczący tryb - Jezu, to za słodkie żeby mogło być prawdziwe! Tak się cieszę, Jess! - uścisnęłam ją mocno jeszcze raz - Więc teraz jesteście razem?
- Ehm, no cóż. Tak dokładnie to nie zapytał mi się jeszcze czy chcę być jego dziewczyną, ale na pewno zmierzamy w tym kierunku. - uśmiechnęła się nieśmiało i znów spojrzała w stronę Matta.
- Lepiej żeby zrobił to szybko! - zaśmiałam się z ich dwójki. Dwa, trzy dni a my już mieliśmy w szkole nową parę. Gwiazdorską parę! Oboje są kapitanami-o Panie Boże cóż za świetny wybór.
- A co z Tobą?
- Co ze mną? - udawałam zaskoczenie.
- Nie gadałaś więcej z Harrym? - to brzmiało jak pytanie, a jednocześnie jak życzenie, żebym powiedziała jej jak najwięcej.
Wydarzenia z ostatniej nocy szybko wróciły do mojej głowy - Nie. Od wczorajszej rozmowy w szkole nie zamieniłam z nim ani słowa. - skłamałam. Nie mogłam powiedzieć jej o nim włamującym się do mojego domu. Jess byłaby wtedy jeszcze bardziej sceptyczna wobec niego.
- A wygląda to tak jakbyście jednak rozmawiali. Patrzy na ciebie przez cały czas. Nadal jak wygłodniały wilk. - zażartowała. Z powrotem wróciło do niej dobre nastawienie do niego. Po prostu zaśmiałam się na jej stwierdzenie i spojrzałam w stronę Harrego. Rozmawiał i wygłupiał się z chłopakami, śmiejąc się przy tym. Uśmiechnęłam się szeroko i z powrotem byłam we własnej, zamkniętej bańce.
"Nie wiem co, ale jest coś w tobie, Alyssa. Coś w twoich oczach... Jakbym widział je już wcześniej."
Jego wczorajsze słowa zabrzmiały w mojej głowie. Może to była prawda. Bo to było to coś co poczułam już pierwszego dnia-byłam oczarowana jego oczami. Brak siły by to zatrzymać, brak siły by temu zaprzeczyć. Wszystko co związane było z nim, intrygowało mnie. Kiedy widzę jego uśmiech, chcę więcej. Kiedy słyszę jego śmiech, chcę więcej. Kiedy patrzę w jego oczy, chcę więcej. I kiedy on dotykał mnie ostatniej nocy, chciałam więcej! Dlaczego? Nie wiem. Ale chcę wiedzieć. I chcę go poznać.
Wciąż się na niego gapiłam. Jego uśmiech wygrywał wszystko, naprawdę. Zaczesał palcami swoje kręcone włosy do tyłu. Jaki on jest piękny.
Oderwałam się od swoich marzeń gdy Harry złapał mnie na gapieniu się. Tym razem to nie on spojrzał na mnie pierwszy, teraz to ja zrobiłam pierwszy krok. Większy uśmiech niż widziałam kiedykolwiek, pojawił się na jego cudownej twarzy, kiedy pewny siebie odchylił się na swoim krześle. Ze zdenerwowaniem kontynuowałam mój posiłek, wrzucając go do ust i przeżuwając szybko. Kiedy spojrzałam w górę, on nadal się na mnie gapił, z tym samym uśmieszkiem, w tej samej pozie. Kurwa. Poczułam lekkie zakłopotanie, bo nie wiedziałam jak na niego patrzeć. Jednak wiedziałam, że gapię się na niego z otwartymi ustami pełnymi jedzenia-nie zdziwiło mnie to!
- Kolej na trenerów! - Jess odwróciła się do reszty dziewczyn i zaczęłyśmy rozmawiać, dopóki sala się nie uspokoiła i nie poświęciła całej swojej uwagi ludziom na scenie.
Było wiele śmiechów i oklasków kiedy trenerzy praktycznie tworzyli show na scenie. Tak jakby wszyscy byli dobrymi przyjaciółmi, trudno było zachować powagę. Co chwilę zmieniali temat i zaczynali gadać o czasach kiedy byli młodziakami i zachodzili taaak daleko w krajowych i międzynarodowych mistrzostwach. Więc rozmawiali przez cały czas, nie było ani sekundy milczenia. Ale mimo wszystko interesująco i imponująco słuchało się o ich doświadczeniach związanych z piłką nożną parę lat temu.
Muzyka zaczęła grać, a słabe światła skoncentrowały się na dużej otwartej przestrzeni między stolikami. Kelnerzy zaczęli sprzątać resztki jedzenia i talerze, a ludzie zaczęli wstawać.
- Co się dzieje? - zapytałam Jess. Osobiście wolałabym siedzieć tutaj i rozmawiać z dziewczynami. Jeżeli właśnie na sali działo się to co miałam na myśli, może po prostu pójdę na chwilę do łazienki..
- Czas na tańce! - Jess wykrzyczała. Super. Spojrzałam na nią wzrokiem 'proszę powiedz, że żartujesz', chociaż i tak wiedziałam co się tutaj dzieje - Oj no chodź Ally! Musisz zatańczyć! Twoja sukienka jest piękna, ty jesteś piękna! - uśmiechnęła się. I jakby na zawołanie Matt stanął za nią z wielkim uśmiechem, schylił się do jej ucha i zaczął coś szeptać. Jess zachichotała nieśmiało i pokiwała głową, a on ucałował jej policzek i chwycił jej rękę - Jeśli zobaczę cię za dziesięć minut i nadal będziesz tu siedziała.. - Jess posłała mi ostrzegawcze spojrzenie - Wtedy osobiście zaproszę kogoś do tańca w twoim imieniu. Nie chcesz tego. - obróciła się ponownie w stronę Matta z uśmiechem na twarzy i zostawiła mnie dając mi ostrzeżenie. Fakt, nie chciałam tego.
Wzięłam łyk swojego drinka gdy na sali rozbrzmiała muzyka z lat 90'. Ace of Base w piosence All That She Wants, jeżeli się nie mylę. Obróciłam się by zobaczyć Jess i Matta śmiejących się i tańczących do rytmu. Uśmiechnęłam się na sam ten widok.
- O kurwa, on tutaj idzie! - ciche krzyki i piski wszystkich dziewczyn ze stolika zwróciły moją uwagę i spojrzałam prosto w kierunku dwóch zielonych oczu. To był Harry. Powolnie pokonywał swoją drogę do naszego stolika. Odrzucił z czoła swoje kręcone włosy kiedy ujrzałam rządek jego śnieżnobiałych zębów w szerokim i zalotnym uśmiechu. Jedną rękę trzymał w kieszeni jego spodni a druga z gracją i swobodą trzymała swojego drinka.
- Masz ochotę zatańczyć? - spojrzał na mnie z figlarnym uśmiechem, już znał moją odpowiedź. Dziewczyny z mojej drużyny, które nadal tutaj siedziały, wzdychały zgodnie i patrzyły szerokimi oczami na Harrego, a potem na mnie.
- Może. - rzekłam nieśmiało z uśmiechem. To spowodowało tylko, że wzdychania moich koleżanek zyskały nieco głośniejszy ton.
- Oczywiście, że ona chce z tobą zatańczyć Harry! - Melissa odezwała się z drugiej strony. Zamknij się! Harry spojrzał na nią i uśmiechnął się, ale po chwili znów całą swoją uwagę poświęcił mnie. Moim oczom. Wszyscy wokół się zamknęli. Ja tym bardziej.
Odłożył swój kieliszek na blat stołu i znowu z wdziękiem zarzucił włosy do tyłu. Boskie, mówię. Boskie.
- Może? - zapytał ciekawy, prawie chichocząc.
- Nie jestem zbyt dobrą tancerką. - wyjaśniłam.
Teraz zachichotał. Głęboko i seksownie - Możemy to zmienić, Alyssa. - mrugnął.
Przechyliłam głowę na bok - Ty tańczysz?
- Znam parę kroków. - uśmiechnął się. Teraz to dopiero był intrygujący. Nie był tylko dobrym piłkarzem i atrakcyjnym i dziwnym gościem. Nie. Ten chłopak także potrafił tańczyć.
- Okej.
- To oznacza tak? - uśmiechnął się szeroko wyciągając swoją rękę z kieszeni i wyciągając ją ku mnie.
Wzięłam jego rękę i wstałam - Właśnie tak, Harry. - uśmiechnęłam się. Jego ciepłe spojrzenie spotkało moje kiedy pochylił głowę w dół. Ostrożnie owinął swoją rękę wokół mojej.
Parkiet był duży i nieco zatłoczony. Ale to jak dużo ludzi tutaj było, nie było dla mnie zaskoczeniem. Zatrzymałam się tuż przy klatce piersiowej Harrego i odruchowo zarzuciłam ręce na jego szyję. Jego dłonie odnalazły moje biodra, a ja zamknęłam oczy w uśmiechu. To dawało mi taką radość. On mi ją dawał.
Ruszaliśmy się w rytm muzyki. Śledziłam jego ruchy. Powoli zrobiliśmy obrót. W prawo, do przodu, w lewo i krok do tyłu.
- Pięknie dzisiaj wyglądasz. - Harry wyszeptał do mojego ucha. Podniosłam głowę z jego piersi i spojrzałam mu w oczy. On patrzył uważnie w moje, tak jakby walczył ze samym sobą.
- Dziękuje. - uśmiechnęłam się. Jego słowa dały mi nieopisane uczucie. Czułam jakby mój brzuch miał zaraz eksplodować. Przecież to samo powiedziała mi Jess. Ale teraz słyszałam to od niego - A ty sam w sobie wyglądasz świetnie.
Zmarszczył brwi, a ja wystraszyłam się, że powiedziałam coś złego. Ale on przecież wyglądał świetnie. Jego zdezorientowanie rozbłysło na jego twarzy i westchnął z uśmiechem gdy przeniósł kosmyk moich włosów za ucho. Jego oczy były szeroko otwarte i jasne w tym przyćmionym świetle. Czekałam. Czekałam na to co teraz zrobi lub ma zamiar powiedzieć. I nagle jakby znikąd zaczął chichotać, a ja przechyliłam głowę z uśmiechem patrząc na niego.
- Ta piosenka jest naprawdę stara. - powiedział nadal chichocząc.
Uśmiechnęłam się kiedy moje uszy spotkały się z jego śmiechem i wesołą melodią zespołu Earth Wind and Fire - Tak, to prawdziwy klasyk.
- Znasz ją? - zapytał zaskoczony gdy zaczęliśmy kołysać się na boki w rytm muzyki. Pokiwałam głową - Lubię tą piosenkę. Nie wiedziałem, że możesz ją znać. - uśmiechnął się - Never, never my darling, never you'll be alone. Ever, forever my darling, true love is written in the stone. - Harry śpiewał słowa piosenki z uśmiechem na twarzy. Śmiałam się z jego nagłej zmiany nastroju i podziwiałam widoki kiedy spojrzał na mnie tym swoim złym uśmieszkiem - Jaka jest twoja ulubiona piosenka? - zapytał i uśmiechnął się wyczekująco. Mentalnie poklepałam się po plecach. On właśnie próbował mnie poznać!
