Przemyłam moje ręce pod gorącą wodą przyglądając się swojemu odbiciu w kwadratowym lustrze. Moje niebieskie oczy były lekko pociągnięte maskarą i eyelinerem, a moje usta i policzki odbijały się połyskiem dzięki błyszczykowi i różowi. Moje brązowe włosy opadały kaskadami na ramiona, kończąc się poniżej biustu. Muszę przyznać, że tego wieczoru wyglądałam całkiem dobrze. Uśmiechnęłam się sama do siebie. To pewnie przez tą sukienkę. Jedna z moich ulubionych. Ma silny niebieski kolor, jest dość obcisła ale elegancka, kończyła się tuż nad moimi kolanami. Prosta, ale wspaniała-jakby powiedziała to moja mama.
Wysuszyłam szybko ręce uśmiechając się jeszcze raz do lustra, zanim weszłam do dużego holu. Wszystkie światła były włączone i skierowane na scenę z przodu. Podeszłam do mojego stolika jak najciszej mogłam i zajęłam miejsce obok Jess.
- Przemówienia już się zaczęły? - zapytałam. Przed obiadem?
- Tak. Matt, ja i dwóch innych kapitanów z klasy 16-latków i juniorów zaraz wstajemy. - szepnęła wyraźnie zdenerwowana. Potarłam jej plecy z uśmiechem na twarzy gdy patrzyłam na wszystko dookoła nas. Na te wszystkie okrągłe stoliki pełne młodych ludzi i zawodników. Wszyscy byli zajęci sobą. Klub musiał włożyć naprawdę dużo wysiłku by zorganizować to całe otwarcie sezonu. Całe pomieszczenie było w kolorze białym i niebieskim-w naszych klubowych barwach.
Naprzeciwko nas i mojej drużyny siedziała męska drużyna z naszej szkoły. Wszyscy mieli na sobie garniaki i krawaty. Moje oczy wylądowały na Harrym. Rozmawiał z Mattem, śmiał się i uśmiechał. Nie mogłam nic na to poradzić, ale uśmiechnęłam się. I chociaż jego gesty nie były skierowane w moją stronę.. Był taki uroczy kiedy się uśmiechał. Dostrzegł mnie na chwilę zanim poklepał Matta po ramieniu i powiedział coś do niego gdy ten wstawał.
- Okej, wstaję! - Jessica spojrzała na mnie z dłońmi na swoich policzkach. Wyglądała jak "Scream" Muncha*.
- Nie martw się. Będziesz absolutnie świetna! - uśmiechnęłam się.
- Będziemy cię dopingować. - powiedziała Melissa siedząca po drugiej stronie stolika.
- Dzięki kochane! - Jess uśmiechnęła się i ruszyła w stronę sceny tuż za Mattem.
Najmłodsi kapitanowie byli już na scenie gotowi do swoich przemów. Szybko podsumowali rozwój i pozycje swoich drużyn naprawdę cudownymi słowami. Dwójka z nich świetnie wypadła. Młoda dziewczyna-albo może mi się tak tylko wydaję-i młody chłopak. Muszę powiedzieć, że byłam pod wielkim wrażeniem. Obaj wygłosili cudną przemowę, a chłopak dostał nawet brawa na stojąco. Młodzi zeszli ze sceny, a oklaski ucichły kiedy Matt wziął mikrofon w dłoń z szerokim uśmiechem. Spojrzał na Jess zanim znów spojrzał na tłum. Uwierzcie mi-było wielu obecnych na tej sali.
- Po pierwsze, chciałbym podziękować trenerowi. - wybuchły gwizdy i ponowne oklaski. - Ostatni sezon nie poszedł tak dobrze jak tego chcieliśmy, ale od tego tygodnia i przez następne udowodnimy, że szkolenia od początku tego roku nie zawiodły i pokażemy na co nas stać. - Matt mówił dalej. Machnął swoimi prostymi brązowymi włosami ponownie zarzucając wzrok na Jess. Uśmiechnęłam się. To między nimi jest takie oczywiste, jezu - Ponieważ możemy być piekielnie trudnym zespołem tylko po to by zdobyć w tym roku puchar!! - wrzasnął radośnie. Wszystkie stoliki zaczęły szaleć i zaczęłam śmiać się z tych wszystkich ludzi. Cały czas klaskałam i złapałam dwoje oczu. Znowu na mnie patrzył z małym słodkim uśmieszkiem na jego twarzy. Spojrzałam z powrotem na scenę, chichocząc kiedy poczułam moje zarumienione od jego spojrzenia policzki. Powoli wziął łyka swojego drinka. Jego oczy spostrzegały wyłącznie moje i zagubiłam się. Słowa Matta dobiegły końca. Cała moja uwaga była skupiona na Harrym, który też trzymał swoje oczy na mnie śmiejąc się.
Przygryzłam wargę by zapobiec wydobyciu się chichotu z moich ust, ale jednak to zawiodło, kiedy on cały czas uśmiechał się i przekrzywiał swoją głowę z tym nieokreślonym błyskiem w oku. Spojrzałam w dół na swoje palce i starałam się skupić kiedy usłyszałam głos Jess w głośnikach. Spojrzałam na scenę kiedy uderzyło w nią światło reflektorów. Miała na sobie długą koralową sukienkę. Pasowała do jej blond włosów. Wyglądała pięknie.
- Miałyśmy zabójczy start w tym tygodniu. - zaczęła. Matt stał tuż obok niej uśmiechając się dumnie kiedy mówiła - Trenowałyśmy ciężko przez całe lato i na początku tego semestru i to naprawdę się opłaciło. - mogłam spokojnie stwierdzić, że jest zdenerwowana-co chwilę patrzyła na swoje buty - To są podziękowania dla moich wszystkich wspaniałych dziewczyn z drużyny i świetnego trenera, który zwraca uwagę na każdą z nas i robi z nas świetnych zawodników. Indywidualnie i razem jako drużyna. - sala znowu wypełniła się brawami i wygwizdywaniem, a ja szybkim ruchem spojrzałam na Harrego. Klaskał i uśmiechał się szeroko w kierunku sceny - Zyskaliśmy również nowego zawodnika! - moje oklaski zwolniły tempo, a wszyscy z naszego stolika odwrócili głowy w moją stronę - Ona jest z nami tylko dwa tygodnie, ale już udowodniła jej znaczenie w zespole! - Jessica patrzyła prosto na mnie z dużym uśmiechem. No nie. Nienawidzę tego rodzaju uwagi. I nigdy nie wiedziałam jak na to zareagować - Więc chciałabym żebyście gorąco ją powitali! Alyssa Nicholson! - powiedziała wskazując na mnie. Nie mogłam zrobić nic innego jak tylko uśmiechać. Nieśmiało uśmiechać, kiedy ponownie na sali wybuchnął aplauz. Tym razem był on dla mnie. Jestem beznadziejna kiedy chodzi o komplementy i pochwały-zawsze obracam to w żart.
Harry patrzył na mnie z podziwem dopóki sala nie ucichła, a Jessica nie podziękowała wszystkim i życzyła wszystkim smacznego posiłku. Wzruszyłam ramionami z uśmiechem kiedy złapałam go na gapieniu się na mnie, ale on zachichotał tylko z szerokim uśmiechem nadal uważnie mnie obserwując.
- Przepraszam? - młody mężczyzna w garniturze stał za mną z metalowym wózkiem z przeróżnymi potrawami. Uśmiechnęłam się - Czego sobie panienka życzy? - zapytał przyjaźnie. Spojrzałam na trzy różne potrawy. Mieli kurczaka, rybę i wegetariańskie danie. Wszystko wyglądało pysznie-oprócz tego ostatniego. Kocham mięso!
- Wezmę łososia. - odpowiedziałam z uśmiechem. Kocham kurczaka, ale pieczony łosoś z makaronem i śmietaną.. Nie mogłam powiedzieć nie. Jess usiadła obok mnie w czasie kiedy kelner wędrował wokół stolika - Byłaś świetna Jess! - podarowałam jej szybki uścisk i ciepły uśmiech kiedy dziewczyny jej gratulowały - I dziękuje za miłe słowa. - zarumieniłam się.
Roześmiała się - Mogłam zobaczyć twoją twarz w odcieniu pomidora nawet ze sceny, Ally! - skrzywiłam się, wiedziałam, że się ze mną drażni - Przepraszam. - zaśmiała się - Ale to wszystko było prawdą. Zasłużyłaś na dołączenie do klubu. Naprawdę godnie się zaprezentowałaś. - uśmiechnęła się, klepiąc mnie po plecach. Ponownie czerwony kolor dotknął moich policzków.