- Comfortably Numb-Pink Floyd. - oświadczyłam. Poszerzył swój uśmiech - A twoja?
- Learning to fly. - szeroko się uśmiechnął - Pink Floyd. - nie mogłam zrobić nic innego jak tylko się uśmiechnąć gdy poruszaliśmy się w rytm muzyki. Czułam się jak w filmie, kiedy nagle wszyscy dookoła znikają i zostajemy tylko my na głównym ekranie, a wszyscy koncentrują się wyłącznie na nas. Właśnie tak się czułam - Masz wspaniały gust co do muzyki. - powiedział Harry.
- Tak jak ty. - uśmiechnęłam się w jego stronę, a jego wzrok stał się jeszcze bardziej intensywny i natarczywy. Tak jakby zastanawiał się co dokładnie powiedzieć czy zrobić - O czym tak myślisz? - zapytałam ostrożnie.
Jego oczy dalej wpatrywały się w moje, a ja przełknęłam głośno ślinę. Przerażał mnie.
- O tobie. - powiedział z pełną powagą - I o mnie. - spojrzał w podłogę i zrobił mały krok w tył, zwiększając dystans między nami. O czym on do cholery myślał? Spojrzałam na niego pytająco, a on wrócił do mnie. Tak jakby nagle sobie o czymś przypomniał i zbliżył się do mnie ponownie. I znów patrzył na mnie jakbym miała na swojej twarzy pewnego rodzaju maskę, której on nie może dotknąć. Sprawdził godzinę na swoim telefonie i spotkał moje oczy. Wyglądał na przerażonego.
- Muszę iść. - wymamrotał. Praktycznie nie usłyszałam co do mnie powiedział - Przykro mi. - odsunął się ode mnie i odwrócił powoli patrząc na mnie przez cały ten czas. Ja też-dopóki mogłam widzieć jego twarz. Przeczesał ręką swoje włosy wracając do stolika i sięgając po kurtkę. I wyszedł bardzo szybkim krokiem.
Łza zakręciła się w moim oku. Nie wiedziałam co go tak poruszyło, ale ja nie poczułam się z tym zbyt dobrze. Złapałam wzrok Jess i wzruszyłam ramionami kiedy bezgłośnie zapytała czy wszystko w porządku. Ponownie wzruszyłam ramionami z fałszywym uśmiechem na twarzy.
TYDZIEŃ PÓŹNIEJ. PIĄTEK.
- Trzydzieści sekund do końca! - krzyknął trener Baks. Przyspieszyłam do tego stopnia, do jakiego pozwalało mi moje ciało. Biegałam od słupka do słupka niezliczenie wiele razy. Czułam się jakbym pokonała ten odcinek drogi ponad sto razy, ale wiedziałam, że to nie było możliwe w ciągu tych dwunastu minut. Czułam pulsującą krew nawet w moich ustach. Kochałam to. Wiedziałam, że dałam z siebie wszystko, nie pozostawiając na sobie suchej nitki.
Czterema szybkimi susami podbiegłam do słupka w chwili kiedy trener krzyknął, że pół minuty minęło. Upadłam na ziemię i zamknęłam oczy. Moja klatka piersiowa unosiła się i opadała w nieubłaganym tempie. Pot spływał strużkami po mojej twarzy, a ja wycierałam je zewnętrzną stroną mojej dłoni. Po chwili i tak nowa porcja kropelek spływała po mojej skórze.
- Ile okrążeń przebiegłam? - zerknęłam na Jess, która stała obok mnie.
- Trzydzieści. - wyciągnęła do mnie rękę i podniosła mnie z trawy - Wyglądałaś jakbyś właśnie biegła wyścig swojego życia! - zaśmiała się - Jesteś fenomenalna. - zaśmiałam się i chwyciłam butelkę wody w moją drżącą ręką w drodze pod prysznic.
- Widziałaś go ostatnio? - Jess nie powiedziała żadnego imienia, ale nie musiała. Dokładnie wiedziałam o kogo jej chodzi.
- Nie.
Jess westchnęła i położyła mi rękę na ramieniu kiedy usiadłyśmy na ławce przed szkołą. Matt miał nas obie zawieźć dzisiaj do domu.
- Nie przejmuj się się tym. - próbowała załagodzić sytuację - Jestem pewna, że miał swoje powody. Ale jeżeli tym sposobem ma zamiar do ciebie zagrywać, lepiej trzymaj się z dala od niego. Nie chcę, żeby cię zranił. - i tutaj był problem. Jestem zraniona. I chciałam wiedzieć dlaczego.
- Dzięki Jess. - uśmiechnęłam się. Chciałam się jej zapytać czy mogłabym porozmawiać o tym z Mattem, ale przerwał nasze posiedzenie. Matt. I Harry.
Jess siedziała z przodu obok Matta, natomiast ja i Harry z tyłu. Wiedziałam czym jest napięcie, ale takiego jak teraz to jeszcze nigdy w życiu nie doświadczyłam. Matt i Jess siedzieli cicho. Harry i ja siedzieliśmy cicho. Wpatrywałam się w okno. Było oczywiste, że Matt o tym wiedział. Jedyną rzeczą jaką wydawało z siebie dźwięk to silnik i radio w samochodzie. Przypomniało mi to, kiedy mój tata i ja w wieku ośmiu lat jechaliśmy na pogrzeb mojej mamy. Nie powiedzieliśmy ani słowa. Ale różnica była taka że wtedy oboje wiedzieliśmy co nas czeka i nie chcieliśmy o tym rozmawiać. Ale teraz... Harry i ja mieliśmy wspaniały wieczór, a on praktycznie uciekł ode mnie jak najszybciej. I to właśnie sprawiło, że czuję się jak śmieć. I chciałam wiedzieć dlaczego.
Mam cztery teorie:
1. Musiał zająć się czymś bardzo ważnym i totalnie stracił poczucie czasu.
2. Przestraszył się, że może to wszystko idzie zbyt szybko.
3. Może po prostu ma problemy. Problemy w domu, problemy towarzyskie a ja jestem tylko częścią jego gry.
4. I coś czego nie mogłam wyjaśnić.
Miałam cichą nadzieję, że powodem jego ucieczki jest pierwszy lub drugi punkt. Cokolwiek to było, chcę wiedzieć, nawet jeżeli nie miało to związku ze mną. Bo chcę go poznać. Muszę. I chcę wiedzieć co siedzi w tej jego głowie.
- Narazie kochanie. - głos Matta sprowadził mnie na ziemię.
- Cześć. - Jess uśmiechnęła się i pocałowała jego policzek - Na pewno nie chcesz zostać na noc? - zapytała mnie. Spojrzała na Harrego i zmrużyła oczy szybko przenosząc wzrok na mnie.
- Tak Jessica, wszystko w porządku. - uśmiechnęłam się kiedy zamykała drzwi i pomachałam jej na pożegnanie. I wtedy po raz pierwszy dzisiaj Harry na mnie spojrzał. Patrzył z szeroko otwartymi oczami czekając na moją odpowiedź co do propozycji Jessici. Patrzyłam na niego i byłam przez chwilę pod jego urokiem, zanim wróciłam na ziemię. Szybko zabrałam oczy z jego tęczówek i zaczęłam gapić się w okno. Nie będę okazywać żadnych uczuć, zanim nie powie mi o co chodzi.
- Gdzie mieszkasz Alyssa? - Matt zapytał przyjaźnie z przodu samochodu.
Właśnie miałam odpowiedzieć, ale Harry był szybszy.
- Trzeci dom po lewej. - powiedział i kontynuował patrzenie się przez okno. Spojrzałam na niego pytająco i już miałam pytać się w czym tkwi jego problem, ale powstrzymałam się. Nie chciałam dyskutować z nim z przy Matthew, no i byłam teraz zbyt wkurzona by o tym rozmawiać. Frustrował mnie w piekielny sposób. Od tygodnia nie rozmawialiśmy i na siebie nie patrzyliśmy. Nie widziałam go od tygodnia, odkąd uciekł z otwarcia sezonu. I ode mnie.
- Dzięki Matt. - powiedziałam i uśmiechnęłam się nie patrząc na Harrego i zamknęłam drzwi samochodu.
Szłam szybko przez podjazd prosto do drzwi frontowych i usłyszałam jak samochodowe drzwi otwierają się i zamykają. Kiedy się obróciłam, Harry szedł w moją stronę, a Matt odjeżdżał spod mojego domu. Miał na sobie zapiętą pod samą szyję koszulę i czarne spodnie. Jego włosy tak samo jak zwykle-rozwiane, poplątane i idealne. Przewróciłam oczami kontynuując moją drogę po podjeździe by po chwili zamknąć za sobą drzwi. Jakieś pięć sekund później rozległo się pukanie.
- Czego chcesz? - jęknęłam.
- Po prostu otwórz Alyssa. Proszę. - czułam jakby błagał mnie o to przez dobre parę minut,a to było tylko kilka sekund. Otworzyłam. Patrzył na mnie smutny, przestraszony i z błaganiem wypisanym na twarzy. Te wszystkie uczucia mieszały się w jego krystalicznie czystych, zielonych oczach.
- Wystraszyłam cię w sobotę? O to ci chodziło? - skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej. Czułam, że mój dekolt robi się mokry, ale to tylko moje przeczucia.
- Nie, oczywiście, że nie. - zrobił krok bliżej mnie. Przygryzł wargę marszcząc brwi i przełknął ślinę.
- Byłam tylko twoją partnerką do tańca na jedną noc? Czy uciekłeś, bo masz kogoś kto na ciebie czekał? - znowu poczułam w moich oczach sobotnie łzy. Nie chciałam płakać i nie miałam pojęcia dlaczego to było dla mnie takie ważne. Tak trudno mi z tym było. I chciałam to poznać. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale to po prostu jest. I tyle.
Harry pokręcił głową. Podszedł jeszcze bliżej. Tym razem nieco szybciej i uwięził mnie w kącie pod ścianą.
- Nie. - wyszeptał ochryple. Jego ciało dociskało moje i zanim zdążyłam go od siebie odepchnąć, jego miękkie usta przylgnęły do moich. Ujął moją twarz w swoje duże dłonie, a ja próbowałam go odepchnąć, ale moje ciało nie było w stanie się poruszyć. Moje dłonie odnalazły jego klatkę piersiową, a ja odpowiedziałam. Odpowiedziałam na jego pocałunek.