- Dziękuję. - wymamrotałam z wdzięcznością, kiedy wzięłam pełen widelec do ust - Ty i Matt.. wydaję się, że wczoraj spędziliście fajnie czas. - uśmiechnęłam się chytrze - Brakowało tam tylko waszego kontaktu.
- Ally! - tym razem to nie ja wyglądałam jak burak. Zaśmiałam się głośno kiedy Jess spojrzała nieśmiało w stronę Matta. On także spojrzał na nią z zaciekawieniem. Na bank wiedział, że gadałam jej o nim.
- Oh, no daj spokój! - mówiłam dalej - Jak było? - wiedziałam, że ich ostatnia wspólna noc była super, jeżeli nie lepsza. Wywnioskowałam to z chichotu i rumieńców Jess - Powiedz mi! - krzyknęłam podniecona.
- Okeeej. - wzięła głęboki oddech próbując się uspokoić - Wziął mnie do restauracji no i w ogóle.. wiesz o co chodzi. - spojrzała na stół, gdzie zarówno Matt i Harry zwracali uwagę na nasze reakcje. To tylko skłoniło mnie do większego uśmiechu - No spędziliśmy naprawdę fajnie, faajnie czas. Rozmawialiśmy o wszystkim poczynając na Plutonie kończąc na Marsie. Było miło. Możemy rozmawiać ze sobą o dosłownie wszystkim! - powiedziała jakby to było niemożliwe. Uśmiechnęłam się kiedy mówiła dalej, tak słodko razem wyglądali - No i potem kiedy skończyliśmy, zawiózł mnie nad jezioro. Na początku o tym nie wiedziałam, bo było ciemno jak w dupie. Ale wziął nas tam i przyniósł nam koce. Nie dwa, jeden duży. - poprawiła się. Zgodziłam się z tym, że to był dosyć ważny szczegół - No i siedzieliśmy na starym drewnianym pomoście pod jednym kocem. - do tej pory Jess spojrzała na Matta chyba z pięć razy. Doskonale wiedział o czym rozmawiamy - No i rozmawialiśmy i przytulaliśmy się i było taaak romantycznie!
- Pocałował cię? - to wszystko jest po prostu zbyt słodkie!
- Czekaj, czekaj-dochodzę do tego! - Jessica uniosła ręce by mnie uciszyć, więc zamknęłam się z uśmieszkiem na twarzy czekając na dobre wieści - Więc, nagle wszystkie te małe lampki wokół jeziora zaświeciły się. - obie starałyśmy uspokoić nasze dziewczęce chichoty - No i wtedy on zaczął mówić o tym, od jak długiego czas chciał zaprosić mnie na randkę. Był taki słodki! A potem po prostu zamilkł, spojrzał mi w oczy i powiedział:"Jessica jesteś niesamowita, jesteś zabawna, urocza, słodka, gorąca i po prostu piękna. I chciałem pocałować cię odkąd pamiętam, więc zamierzam to zrobić. Teraz." - Jess zacytowała i ani jedna z nas nie mogła powstrzymać swoich pisków. Dostarczyło to nam kilka dziwnych spojrzeń, ale hej! Dziewczyna jakoś musi wyrażać swoje uczucia!
- Serio? O mój boże! - miałam w sobie totalnie włączony dziewczyński i piszczący tryb - Jezu, to za słodkie żeby mogło być prawdziwe! Tak się cieszę, Jess! - uścisnęłam ją mocno jeszcze raz - Więc teraz jesteście razem?
- Ehm, no cóż. Tak dokładnie to nie zapytał mi się jeszcze czy chcę być jego dziewczyną, ale na pewno zmierzamy w tym kierunku. - uśmiechnęła się nieśmiało i znów spojrzała w stronę Matta.
- Lepiej żeby zrobił to szybko! - zaśmiałam się z ich dwójki. Dwa, trzy dni a my już mieliśmy w szkole nową parę. Gwiazdorską parę! Oboje są kapitanami-o Panie Boże cóż za świetny wybór.
- A co z Tobą?
- Co ze mną? - udawałam zaskoczenie.