Przygryzł moją górną wargę i zaczął ją delikatnie ssać. Całował mnie zachłannie i namiętnie. Tak jakby był w potrzebie. Jęknęłam kiedy pchnął mnie bardziej w róg ściany i wplotłam palce w jego kręcone włosy. Jego język odnalazł mój, a ja byłam poza kontrolą. Wiadomo, całowałam się już wcześniej z kolesiem, ale żaden pocałunek nawet w najmniejszym stopniu nie przypominał tego.
- Obiecuję Alyssa. - Harry ciężko dyszał kiedy łapał powietrze do ust - Nie chodziło o ciebie. Musiałem zająć się swoimi własnymi problemami. - pocałował mnie ponownie i jęknął kiedy pociągnęłam jego koszulkę by znalazł się bliżej mnie. Badaliśmy nawzajem swoje jamy ustne robiąc więcej rzeczy jakie można zrobić za pomocą ust i języków. Ugryzł moją dolną wargę kiedy znowu się odsunął by nabrać tchu. Robiłam wiele rzeczy w moim życiu, ale nigdy nie czułam się tak jak teraz. Jego usta na moich.
- Powiesz mi? - zapytałam, dysząc. Skinął głową z lekkim uśmiechem pieszcząc cały czas mój policzek.
- Powiem ci. Kiedyś na pewno, Alyssa. Ale proszę nie myśl o tym więcej, zgoda? - spojrzał na moje usta, a potem znowu w moje oczy. Zmieniły się. Teraz krążyło w nich szczęście, nadzieja i powołanie. Na pewno były pełne nadziei.
- Okej. - skinęłam głową.
Nadal o tym myślałam, ale zaufałam mu. Po tym jednym pocałunku-w sumie to po dwóch-jestem w stanie mu zaufać. Wierzę, że jednego dnia, zrozumiem to wszystko. Wierzę, że jednego dnia zrozumiem tego faceta. Wierzę, że powie mi zanim znowu będę musiała go o to zapytać.
- Okej. - powtórzyłam jeszcze raz.
Okej.
*Scream by Munch KLIK
______________________________________
I jest! Piąty rozdział ;>
Miałam ciarki jak pisałam końcówkę!
Strasznie długo mi szło tłumaczenie tego rozdziału-szkoła. Staram się nie zawalić żadnego przedmiotu w tym roku. W końcu za rok matura lol.
Ciesze się bardzo że już ponad 1,000 wyświetleń bloga, jej! :)
I wiem, że malutko jest stałych czytelników no ale..
PRZECZYTAŁAŚ? SKOMENTUJ. DLA CIEBIE TO SEKUNDA, DLA MNIE WIELKA SATYSFAKCJA
I teraz mam bardzo ważne pytanie do was. Pamiętam jak czytałam pierwsze rozdziały tłumaczenia Hired For Styles. Ale blog zniknął. Nie wiem dlaczego.
Oryginał ma prawie 15 milionów czytań. Co myślicie? Może kiedy zakończy się historia misternego Harrego i Alyssy, warto zabrać się za ten fanfikszyn? Piszcie w komentarzach co myślicie.
Kolejny rozdział najpóźniej we wtorek :)
KOCHAM WAS, @Lady_Debil
Zostawiam was z rozdziałem! Miłej lektury!
wtorek, 24 września 2013
Rozdział 4. - Cucumbers
- Co robisz? - przednia szyba samochodu Harrego powędrowała w dół i mimo że było ciemno, byłam w stanie dostrzec jego wyraźne rysy twarzy. Zaciśnięta szczęka, surowe oczy i poczochrane włosy.
_____________________________________
Ta-daaa! Czwarty rozdział. Co myślicie? :)
Chyba nie miałabym nic przeciwko jakby do mojego domu włamał się taki Harry.
Jeżeli przeczytałaś i chcesz kolejny rozdział - SKOMENTUJ!
Kocham to uczucie, kiedy wchodzę na bloga i widzę nowy komentarz. Banan na ryju gwarantowany <3
Co do piątego rozdziału. Jest on najdłuższy z wszystkich do tej pory (na razie w oryginale rozdziałów jest 13) a ja mam dużo nauki. Troszkę już przetłumaczyłam. Zawaliłam praktykę z geografii dzisiaj, grr ;/
Najpóźniej dodam go w piątek! Uwierzcie, że naprawdę chciałabym wcześniej, ale po prostu nie mam czasu, miśki.
Jeżeli chcecie popisać piszcie na twitterze - KLIK - na pewno wam odpiszę.
Trzymajcie się, słodziaki! xx
- Idę do domu. - odpowiedziałam z łatwością, patrząc na drogę przed sobą. On jechał powoli tuż obok mnie kiedy nadal szłam w dół chodnika. Patrzył na mnie uważnie - A co ty do cholery robisz, jeśli mogę zapytać? - skoro zapytał mnie co robię, ja też miałam do tego prawo.
- Chodzenie po ulicy o tej porze nie jest bezpieczne. - jego ramię opierało się o otwarte okno kiedy nadal wpatrywał się we mnie, a jego czarny samochód powolnie toczył się w dół ulicy.
- Prowadzenie auta w ten sposób nie jest bezpieczne. - rzuciłam w odpowiedzi, przedrzeźniając go. Mały uśmieszek zniknął z jego twarzy gdy pokręcił głową.
- Cóż, to prawda. - potwierdził - Może chociaż pozwolisz mi podwieźć cię do domu?
Spojrzałam na niego zaskoczona, przyspieszyłam kroku i odpowiedziałam na jego prośbę.
- Nie.
Zachichotał ponownie zanim znowu spoważniał. Jego źrenice szybko się poruszały, tak jakby właśnie sobie o czymś przypomniał - Dlaczego nie? - zapytał zaciekawiony.
Moje myśli powędrowały z powrotem do słów Jessici. Nie znałam go. Wszystko co znam, to jego imię i to, że jego oczy miały dziwną kontrolę nade mną.
- Nie znam cię i sądzę, że bezpieczniej będzie wrócić do domu pieszo niż zrobić to z tobą.
- Masz rację. - zaśmiał się cicho z uśmieszkiem na twarzy. - Potrafię być nieco ryzykowny. - zaśmiał się. Nie wiedziałam czy to był sarkazm czy mówił poważnie, ale zdecydowałam kontynuować mój spacer - Twarda jesteś. - stwierdził z przekonaniem. Moja głowa natychmiast odwróciła się w jego stronę. Ten uśmieszek znów powrócił na jego twarz - Lubię wyzwania. - podkreślił.
- Słucham? - zatrzymałam się gwałtownie. Wszystko co robił Harry to uśmiech. Uśmiech skierowany w moją stronę. Duży zarozumiały uśmieszek - Dlaczego to robisz?
- Robię co?
Wzięłam uspokajający oddech na odwagę.
- Rozmawiasz ze mną, śledzisz mnie. Dlaczego ja? - byłam ciekawa jego odpowiedzi. Wiedziałam, że poczułam coś w ciągu tych dwóch tygodni, coś nie do opisania, co ciągnęło mnie w jego stronę. Coś czego nie mogłam zignorować. Ale dlaczego on wykazywał takie interesowanie?
- Cóż, byłem u Matta dopóki nie pojechał po Jessicę i zobaczyłem cię idącą tędy. Wszystko co mogę zrobić to zapewnić ci podwózkę. Jak mówiłem, taka dziewczyna jak ty idąca sama do domu nie jest bezpieczna. - moje wnętrzności wywróciły się do góry nogami i zamknęłam oczy z głębokim westchnięciem. Nie to miałam na myśli. Zignorowałam jego nagłą zmianę tematu i znowu zaczęłam iść.
- Masz zamiar jechać za mną przez całą drogę? - zapytałam nieco podirytowana.
- Oczywiście, że tak. - zawołał ze śmiechem. Jego oczy co chwila przechodziły z drogi na mnie i na odwrót. Kurwa. Zwolniłam i wzdychając ciężko spojrzałam mu w oczy.
- Mój dom jest niedaleko. - nagle znowu byłam tą nieśmiałą dziewczyną. Alyssa, która przed chwilą potrafiła nieźle dogryźć nagle oparła się urokowi jego oczu. Znowu. Uśmiech rozszerzył się na jego twarzy, kiedy obeszłam samochód i usiadłam na miejscu pasażera. Muszę przyznać, że samochód był fajny. Wyposażenie i czarne siedzenia były z czarnej skóry. Wygodnie - Tędy. - powiedziałam nie patrząc na niego i wskazałam palcem przed siebie.
- Tak, proszę pani. - zachichotał.
Patrzyłam na niego z ciekawością. Światło lamp ulicznych padało na jego twarz od czasu do czasu. Miał na sobie obcisłą białą koszulkę i czarne jeansy, które były dość wąskie. Nadawało mu to klasycznego wyglądu. Naprawdę. Jego profil sprawiał, że wyglądał poważnie, kiedy jego wzrok był skoncentrowany jedynie na drodze. Lampy rzucały na niego fale światła, dzięki któremu wyraźnie było widać jego dobrze zarysowane rysy i mięśnie. Jest piękny. Uśmiechnęłam się nieśmiało i spojrzałam w dół na swoje stopy zanim podjęłam się spojrzeć na jego twarz ponownie.
- Coś śmiesznego? - uśmiechnął się i spojrzał na mnie na sekundę, zanim wrócił do prowadzenia auta.
- Nie, nic. - spojrzałam przez swoje okno z uśmiechem, a powietrze było wypełnione niezręczną ciszą. Od tygodni wymienialiśmy między sobą spojrzenia i kontakt wzrokowy, a dzisiaj rozmawialiśmy po raz pierwszy. I zaledwie po kilku godzinach on podwoził mnie do domu. Nie sądzę, że zamierzam powiedzieć o tym Jess. Będzie się tylko martwiła i pytała czy czasem mnie nie zranił.
Harry zakończył niezręczną ciszę - Przychodzisz jutro, prawda? - jego oczy nadal były skupione na drodze przed nami.
- Oczywiście, że tak, jak każdy. - roześmiałam się i spojrzałam na niego szybko by po chwili znowu patrzeć na swoje stopy. Klub organizuje wielkie 'otwarcie sezonu'. Przychodzą wszyscy zawodnicy, trenerzy, sponsorzy. Kapitanowie będą przemawiać.
Zdążyłam złapać uśmiech Harrego w przednim lusterku.
- Nie mogę się doczekać. Dużo dobrego jedzenia i cudownych ludzi. - uśmiechnął się szczerze i spojrzał na mnie wymawiając dwa ostatnie słowa. Boże, jego uśmiech.
Poczułam jak moje policzki się rumienią kiedy ciągle na mnie patrzył i uśmiechał się.
- Tutaj. - wskazałam na duży biały dom po lewej, szczęśliwa ze zmiany tematu. Pospiesznie wyskoczyłam z samochodu - Dzięki za podwózkę. - uśmiechnęłam się szybkim ruchem patrząc w jego oczy i zaczęłam iść w kierunku drzwi, w obawie że będzie chciał wejść do środka!