- Nie gadałaś więcej z Harrym? - to brzmiało jak pytanie, a jednocześnie jak życzenie, żebym powiedziała jej jak najwięcej.
Wydarzenia z ostatniej nocy szybko wróciły do mojej głowy - Nie. Od wczorajszej rozmowy w szkole nie zamieniłam z nim ani słowa. - skłamałam. Nie mogłam powiedzieć jej o nim włamującym się do mojego domu. Jess byłaby wtedy jeszcze bardziej sceptyczna wobec niego.
- A wygląda to tak jakbyście jednak rozmawiali. Patrzy na ciebie przez cały czas. Nadal jak wygłodniały wilk. - zażartowała. Z powrotem wróciło do niej dobre nastawienie do niego. Po prostu zaśmiałam się na jej stwierdzenie i spojrzałam w stronę Harrego. Rozmawiał i wygłupiał się z chłopakami, śmiejąc się przy tym. Uśmiechnęłam się szeroko i z powrotem byłam we własnej, zamkniętej bańce.
"Nie wiem co, ale jest coś w tobie, Alyssa. Coś w twoich oczach... Jakbym widział je już wcześniej."
Jego wczorajsze słowa zabrzmiały w mojej głowie. Może to była prawda. Bo to było to coś co poczułam już pierwszego dnia-byłam oczarowana jego oczami. Brak siły by to zatrzymać, brak siły by temu zaprzeczyć. Wszystko co związane było z nim, intrygowało mnie. Kiedy widzę jego uśmiech, chcę więcej. Kiedy słyszę jego śmiech, chcę więcej. Kiedy patrzę w jego oczy, chcę więcej. I kiedy on dotykał mnie ostatniej nocy, chciałam więcej! Dlaczego? Nie wiem. Ale chcę wiedzieć. I chcę go poznać.
Wciąż się na niego gapiłam. Jego uśmiech wygrywał wszystko, naprawdę. Zaczesał palcami swoje kręcone włosy do tyłu. Jaki on jest piękny.
Oderwałam się od swoich marzeń gdy Harry złapał mnie na gapieniu się. Tym razem to nie on spojrzał na mnie pierwszy, teraz to ja zrobiłam pierwszy krok. Większy uśmiech niż widziałam kiedykolwiek, pojawił się na jego cudownej twarzy, kiedy pewny siebie odchylił się na swoim krześle. Ze zdenerwowaniem kontynuowałam mój posiłek, wrzucając go do ust i przeżuwając szybko. Kiedy spojrzałam w górę, on nadal się na mnie gapił, z tym samym uśmieszkiem, w tej samej pozie. Kurwa. Poczułam lekkie zakłopotanie, bo nie wiedziałam jak na niego patrzeć. Jednak wiedziałam, że gapię się na niego z otwartymi ustami pełnymi jedzenia-nie zdziwiło mnie to!
- Kolej na trenerów! - Jess odwróciła się do reszty dziewczyn i zaczęłyśmy rozmawiać, dopóki sala się nie uspokoiła i nie poświęciła całej swojej uwagi ludziom na scenie.
Było wiele śmiechów i oklasków kiedy trenerzy praktycznie tworzyli show na scenie. Tak jakby wszyscy byli dobrymi przyjaciółmi, trudno było zachować powagę. Co chwilę zmieniali temat i zaczynali gadać o czasach kiedy byli młodziakami i zachodzili taaak daleko w krajowych i międzynarodowych mistrzostwach. Więc rozmawiali przez cały czas, nie było ani sekundy milczenia. Ale mimo wszystko interesująco i imponująco słuchało się o ich doświadczeniach związanych z piłką nożną parę lat temu.
Muzyka zaczęła grać, a słabe światła skoncentrowały się na dużej otwartej przestrzeni między stolikami. Kelnerzy zaczęli sprzątać resztki jedzenia i talerze, a ludzie zaczęli wstawać.
- Co się dzieje? - zapytałam Jess. Osobiście wolałabym siedzieć tutaj i rozmawiać z dziewczynami. Jeżeli właśnie na sali działo się to co miałam na myśli, może po prostu pójdę na chwilę do łazienki..