- Cała przyjemność po mojej stronie! - odpowiedział. Odwróciłam się ponownie i pomachałam do niego zanim wyciągnęłam drżącą ręką klucze z kieszeni i wzięłam się za otwieranie frontowych drzwi. Powoli weszłam do domu szybko zatrzaskując za sobą drzwi i opierając się o nie plecami od wewnętrznej strony.
- Nie możesz się w nim zadłużać! - krzyknęłam do siebie i zakryłam twarz dłońmi. Co on ze mną robi? Rozmawiałam z nim jakieś dziesięć minut temu, a nadal nie mam kontroli nad swoimi własnymi myślami. Jego ciemne włosy, które zawsze tak idealnie odrzuca ze swojego czoła. A te dołeczki, które zdobią jego uśmiech.. Jego boskie ciało i ruchy, które nigdy nie zawodzą. I oczy. Dwoje piekielnie zielonych oczu, które tak łatwo chwytają moje. Tak jakby trzymał je w ciasnym uścisku. Westchnęłam ciężko i wstałam z podłogi. Powinnam wziąć prysznic żeby pozbyć się tych nieproszonych myśli. Zimny i orzeźwiający prysznic.
Spojrzałam złowrogo na swoje odbicie w lustrze. Moje długie brązowe włosy opadały tłumnie na moje ramiona w czasie kiedy starannie je rozczesywałam i wzdychałam głęboko. Moje niebieskie oczy odzwierciedlały uczucia przypominające mi o frustracji, którą budowałam w środku. Jęknęłam głośno, odłożyłam szczotkę z powrotem na szafkę i spojrzałam na siebie raz jeszcze. Byłam blada, zmieszana, ale nie zaprzeczałam temu widokowi. Westchnęłam i wyszłam z łazienki znajdując się w salonie ciężkimi krokami. Mój brzuch niespodziewanie zaburczał, a ja zaczęłam żałować mojej odmowy co do niebiańskiego jedzenia pani Lion. Wzięłam się w garść i powędrowałam prosto do kuchni.
Coś jest nie tak. Ignorując moje przeczucia, szperałam w lodówce szukając czegoś jadalnego i szybkiego. Uśmiechnęłam się, kiedy znalazłam pudełko z resztkami pozostałymi od obiadu. Włożyłam jedzenia do mikrofalówki i odwróciłam się ostrożnie. Coś jest nie tak. Zamilkłam. Ciarki przebiegły po całym moim ciele, a ja wstrzymałam oddech bym mogła wszystko lepiej usłyszeć. Jedyną rzeczą wydającą z siebie dźwięk była mikrofalówka. Ale moje serce zaczęło bić szybciej robiąc parę kroków w przód do salonu. Zapiszczałam głośno na widok jakiejś postaci.
- Naprawdę powinnaś zacząć zamykać drzwi na klucz. - głęboki głos Harrego wydostał się z rogu kanapy. Jego oczy wpatrywały się we mnie, paląc się niebezpiecznie kiedy lustrowały moje ciało. Poczułam się niezręcznie i zacisnęłam ręcznik owinięty wokół mojego ciała. Czułam się naga.
- Co ty tutaj do cholery robisz?! - praktycznie krzyknęłam w jego stronę.
- Cóż, zauważyłem że zapomniałaś zamknąć drzwi. - wskazał na nie na sekundę. Jego ręka opierała się o kolano. Drugą podpierał swoją głowę tak by jego wskazujący palec mógł powoli przesuwać się po jego ustach. Ciągle i ciągle - Ktoś mógłby wejść do środka Alyssa, jacyś niebezpieczni ludzie. - jego wzrok uważnie śledził mój.
- Chorzy ludzie, tacy jak ty! - odpowiedziałam sfrustrowana biorąc ręce z mojego ręcznika by móc wyrazić moje emocje rękami - Może teraz jest czas byś odpowiedział na moje pytanie! - krzyknęłam rozdrażniona.
- Pytanie? - patrzył z głową przechyloną na bok i wzrokiem pełnym zabawy. Powolnie odrzucił z czoła swoje włosy i patrzył na mnie wyczekująco.
- To, od którego tak sprytnie uciekłeś w samochodzie i znajdując jakieś głupie wytłumaczenie. - miałam tego dość. Oczywiście mógł zatrzymać to dla siebie, ale do kurwy on włamał się do mojego domu! Chcę znać odpowiedź.
Jego śmiech wypełnił cały pokój. Wstał z wdziękiem na nogi i podszedł bliżej mnie.
- Nie wiem co, ale jest coś w tobie Alyssa.. - o kurwa. Złapał się za kark kiedy zmarszczył brwi. Mój cały gniew zniknął - Coś w twoich oczach. - podszedł jeszcze bliżej, a ja nie potrafiłam się ruszyć. Nie potrafiłam odwrócić od niego mojego wzroku. Nie potrafiłam wykrztusić słowa z moich zaschniętych ust - Tak jakbym widział je już wcześniej. - wpatrywał się w moje oczy jakby zawzięcie czegoś w nich szukał. Jakiejś wskazówki lub wyjaśnienia. Jego prawa dłoń powoli się uniosła i spotkała mój policzek w delikatnym dotyku, sprawiając że drgnął. Wszystko co mogłam zrobić to patrzeć i czekać na jego następny ruch. Jego usta rozchyliły się przesuwając językiem po jego górnych zębach. Zauważyłam, że robi to bardzo często. Mój oddech był ciężki i modliłam się do Boga, żeby nie wyczuł jak działa na mnie jego dotyk i bliskość. Wiedziałam, że jest w stanie zrobić o wiele więcej. Próbowałam pozbierać moje myśli by móc go powstrzymać. A teraz po prostu chciałam żeby mnie pocałował. Pocałował mocno i namiętnie.
- Chyba powinnaś wyciągnąć jedzenie z mikrofali zanim postawisz dom w płomieniach. - uśmiechnął się. Nadal patrzył w moje wystraszone oczy. Jego wzrok znowu był taki jak zawsze i zawładnął nim moje zmysły. Kurwa, jedzenie.
- Kurwa! - pobiegłam swobodnymi ruchami do kuchni i wyciągnęłam wrzącą potrawę z maszyny do zabijania - Ja pierdole. - jęknęłam i spojrzałam na za bardzo podgrzane jedzenie, które miało być moją kolacją i wyrzuciłam je szybko do śmieci, by okropny zapach nie rozniósł się po całym domu.
- Powinnaś być bardziej ostrożna. - Harry oparł się o framugę drzwi i spojrzał na mnie rozbawionymi oczami.
- Cóż, gdyby nikt mi nie przeszkodził może teraz cieszyłabym się dobrym jedzeniem! - wskazałam na kosz na śmieci, a on wybuchnął głośnym śmiechem. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. To był pierwszy raz kiedy widziałam jego śmiech. Prawdziwy śmiech - Naprawdę jestem taka zabawna?
- Bardzo. - zachichotał i przyłożył dłoń do ust by zapobiec kolejnemu wybuchu śmiechu. - Bardzo łatwo się rozpraszasz. - śmiał się dalej. Westchnęłam patrząc w dół i szybko przyciskając ręcznik bardziej do swojego ciała z ulgą, że żadna część mojego ciała nie została ukazana. Pieprzyć to jedzenie, to wszystko co mogę powiedzieć.
Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej ogórka. To już drugi raz dzisiaj kiedy muszę zadowolić się tym zielonym dildo jako moim jedzeniem. Kurwa.
- Chcesz trochę? - zapytałam Harrego z chichotem i wskazałam na zieloną rzecz w mojej ręce.
- Nie, dziękuję. - zaśmiał się żywo. Fajne uczucie wprawiać go w śmiech i chichot praktycznie co chwilę. Nie robił tego zbyt często.
- Jak chcesz. - roześmiał się i wzięłam dużego gryza ogórka kiedy przepłukałam go pod wodą. Harry kontynuował gapienie się na mnie przy otwartych do kuchni drzwiach z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej oparty o framugę z głową lekko przechyloną na bok. Patrzyłam na niego w milczeniu przeżuwając kawałki ogórka, jego usta powoli się rozchylały. Uśmiechnęłam się dziko mając przed sobą obrazek jego myśli. Powolnie odgryzłam kolejny kawałek ogórka i przeżuwałam go powoli patrząc na niego figlarnie i czekając na jego reakcję. Przełknął ślinę i zamrugał oczami parę razy zanim potrząsnął głową by się opamiętać. Prawie jęknęłam kiedy uświadomiłam sobie do czego właśnie doprowadziłam, ale zaśmiałam się cicho. Przygryzł mocno swoją dolną wargę i pokręcił głową. Kurwa.
- Powinienem już iść. - skończył szybko - Zobaczymy się jutro. - obrócił się z determinacją i ruszył w stronę frontowych drzwi.
- Idziesz? - zapytałam. Już?
Odwrócił się z uśmiechem - Tak. Właściwie to nie dałaś mi pozwolenia bym przyszedł i został tutaj. - zaśmiał się. Spoglądałam na niego kiedy otwierał drzwi swoim długim ramieniem - Teraz są zamknięte. Nie chcemy więcej nieproszonych gości, prawda? - i z tymi słowami wyszedł zostawiając za sobą zamknięte drzwi.
Przekręciłam zamek w drzwiach oddychając głęboko z uśmiechem przyklejonym do mojej twarzy na myśl o jego ostatnich słowach. Tak, on jest tajemnicą! Zgodziłam się ze sobą. Te wszystkie inne spojrzenia i jego nastroje były dla mnie powodem frustracji. On był powodem moich frustracji. Westchnęłam i przeleciałam myślami przez dzisiejsze wydarzenia. Nie mogłam w to uwierzyć. Na pewno nie powiem o tym Jess. Dostałaby szału gdybym próbowała wyjaśnić jej, że włamał się do mojego domu albo po prostu do niego wszedł-to naprawdę nie było trudne. Jego słowa i oczy cały czas były w mojej głowie. Jego boskie ruchy i ciało. Jego dotyk. Panie Boże, pomóż mi!
Wszystko czego teraz chcę to długi, długi, dłuuugi piękny sen co najmniej przez dwanaście godzin. Nie sądziłam, że będę taka wykończona. A wszystko przez frustrującego i boskiego faceta.
- Oczywiście, że tak, jak każdy. - roześmiałam się i spojrzałam na niego szybko by po chwili znowu patrzeć na swoje stopy. Klub organizuje wielkie 'otwarcie sezonu'. Przychodzą wszyscy zawodnicy, trenerzy, sponsorzy. Kapitanowie będą przemawiać.
Zdążyłam złapać uśmiech Harrego w przednim lusterku.
- Nie mogę się doczekać. Dużo dobrego jedzenia i cudownych ludzi. - uśmiechnął się szczerze i spojrzał na mnie wymawiając dwa ostatnie słowa. Boże, jego uśmiech.
Poczułam jak moje policzki się rumienią kiedy ciągle na mnie patrzył i uśmiechał się.
- Tutaj. - wskazałam na duży biały dom po lewej, szczęśliwa ze zmiany tematu. Pospiesznie wyskoczyłam z samochodu - Dzięki za podwózkę. - uśmiechnęłam się szybkim ruchem patrząc w jego oczy i zaczęłam iść w kierunku drzwi, w obawie że będzie chciał wejść do środka!
- Cała przyjemność po mojej stronie! - odpowiedział. Odwróciłam się ponownie i pomachałam do niego zanim wyciągnęłam drżącą ręką klucze z kieszeni i wzięłam się za otwieranie frontowych drzwi. Powoli weszłam do domu szybko zatrzaskując za sobą drzwi i opierając się o nie plecami od wewnętrznej strony.
- Nie możesz się w nim zadłużać! - krzyknęłam do siebie i zakryłam twarz dłońmi. Co on ze mną robi? Rozmawiałam z nim jakieś dziesięć minut temu, a nadal nie mam kontroli nad swoimi własnymi myślami. Jego ciemne włosy, które zawsze tak idealnie odrzuca ze swojego czoła. A te dołeczki, które zdobią jego uśmiech.. Jego boskie ciało i ruchy, które nigdy nie zawodzą. I oczy. Dwoje piekielnie zielonych oczu, które tak łatwo chwytają moje. Tak jakby trzymał je w ciasnym uścisku. Westchnęłam ciężko i wstałam z podłogi. Powinnam wziąć prysznic żeby pozbyć się tych nieproszonych myśli. Zimny i orzeźwiający prysznic.
Spojrzałam złowrogo na swoje odbicie w lustrze. Moje długie brązowe włosy opadały tłumnie na moje ramiona w czasie kiedy starannie je rozczesywałam i wzdychałam głęboko. Moje niebieskie oczy odzwierciedlały uczucia przypominające mi o frustracji, którą budowałam w środku. Jęknęłam głośno, odłożyłam szczotkę z powrotem na szafkę i spojrzałam na siebie raz jeszcze. Byłam blada, zmieszana, ale nie zaprzeczałam temu widokowi. Westchnęłam i wyszłam z łazienki znajdując się w salonie ciężkimi krokami. Mój brzuch niespodziewanie zaburczał, a ja zaczęłam żałować mojej odmowy co do niebiańskiego jedzenia pani Lion. Wzięłam się w garść i powędrowałam prosto do kuchni.
Coś jest nie tak. Ignorując moje przeczucia, szperałam w lodówce szukając czegoś jadalnego i szybkiego. Uśmiechnęłam się, kiedy znalazłam pudełko z resztkami pozostałymi od obiadu. Włożyłam jedzenia do mikrofalówki i odwróciłam się ostrożnie. Coś jest nie tak. Zamilkłam. Ciarki przebiegły po całym moim ciele, a ja wstrzymałam oddech bym mogła wszystko lepiej usłyszeć. Jedyną rzeczą wydającą z siebie dźwięk była mikrofalówka. Ale moje serce zaczęło bić szybciej robiąc parę kroków w przód do salonu. Zapiszczałam głośno na widok jakiejś postaci.
- Naprawdę powinnaś zacząć zamykać drzwi na klucz. - głęboki głos Harrego wydostał się z rogu kanapy. Jego oczy wpatrywały się we mnie, paląc się niebezpiecznie kiedy lustrowały moje ciało. Poczułam się niezręcznie i zacisnęłam ręcznik owinięty wokół mojego ciała. Czułam się naga.
- Co ty tutaj do cholery robisz?! - praktycznie krzyknęłam w jego stronę.
- Cóż, zauważyłem że zapomniałaś zamknąć drzwi. - wskazał na nie na sekundę. Jego ręka opierała się o kolano. Drugą podpierał swoją głowę tak by jego wskazujący palec mógł powoli przesuwać się po jego ustach. Ciągle i ciągle - Ktoś mógłby wejść do środka Alyssa, jacyś niebezpieczni ludzie. - jego wzrok uważnie śledził mój.
- Chorzy ludzie, tacy jak ty! - odpowiedziałam sfrustrowana biorąc ręce z mojego ręcznika by móc wyrazić moje emocje rękami - Może teraz jest czas byś odpowiedział na moje pytanie! - krzyknęłam rozdrażniona.
- Pytanie? - patrzył z głową przechyloną na bok i wzrokiem pełnym zabawy. Powolnie odrzucił z czoła swoje włosy i patrzył na mnie wyczekująco.
- To, od którego tak sprytnie uciekłeś w samochodzie i znajdując jakieś głupie wytłumaczenie. - miałam tego dość. Oczywiście mógł zatrzymać to dla siebie, ale do kurwy on włamał się do mojego domu! Chcę znać odpowiedź.
Jego śmiech wypełnił cały pokój. Wstał z wdziękiem na nogi i podszedł bliżej mnie.
- Nie wiem co, ale jest coś w tobie Alyssa.. - o kurwa. Złapał się za kark kiedy zmarszczył brwi. Mój cały gniew zniknął - Coś w twoich oczach. - podszedł jeszcze bliżej, a ja nie potrafiłam się ruszyć. Nie potrafiłam odwrócić od niego mojego wzroku. Nie potrafiłam wykrztusić słowa z moich zaschniętych ust - Tak jakbym widział je już wcześniej. - wpatrywał się w moje oczy jakby zawzięcie czegoś w nich szukał. Jakiejś wskazówki lub wyjaśnienia. Jego prawa dłoń powoli się uniosła i spotkała mój policzek w delikatnym dotyku, sprawiając że drgnął. Wszystko co mogłam zrobić to patrzeć i czekać na jego następny ruch. Jego usta rozchyliły się przesuwając językiem po jego górnych zębach. Zauważyłam, że robi to bardzo często. Mój oddech był ciężki i modliłam się do Boga, żeby nie wyczuł jak działa na mnie jego dotyk i bliskość. Wiedziałam, że jest w stanie zrobić o wiele więcej. Próbowałam pozbierać moje myśli by móc go powstrzymać. A teraz po prostu chciałam żeby mnie pocałował. Pocałował mocno i namiętnie.
- Chyba powinnaś wyciągnąć jedzenie z mikrofali zanim postawisz dom w płomieniach. - uśmiechnął się. Nadal patrzył w moje wystraszone oczy. Jego wzrok znowu był taki jak zawsze i zawładnął nim moje zmysły. Kurwa, jedzenie.
- Kurwa! - pobiegłam swobodnymi ruchami do kuchni i wyciągnęłam wrzącą potrawę z maszyny do zabijania - Ja pierdole. - jęknęłam i spojrzałam na za bardzo podgrzane jedzenie, które miało być moją kolacją i wyrzuciłam je szybko do śmieci, by okropny zapach nie rozniósł się po całym domu.
- Powinnaś być bardziej ostrożna. - Harry oparł się o framugę drzwi i spojrzał na mnie rozbawionymi oczami.
- Cóż, gdyby nikt mi nie przeszkodził może teraz cieszyłabym się dobrym jedzeniem! - wskazałam na kosz na śmieci, a on wybuchnął głośnym śmiechem. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. To był pierwszy raz kiedy widziałam jego śmiech. Prawdziwy śmiech - Naprawdę jestem taka zabawna?
- Bardzo. - zachichotał i przyłożył dłoń do ust by zapobiec kolejnemu wybuchu śmiechu. - Bardzo łatwo się rozpraszasz. - śmiał się dalej. Westchnęłam patrząc w dół i szybko przyciskając ręcznik bardziej do swojego ciała z ulgą, że żadna część mojego ciała nie została ukazana. Pieprzyć to jedzenie, to wszystko co mogę powiedzieć.
Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej ogórka. To już drugi raz dzisiaj kiedy muszę zadowolić się tym zielonym dildo jako moim jedzeniem. Kurwa.
- Chcesz trochę? - zapytałam Harrego z chichotem i wskazałam na zieloną rzecz w mojej ręce.
- Nie, dziękuję. - zaśmiał się żywo. Fajne uczucie wprawiać go w śmiech i chichot praktycznie co chwilę. Nie robił tego zbyt często.
- Jak chcesz. - roześmiał się i wzięłam dużego gryza ogórka kiedy przepłukałam go pod wodą. Harry kontynuował gapienie się na mnie przy otwartych do kuchni drzwiach z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej oparty o framugę z głową lekko przechyloną na bok. Patrzyłam na niego w milczeniu przeżuwając kawałki ogórka, jego usta powoli się rozchylały. Uśmiechnęłam się dziko mając przed sobą obrazek jego myśli. Powolnie odgryzłam kolejny kawałek ogórka i przeżuwałam go powoli patrząc na niego figlarnie i czekając na jego reakcję. Przełknął ślinę i zamrugał oczami parę razy zanim potrząsnął głową by się opamiętać. Prawie jęknęłam kiedy uświadomiłam sobie do czego właśnie doprowadziłam, ale zaśmiałam się cicho. Przygryzł mocno swoją dolną wargę i pokręcił głową. Kurwa.
- Powinienem już iść. - skończył szybko - Zobaczymy się jutro. - obrócił się z determinacją i ruszył w stronę frontowych drzwi.
- Idziesz? - zapytałam. Już?
Odwrócił się z uśmiechem - Tak. Właściwie to nie dałaś mi pozwolenia bym przyszedł i został tutaj. - zaśmiał się. Spoglądałam na niego kiedy otwierał drzwi swoim długim ramieniem - Teraz są zamknięte. Nie chcemy więcej nieproszonych gości, prawda? - i z tymi słowami wyszedł zostawiając za sobą zamknięte drzwi.
Przekręciłam zamek w drzwiach oddychając głęboko z uśmiechem przyklejonym do mojej twarzy na myśl o jego ostatnich słowach. Tak, on jest tajemnicą! Zgodziłam się ze sobą. Te wszystkie inne spojrzenia i jego nastroje były dla mnie powodem frustracji. On był powodem moich frustracji. Westchnęłam i przeleciałam myślami przez dzisiejsze wydarzenia. Nie mogłam w to uwierzyć. Na pewno nie powiem o tym Jess. Dostałaby szału gdybym próbowała wyjaśnić jej, że włamał się do mojego domu albo po prostu do niego wszedł-to naprawdę nie było trudne. Jego słowa i oczy cały czas były w mojej głowie. Jego boskie ruchy i ciało. Jego dotyk. Panie Boże, pomóż mi!
Wszystko czego teraz chcę to długi, długi, dłuuugi piękny sen co najmniej przez dwanaście godzin. Nie sądziłam, że będę taka wykończona. A wszystko przez frustrującego i boskiego faceta.
_____________________________________
Ta-daaa! Czwarty rozdział. Co myślicie? :)
Chyba nie miałabym nic przeciwko jakby do mojego domu włamał się taki Harry.
Jeżeli przeczytałaś i chcesz kolejny rozdział - SKOMENTUJ!
Kocham to uczucie, kiedy wchodzę na bloga i widzę nowy komentarz. Banan na ryju gwarantowany <3
Co do piątego rozdziału. Jest on najdłuższy z wszystkich do tej pory (na razie w oryginale rozdziałów jest 13) a ja mam dużo nauki. Troszkę już przetłumaczyłam. Zawaliłam praktykę z geografii dzisiaj, grr ;/
Najpóźniej dodam go w piątek! Uwierzcie, że naprawdę chciałabym wcześniej, ale po prostu nie mam czasu, miśki.
Jeżeli chcecie popisać piszcie na twitterze - KLIK - na pewno wam odpiszę.
Trzymajcie się, słodziaki! xx
niedziela, 22 września 2013
Rozdział 3. - Captain's, perfect match
ti- Zgadnij kto zaprosił mnie na randkę! - Jess zapiszczała do mojego ucha. Podskoczyłam z zaskoczenia i prawie udławiłam się swoim jedzeniem.
- Kto? - zapytałam kaszląc i próbując przełknąć kanapkę z szynką i serem.
Dziewczyna jęknęła - Matt, helloł! Tak, Matthew. Tak, Matthew Connel! Ten z moich najskrytszych fantazji. Jest kapitanem drużyny tak jak ja! - ton jej głosu podwyższał się i podwyższał z każdym kolejnym słowem a ja nie mogłam jej pomóc śmiejąc się, że jej emocje wzięły górę.
- Jesteście dla siebie stworzeni. - mrugnęłam znacząco i kontynuowałam jedzenie. Jess skinęła pospiesznie głową, a na jej twarzy pojawił się uśmiech jeszcze większy niż zwykle-jeżeli to w ogóle było możliwe.
- I zgadnij kto pomoże mi ze strojem na randkę. - spojrzałam na nią znad mojej książki.
- Ja? - zapytałam z pełnymi ustami. Ponownie skinęła głową, jednak zanim ponownie zaczęła energicznie kiwać głową, próbowałam ją uspokoić - Cudownie. Cieszę się razem z tobą. Minęły już chyba z trzy lata, co?
Usiadła naprzeciw mnie i w końcu zaczęła spokojnie oddychać - Trzy długie lata podziwiania i nieznaczących rozmów.
- Czyli jesteś teraz gotowa na małe bow-chicka-chicka-wow-wow! - zaśmiałam się głośno i zaprezentowałam rękami krótki taniec, ale przestałam kiedy Jessica uderzyła mnie w ramię z uśmiechem na twarzy.
- Jesteś aż taka pewna? - zachichotała - Sądzę, że Harry na pewno jest gotowy na małe bow-chicka-wow-wow z Tobą! - powiedziała przez śmiech. Rozejrzałam się szybko wokół mnie, ale to tylko sprawiło że śmiech Jess stał się jeszcze głośniejszy. Nie było go tutaj.
- Pierdol się. - burknęłam ponuro i wróciłam do jedzenia i czytania.
- Oh, nie bądź dzieckiem skarbie. - zażartowała - po prostu się z tobą drażnię. I wiesz co z tobą zrobie, jeżeli zaczniesz angażować się w coś z tym gościem. - zmrużyła oczy i powiedziała z dominacją w głosie - On jest tylko problemowym dzieciakiem. - kontynuowała jej gierkę ze śmiechem na końcu. Westchnęłam głośno i przewróciłam oczami - Będę czekać na ciebie przed szkołą po lekcjach, jedziesz ze mną prosto do domu. - uśmiechnęła się i wstała - Jest piątek i mamy dużo rzeczy do zrobienia. - powiedziała wyraźnie z naciskiem na dużo.
- Narka! - pomachałam do niej z oczami przyklejonymi do mojej książki. Ten temat historii naturalnej był bardzo ciężki i trudny. Musiałam się upewnić, że umiem to wszystko i to perfekcyjnie.
Kiedy zadzwonił dzwonek pozbierałam swoje książki z uśmiechem na twarzy. Motylki w moim brzuchu kłębiły się niesamowicie. Dlaczego? Codziennie idąc wzdłuż holu do drzwi wyjściowych moje ciało odmawiało posłuszeństwa. Nie robiło nic innego oprócz szukania pary zielonych oczu z tymi ciemnymi kręconymi włosami przede mną. Dobrze wiedział, że na niego patrzę. Wyszłam zza rogu i oderwałam wzrok od moich stóp. Mój uśmiech szybko zgasł. Zauważyłam go. Z dziewczyną. Miałam ochotę zwrócić wszystko co zjadłam na śniadanie. Dziewczyna stała nad nim chichocząc i dotykając jego ramienia drogą flirtu. Uśmiechał się-ahh-i także głupio się chichotał kiedy z nim rozmawiała. Dałabym się do kurwy nędzy zabić by dowiedzieć się co ona mu takiego mówi, że na jego twarzy widniał aż taki uśmiech. W jednej chwili złapał moje spojrzenie i momentalnie znowu obojętność pojawiła się na jego twarzy. Tylko na sekundę, bo po chwili odwrócił się z powrotem do tamtej dziwki-przepraszam za słownictwo.
Ciche jęknięcie wydobyło się z moich ust kiedy odetchnęłam ciężko i otwierałam moją szafkę cyferka po cyferce trudnymi ruchami. 7-1-0-5. I otwarła się skrzypiąc przy okazji.
Jestem głupia. Po prostu kurwa głupia. Głupia, że chociaż przez chwilę pomyślałam, że może mnie lubi. Jakoś. W jakiś inny sposób. Jęknęłam ponownie i wrzuciłam książki z powrotem do szafki. Głupia. Przecież Jess wyraźnie mi powiedziała-najlepszy i poza zasięgiem. Czy jest możliwe być bardziej głupim ode mnie? Głupia! Te spojrzenia.. to znaczy one były ponure. To nie było tak, że uśmiechał się kiedy go mijałam. Po prostu gapił się na mnie obojętnie bez żadnych emocji, tak jak zwierze, które nie może nic zrobić. Głupia Alyssa! Poklepałam się w myślach po plecach.
- Nie myślałem, że jesteś typem zazdrośnicy. - O kurwa. Zamarłam w bezruchu. Spojrzałam w dół i zobaczyłam dwie stopy za moją szafką.
Szybko zamknęłam szafkę-trochę za szybko-i moje oczy rozszerzyły się kiedy spotkałam jego tęczówki. Zielone i błyszczące - Ee, przepraszam? - wychrypiałam.
Oparł się o moją szafkę, co sprowadziło mnie na chwilę na ziemię. Zaśmiał się gardłowo w chwili kiedy na jego twarzy pojawił się ten cholerny uśmiech. Kurwa.
- Jestem Harry. - powiedział powoli i wyciągnął rękę w moją stronę
Moje oczy skanowały jego rękę, od palców po samo ramię, zanim znowu spotkałam się z tymi dwoma zielonymi kryształkami. Był bardzo dobrze zbudowany i nie trudno było to zauważyć. I jego duże dłonie i długie palce. Z wahaniem przyjęłam gest jego ręki, jego twarz pociemniała na mój dotyk, ale tylko na sekundę. I to dziwne uczucie w moim brzuchu. Coś innego, ukrytego i nieznanego przeze mnie.
- Jestem Alyssa. - powiedziałam z małym uśmiechem, nadal trzymając jego rękę. Moje oczy utonęły w jego. Znowu. Te oczy, które prześladowały mnie każdego dnia i każdej nocy przez dwa ostatnie tygodnie, odkąd pierwszy raz napotkałam jego wzrok. Byłam zagubiona.
Na jego twarzy znów można było zauważyć uśmieszek - Tak, wiem. - powiedział śmiejąc się pod nosem.
- Wiesz?
W końcu puściłam jego rękę, a on odsunął się od mojej szafki, robiąc krok bliżej mnie. Od razu poczułam jak moje serce wali jak oszalałe.
- Tak, wiem. - powtórzył z humorem w jego głosie. Zrobił kolejny krok ku mnie i oparł swoje ręce o szafki po obu stronach mojej głowy - Widzisz Alyssa.. - spauzował na chwilę i spojrzał mi w oczy bym poświęciła mu całą swoją uwagę - Kiedy chce coś bardzo mocno, zazwyczaj robię wszystko by to dostało się w moje ręce. - powiedział powoli i wyraźnie.
O cholera. Zagubiłam się w myślach, ale moje oczy nie opuściły jego zielonych. Tak bardzo jak byłam niepewna jego słów, tak bardzo nie chciałam odwrócić swojego wzroku od jego tęczówek. Zarozumiały uśmieszek wkradł się na jego usta kiedy przejechał końcem swojego języka po swoich górnych zębach.
- Ale jeżeli chodzi o ciebie - oddychał ciężko - ostatnio wszyscy krzyczeli twoje imię na linii bocznej boiska. - zachichotał. Uśmiechnęłam się nieco bardziej niż do tej pory i jego oczy natychmiast się rozjaśniły - Bardzo dobrze grałaś.
- Dziękuję. - zaczerwieniłam się - Tak samo ty.
- Więc też się na mnie patrzyłaś. - zachichotał żywo. Nie wiedziałam co powiedzieć, ale wiedziałam, że moja zaczerwieniona jak pomidor twarz mówiła sama za siebie.
Przygryzłam wargę kiedy stał tutaj z uśmiechem wartym milion dolców w seksownej pozie tuż przede mną.
- Mam nadzieję, że zobaczę cię niebawem. - powiedział, a ja uśmiechnęłam się nieco pewniej kierując się ku wyjściu ze szkoły.
- Oh tak, zobaczysz. - obróciłam się by zobaczyć teraz już znajomy uśmieszek i jego oczy, które lustrowały moje ciało zanim powoli się odwrócił i poszedł w przeciwną stronę.
Okurwajapierdolekurwamać. Podskakiwałam i piszczałam idąc przez parking prosto do Jess-odzwierciedlała moje działania i wybuchłam śmiechem. - Zgadnij co! - krzyknęłam i oparłam się o jej różowego garbusa.
- Harry i ty mieliście małe bow-chicka-wow-wow w bibliotece? - zaśmiała się ponownie.
- Nie! - nie mogłam przestać się śmiać - Rozmawiał ze mną!
- On rozmawiał z tobą, czy raczej ty z nim? - zapytała krzyżując swoje ramiona na wysokości klatki piersiowej.
- Cóż, i to i to-ale to on podszedł do mnie i zaczął rozmowę. - uśmiechnęłam się z dumą.
Jess jęknęła i przyłożyła rękę do swoich ust czyniąc tą całą sytuację bardziej dramatyczną.
- Więc.. co powiedział? - skłoniła się do wydukania paru słów - O czym rozmawialiście? - jej oczy były szeroko otwarte tak samo jak i usta, na których widniał uśmiech.
- Uhm, no ten. Przedstawił się, no i ja też. I skończyliśmy to krótkim 'mam nadzieję, że niebawem się zobaczymy'.
Znowu jęknęła i zaciągnęła mnie do środka swojego auta.
- Nie mogę w to uwierzyć. - powiedziała zdumiona - Harry Styles uważa, że jesteś gorąca! Ale proszę, bądź ostrożna. Nie wiem czy mogę mu zaufać. On nadal jest Mystery Guy. - powiedziała z troską w swoim głosie.
- Wiem, wiem. - uśmiechałam się, nie mogłam pozbyć się tego głupiego uśmieszku ze swojej twarzy - Jeżeli blondi się o tym dowie, będę miała kłopoty. - podniosłam swoje ręce w geście obrony i zaśmiałam się tak samo jak Jessica, która włożyła kluczyk do stacyjki i odpaliła silnik swojego aż za różowego małego autka.
- A co sądzisz o tym? - to była już chyba setna sukienka jaką Jess przymierzała.
- Jess, wyglądasz cudownie w każdej z nich. A ta pasuje do ciebie idealnie. - powiedziałam szczerze podczas jedzenia ogórka. Ale ona znowu nie zgodziła się z moimi słowami i rzuciła sukienkę na stos leżących obok ciuchów - Wiem, że się denerwujesz. Ale naprawdę, nie powinnaś.
- Powiedziała bow-chicka-wow-wow girl. - stwierdziła z uniesionymi brwiami i zestresowana rozejrzała się po swoim pokoju.
Zaśmiałam się.
- Kiedy on po ciebie przyjeżdża? - siedem palców zostało pokazanych mi tuż przed moją twarzą, kiedy Jess ponownie wróciła do swojej jaskini z ciuchami. Poszukiwania idealnego ubrania trwały.
- Tutaj! - podskoczyłam na moim siedzeniu na krzyk dochodzący z wnętrza szafy - Tak! To ta! - i ze słabo oświetlonej szafy wyłoniła się wspaniała Jessica-jak zawsze. Miała na sobie obcisłą doskonale dopasowaną sukienkę, która kończyła się w połowie uda, z ramiączkami krzyżującymi się z tyłu - No i założę jeszcze to. - dodała i wrzuciła na siebie jeansową kurtkę.
Podniosłam moje oba kciuki do góry i uśmiechnęłam się szeroko.
- Bingo! - faktycznie, wyglądała przepięknie.
- Włosy i makijaż gotowe. Na ciebie już czas, twoja randka czeka. - popchnęłam Jessicę w dół schodów starając się bym nie musiała robić tego ponownie.
- Nie mogę tego zrobić, Alyssa. - jęknęła.
- Tak. - pociągnęłam ją za ramię - Możesz. - trzymałam ją przy ścianie i otworzyłam drzwi nogą - Masz wybór. Możesz wyjść przez te drzwi i wyglądać dobrze lub mogę cię tam wypchnąć tak, że upadniesz na twarz. Tuż przed swoim ukochanym.
Jęknęła.
- Dobra, dobra. - wzięła głęboki oddech i wyprostowała się zanim zeszła wzdłuż podjazdu do odpalonego samochodu. Dobrze ubrany Matt wyszedł z auta i otworzył jej drzwi od strony pasażera.
- Bawcie się dobrze! - krzyknęłam machając do przyjaciółki. Szybko mi odmachała zanim weszła do samochodu z uśmiechem na twarzy. Poszłam do kuchni, kiedy samochód odjechał spod domu Jess i znalazłam panią Lions-mamę Jessici. Była zajęta robieniem jedzenia.
- To ja idę do domu, pani Lions.
- Oh, Alyssa. Już wychodzisz? - zapytała mnie przez ramię nie zaprzestając swoich czynności - Jesteś pewna, że nie chcesz najpierw czegoś przekąsić?
- Nie, dziękuję. - uśmiechnęłam się ciepło - Muszę już iść. Jess jest już w drodze do miasta. - uśmiechnęłam się.
Pani Lions zaśmiała się miło.
- No tak, ona nie przestaje gadać o tym całym Matthew. - uśmiechnęła się.
- Oh, proszę mi uwierzyć. Jest wiele innych rzeczy poza nim. - zaśmiałam się, rzuciłam ostatnie słowa na pożegnanie i ruszyłam w drogę do swojego dużego domu.
Na zewnątrz było chłodno. W sumie nic dziwnego. Zapięłam zamek od mojej kurtki i zaczęłam iść wzdłuż chodników. Harry. Nie mogłam myśleć o nikim i niczym innym. Widzieć ten jego uśmiech, stojąc przed nim i wyobrażając sobie że był on na jego twarzy ze względu na mnie. Uśmieszek sam malował się na mojej twarzy i nie mogłam nic z tym zrobić. Ale i tak on nadal jest twardym orzechem do zgryzienia. Tak jakby mówił do mnie jakimś szyfrem albo.. Nie wiem. Może on po prostu nie jest pewny co do mnie. To było dziwne, wręcz surrealistyczne. Kiedy nasze oczy spotykały się, droga do nich była zablokowana. Jakby właśnie tak miało być.
Warczenie jakiegoś silnika samochodowego sprowadziło mnie na ziemię. Cofnęłam się odruchowo parę kroków i podniosłam głowę by zaraz spojrzeć na parę wpatrzonych prosto we mnie zielonych oczu, o których tak zawzięcie myślałam.
Harry.
___________________________
No dobra, to jest rozdział trzeci. Dostałam komentarze i tweety żebym dodała dzisiaj więc jest! huehue
Poznajcie moją dobroć <3 W końcu zaczyna się dziać co nie? ;>
Następny rozdział dodam we wtorek/środę zobaczę jak się sprawy potoczą. A zapewniam, że będzie się działo.
No i przypominam o komentowaniu wpisu, bo bardzo zależy mi na szczerej opinii słoneczka no i każdy kolejny komentarz mnie uszczęśliwia :) xx
A tymczasem odsyłam was na nowe tłumaczenie mojej przyjaciółki - KLIK
Harry jest cudowny, co nieeee? <3
no to do kiedyś, @Lady_Debil
- Kto? - zapytałam kaszląc i próbując przełknąć kanapkę z szynką i serem.
Dziewczyna jęknęła - Matt, helloł! Tak, Matthew. Tak, Matthew Connel! Ten z moich najskrytszych fantazji. Jest kapitanem drużyny tak jak ja! - ton jej głosu podwyższał się i podwyższał z każdym kolejnym słowem a ja nie mogłam jej pomóc śmiejąc się, że jej emocje wzięły górę.
- Jesteście dla siebie stworzeni. - mrugnęłam znacząco i kontynuowałam jedzenie. Jess skinęła pospiesznie głową, a na jej twarzy pojawił się uśmiech jeszcze większy niż zwykle-jeżeli to w ogóle było możliwe.
- I zgadnij kto pomoże mi ze strojem na randkę. - spojrzałam na nią znad mojej książki.
- Ja? - zapytałam z pełnymi ustami. Ponownie skinęła głową, jednak zanim ponownie zaczęła energicznie kiwać głową, próbowałam ją uspokoić - Cudownie. Cieszę się razem z tobą. Minęły już chyba z trzy lata, co?
Usiadła naprzeciw mnie i w końcu zaczęła spokojnie oddychać - Trzy długie lata podziwiania i nieznaczących rozmów.
- Czyli jesteś teraz gotowa na małe bow-chicka-chicka-wow-wow! - zaśmiałam się głośno i zaprezentowałam rękami krótki taniec, ale przestałam kiedy Jessica uderzyła mnie w ramię z uśmiechem na twarzy.
- Jesteś aż taka pewna? - zachichotała - Sądzę, że Harry na pewno jest gotowy na małe bow-chicka-wow-wow z Tobą! - powiedziała przez śmiech. Rozejrzałam się szybko wokół mnie, ale to tylko sprawiło że śmiech Jess stał się jeszcze głośniejszy. Nie było go tutaj.
- Pierdol się. - burknęłam ponuro i wróciłam do jedzenia i czytania.
- Oh, nie bądź dzieckiem skarbie. - zażartowała - po prostu się z tobą drażnię. I wiesz co z tobą zrobie, jeżeli zaczniesz angażować się w coś z tym gościem. - zmrużyła oczy i powiedziała z dominacją w głosie - On jest tylko problemowym dzieciakiem. - kontynuowała jej gierkę ze śmiechem na końcu. Westchnęłam głośno i przewróciłam oczami - Będę czekać na ciebie przed szkołą po lekcjach, jedziesz ze mną prosto do domu. - uśmiechnęła się i wstała - Jest piątek i mamy dużo rzeczy do zrobienia. - powiedziała wyraźnie z naciskiem na dużo.
- Narka! - pomachałam do niej z oczami przyklejonymi do mojej książki. Ten temat historii naturalnej był bardzo ciężki i trudny. Musiałam się upewnić, że umiem to wszystko i to perfekcyjnie.
Kiedy zadzwonił dzwonek pozbierałam swoje książki z uśmiechem na twarzy. Motylki w moim brzuchu kłębiły się niesamowicie. Dlaczego? Codziennie idąc wzdłuż holu do drzwi wyjściowych moje ciało odmawiało posłuszeństwa. Nie robiło nic innego oprócz szukania pary zielonych oczu z tymi ciemnymi kręconymi włosami przede mną. Dobrze wiedział, że na niego patrzę. Wyszłam zza rogu i oderwałam wzrok od moich stóp. Mój uśmiech szybko zgasł. Zauważyłam go. Z dziewczyną. Miałam ochotę zwrócić wszystko co zjadłam na śniadanie. Dziewczyna stała nad nim chichocząc i dotykając jego ramienia drogą flirtu. Uśmiechał się-ahh-i także głupio się chichotał kiedy z nim rozmawiała. Dałabym się do kurwy nędzy zabić by dowiedzieć się co ona mu takiego mówi, że na jego twarzy widniał aż taki uśmiech. W jednej chwili złapał moje spojrzenie i momentalnie znowu obojętność pojawiła się na jego twarzy. Tylko na sekundę, bo po chwili odwrócił się z powrotem do tamtej dziwki-przepraszam za słownictwo.
Ciche jęknięcie wydobyło się z moich ust kiedy odetchnęłam ciężko i otwierałam moją szafkę cyferka po cyferce trudnymi ruchami. 7-1-0-5. I otwarła się skrzypiąc przy okazji.
Jestem głupia. Po prostu kurwa głupia. Głupia, że chociaż przez chwilę pomyślałam, że może mnie lubi. Jakoś. W jakiś inny sposób. Jęknęłam ponownie i wrzuciłam książki z powrotem do szafki. Głupia. Przecież Jess wyraźnie mi powiedziała-najlepszy i poza zasięgiem. Czy jest możliwe być bardziej głupim ode mnie? Głupia! Te spojrzenia.. to znaczy one były ponure. To nie było tak, że uśmiechał się kiedy go mijałam. Po prostu gapił się na mnie obojętnie bez żadnych emocji, tak jak zwierze, które nie może nic zrobić. Głupia Alyssa! Poklepałam się w myślach po plecach.
- Nie myślałem, że jesteś typem zazdrośnicy. - O kurwa. Zamarłam w bezruchu. Spojrzałam w dół i zobaczyłam dwie stopy za moją szafką.
Szybko zamknęłam szafkę-trochę za szybko-i moje oczy rozszerzyły się kiedy spotkałam jego tęczówki. Zielone i błyszczące - Ee, przepraszam? - wychrypiałam.
Oparł się o moją szafkę, co sprowadziło mnie na chwilę na ziemię. Zaśmiał się gardłowo w chwili kiedy na jego twarzy pojawił się ten cholerny uśmiech. Kurwa.
- Jestem Harry. - powiedział powoli i wyciągnął rękę w moją stronę
Moje oczy skanowały jego rękę, od palców po samo ramię, zanim znowu spotkałam się z tymi dwoma zielonymi kryształkami. Był bardzo dobrze zbudowany i nie trudno było to zauważyć. I jego duże dłonie i długie palce. Z wahaniem przyjęłam gest jego ręki, jego twarz pociemniała na mój dotyk, ale tylko na sekundę. I to dziwne uczucie w moim brzuchu. Coś innego, ukrytego i nieznanego przeze mnie.
- Jestem Alyssa. - powiedziałam z małym uśmiechem, nadal trzymając jego rękę. Moje oczy utonęły w jego. Znowu. Te oczy, które prześladowały mnie każdego dnia i każdej nocy przez dwa ostatnie tygodnie, odkąd pierwszy raz napotkałam jego wzrok. Byłam zagubiona.
Na jego twarzy znów można było zauważyć uśmieszek - Tak, wiem. - powiedział śmiejąc się pod nosem.
- Wiesz?
W końcu puściłam jego rękę, a on odsunął się od mojej szafki, robiąc krok bliżej mnie. Od razu poczułam jak moje serce wali jak oszalałe.
- Tak, wiem. - powtórzył z humorem w jego głosie. Zrobił kolejny krok ku mnie i oparł swoje ręce o szafki po obu stronach mojej głowy - Widzisz Alyssa.. - spauzował na chwilę i spojrzał mi w oczy bym poświęciła mu całą swoją uwagę - Kiedy chce coś bardzo mocno, zazwyczaj robię wszystko by to dostało się w moje ręce. - powiedział powoli i wyraźnie.
O cholera. Zagubiłam się w myślach, ale moje oczy nie opuściły jego zielonych. Tak bardzo jak byłam niepewna jego słów, tak bardzo nie chciałam odwrócić swojego wzroku od jego tęczówek. Zarozumiały uśmieszek wkradł się na jego usta kiedy przejechał końcem swojego języka po swoich górnych zębach.
- Ale jeżeli chodzi o ciebie - oddychał ciężko - ostatnio wszyscy krzyczeli twoje imię na linii bocznej boiska. - zachichotał. Uśmiechnęłam się nieco bardziej niż do tej pory i jego oczy natychmiast się rozjaśniły - Bardzo dobrze grałaś.
- Dziękuję. - zaczerwieniłam się - Tak samo ty.
- Więc też się na mnie patrzyłaś. - zachichotał żywo. Nie wiedziałam co powiedzieć, ale wiedziałam, że moja zaczerwieniona jak pomidor twarz mówiła sama za siebie.
Przygryzłam wargę kiedy stał tutaj z uśmiechem wartym milion dolców w seksownej pozie tuż przede mną.
- Mam nadzieję, że zobaczę cię niebawem. - powiedział, a ja uśmiechnęłam się nieco pewniej kierując się ku wyjściu ze szkoły.
- Oh tak, zobaczysz. - obróciłam się by zobaczyć teraz już znajomy uśmieszek i jego oczy, które lustrowały moje ciało zanim powoli się odwrócił i poszedł w przeciwną stronę.
Okurwajapierdolekurwamać. Podskakiwałam i piszczałam idąc przez parking prosto do Jess-odzwierciedlała moje działania i wybuchłam śmiechem. - Zgadnij co! - krzyknęłam i oparłam się o jej różowego garbusa.
- Harry i ty mieliście małe bow-chicka-wow-wow w bibliotece? - zaśmiała się ponownie.
- Nie! - nie mogłam przestać się śmiać - Rozmawiał ze mną!
- On rozmawiał z tobą, czy raczej ty z nim? - zapytała krzyżując swoje ramiona na wysokości klatki piersiowej.
- Cóż, i to i to-ale to on podszedł do mnie i zaczął rozmowę. - uśmiechnęłam się z dumą.
Jess jęknęła i przyłożyła rękę do swoich ust czyniąc tą całą sytuację bardziej dramatyczną.
- Więc.. co powiedział? - skłoniła się do wydukania paru słów - O czym rozmawialiście? - jej oczy były szeroko otwarte tak samo jak i usta, na których widniał uśmiech.
- Uhm, no ten. Przedstawił się, no i ja też. I skończyliśmy to krótkim 'mam nadzieję, że niebawem się zobaczymy'.
Znowu jęknęła i zaciągnęła mnie do środka swojego auta.
- Nie mogę w to uwierzyć. - powiedziała zdumiona - Harry Styles uważa, że jesteś gorąca! Ale proszę, bądź ostrożna. Nie wiem czy mogę mu zaufać. On nadal jest Mystery Guy. - powiedziała z troską w swoim głosie.
- Wiem, wiem. - uśmiechałam się, nie mogłam pozbyć się tego głupiego uśmieszku ze swojej twarzy - Jeżeli blondi się o tym dowie, będę miała kłopoty. - podniosłam swoje ręce w geście obrony i zaśmiałam się tak samo jak Jessica, która włożyła kluczyk do stacyjki i odpaliła silnik swojego aż za różowego małego autka.
- A co sądzisz o tym? - to była już chyba setna sukienka jaką Jess przymierzała.
- Jess, wyglądasz cudownie w każdej z nich. A ta pasuje do ciebie idealnie. - powiedziałam szczerze podczas jedzenia ogórka. Ale ona znowu nie zgodziła się z moimi słowami i rzuciła sukienkę na stos leżących obok ciuchów - Wiem, że się denerwujesz. Ale naprawdę, nie powinnaś.
- Powiedziała bow-chicka-wow-wow girl. - stwierdziła z uniesionymi brwiami i zestresowana rozejrzała się po swoim pokoju.
Zaśmiałam się.
- Kiedy on po ciebie przyjeżdża? - siedem palców zostało pokazanych mi tuż przed moją twarzą, kiedy Jess ponownie wróciła do swojej jaskini z ciuchami. Poszukiwania idealnego ubrania trwały.
- Tutaj! - podskoczyłam na moim siedzeniu na krzyk dochodzący z wnętrza szafy - Tak! To ta! - i ze słabo oświetlonej szafy wyłoniła się wspaniała Jessica-jak zawsze. Miała na sobie obcisłą doskonale dopasowaną sukienkę, która kończyła się w połowie uda, z ramiączkami krzyżującymi się z tyłu - No i założę jeszcze to. - dodała i wrzuciła na siebie jeansową kurtkę.
Podniosłam moje oba kciuki do góry i uśmiechnęłam się szeroko.
- Bingo! - faktycznie, wyglądała przepięknie.
- Włosy i makijaż gotowe. Na ciebie już czas, twoja randka czeka. - popchnęłam Jessicę w dół schodów starając się bym nie musiała robić tego ponownie.
- Nie mogę tego zrobić, Alyssa. - jęknęła.
- Tak. - pociągnęłam ją za ramię - Możesz. - trzymałam ją przy ścianie i otworzyłam drzwi nogą - Masz wybór. Możesz wyjść przez te drzwi i wyglądać dobrze lub mogę cię tam wypchnąć tak, że upadniesz na twarz. Tuż przed swoim ukochanym.
Jęknęła.
- Dobra, dobra. - wzięła głęboki oddech i wyprostowała się zanim zeszła wzdłuż podjazdu do odpalonego samochodu. Dobrze ubrany Matt wyszedł z auta i otworzył jej drzwi od strony pasażera.
- Bawcie się dobrze! - krzyknęłam machając do przyjaciółki. Szybko mi odmachała zanim weszła do samochodu z uśmiechem na twarzy. Poszłam do kuchni, kiedy samochód odjechał spod domu Jess i znalazłam panią Lions-mamę Jessici. Była zajęta robieniem jedzenia.
- To ja idę do domu, pani Lions.
- Oh, Alyssa. Już wychodzisz? - zapytała mnie przez ramię nie zaprzestając swoich czynności - Jesteś pewna, że nie chcesz najpierw czegoś przekąsić?
- Nie, dziękuję. - uśmiechnęłam się ciepło - Muszę już iść. Jess jest już w drodze do miasta. - uśmiechnęłam się.
Pani Lions zaśmiała się miło.
- No tak, ona nie przestaje gadać o tym całym Matthew. - uśmiechnęła się.
- Oh, proszę mi uwierzyć. Jest wiele innych rzeczy poza nim. - zaśmiałam się, rzuciłam ostatnie słowa na pożegnanie i ruszyłam w drogę do swojego dużego domu.
Na zewnątrz było chłodno. W sumie nic dziwnego. Zapięłam zamek od mojej kurtki i zaczęłam iść wzdłuż chodników. Harry. Nie mogłam myśleć o nikim i niczym innym. Widzieć ten jego uśmiech, stojąc przed nim i wyobrażając sobie że był on na jego twarzy ze względu na mnie. Uśmieszek sam malował się na mojej twarzy i nie mogłam nic z tym zrobić. Ale i tak on nadal jest twardym orzechem do zgryzienia. Tak jakby mówił do mnie jakimś szyfrem albo.. Nie wiem. Może on po prostu nie jest pewny co do mnie. To było dziwne, wręcz surrealistyczne. Kiedy nasze oczy spotykały się, droga do nich była zablokowana. Jakby właśnie tak miało być.
Warczenie jakiegoś silnika samochodowego sprowadziło mnie na ziemię. Cofnęłam się odruchowo parę kroków i podniosłam głowę by zaraz spojrzeć na parę wpatrzonych prosto we mnie zielonych oczu, o których tak zawzięcie myślałam.
Harry.
___________________________
No dobra, to jest rozdział trzeci. Dostałam komentarze i tweety żebym dodała dzisiaj więc jest! huehue
Poznajcie moją dobroć <3 W końcu zaczyna się dziać co nie? ;>
Następny rozdział dodam we wtorek/środę zobaczę jak się sprawy potoczą. A zapewniam, że będzie się działo.
No i przypominam o komentowaniu wpisu, bo bardzo zależy mi na szczerej opinii słoneczka no i każdy kolejny komentarz mnie uszczęśliwia :) xx
A tymczasem odsyłam was na nowe tłumaczenie mojej przyjaciółki - KLIK
Harry jest cudowny, co nieeee? <3
no to do kiedyś, @Lady_Debil
Subskrybuj:
Posty (Atom)