- Czas na tańce! - Jess wykrzyczała. Super. Spojrzałam na nią wzrokiem 'proszę powiedz, że żartujesz', chociaż i tak wiedziałam co się tutaj dzieje - Oj no chodź Ally! Musisz zatańczyć! Twoja sukienka jest piękna, ty jesteś piękna! - uśmiechnęła się. I jakby na zawołanie Matt stanął za nią z wielkim uśmiechem, schylił się do jej ucha i zaczął coś szeptać. Jess zachichotała nieśmiało i pokiwała głową, a on ucałował jej policzek i chwycił jej rękę - Jeśli zobaczę cię za dziesięć minut i nadal będziesz tu siedziała.. - Jess posłała mi ostrzegawcze spojrzenie - Wtedy osobiście zaproszę kogoś do tańca w twoim imieniu. Nie chcesz tego. - obróciła się ponownie w stronę Matta z uśmiechem na twarzy i zostawiła mnie dając mi ostrzeżenie. Fakt, nie chciałam tego.
Wzięłam łyk swojego drinka gdy na sali rozbrzmiała muzyka z lat 90'. Ace of Base w piosence All That She Wants, jeżeli się nie mylę. Obróciłam się by zobaczyć Jess i Matta śmiejących się i tańczących do rytmu. Uśmiechnęłam się na sam ten widok.
- O kurwa, on tutaj idzie! - ciche krzyki i piski wszystkich dziewczyn ze stolika zwróciły moją uwagę i spojrzałam prosto w kierunku dwóch zielonych oczu. To był Harry. Powolnie pokonywał swoją drogę do naszego stolika. Odrzucił z czoła swoje kręcone włosy kiedy ujrzałam rządek jego śnieżnobiałych zębów w szerokim i zalotnym uśmiechu. Jedną rękę trzymał w kieszeni jego spodni a druga z gracją i swobodą trzymała swojego drinka.
- Masz ochotę zatańczyć? - spojrzał na mnie z figlarnym uśmiechem, już znał moją odpowiedź. Dziewczyny z mojej drużyny, które nadal tutaj siedziały, wzdychały zgodnie i patrzyły szerokimi oczami na Harrego, a potem na mnie.
- Może. - rzekłam nieśmiało z uśmiechem. To spowodowało tylko, że wzdychania moich koleżanek zyskały nieco głośniejszy ton.
- Oczywiście, że ona chce z tobą zatańczyć Harry! - Melissa odezwała się z drugiej strony. Zamknij się! Harry spojrzał na nią i uśmiechnął się, ale po chwili znów całą swoją uwagę poświęcił mnie. Moim oczom. Wszyscy wokół się zamknęli. Ja tym bardziej.
Odłożył swój kieliszek na blat stołu i znowu z wdziękiem zarzucił włosy do tyłu. Boskie, mówię. Boskie.
- Może? - zapytał ciekawy, prawie chichocząc.
- Nie jestem zbyt dobrą tancerką. - wyjaśniłam.
Teraz zachichotał. Głęboko i seksownie - Możemy to zmienić, Alyssa. - mrugnął.
Przechyliłam głowę na bok - Ty tańczysz?
- Znam parę kroków. - uśmiechnął się. Teraz to dopiero był intrygujący. Nie był tylko dobrym piłkarzem i atrakcyjnym i dziwnym gościem. Nie. Ten chłopak także potrafił tańczyć.
- Okej.
- To oznacza tak? - uśmiechnął się szeroko wyciągając swoją rękę z kieszeni i wyciągając ją ku mnie.
Wzięłam jego rękę i wstałam - Właśnie tak, Harry. - uśmiechnęłam się. Jego ciepłe spojrzenie spotkało moje kiedy pochylił głowę w dół. Ostrożnie owinął swoją rękę wokół mojej.
Parkiet był duży i nieco zatłoczony. Ale to jak dużo ludzi tutaj było, nie było dla mnie zaskoczeniem. Zatrzymałam się tuż przy klatce piersiowej Harrego i odruchowo zarzuciłam ręce na jego szyję. Jego dłonie odnalazły moje biodra, a ja zamknęłam oczy w uśmiechu. To dawało mi taką radość. On mi ją dawał.
Ruszaliśmy się w rytm muzyki. Śledziłam jego ruchy. Powoli zrobiliśmy obrót. W prawo, do przodu, w lewo i krok do tyłu.
- Pięknie dzisiaj wyglądasz. - Harry wyszeptał do mojego ucha. Podniosłam głowę z jego piersi i spojrzałam mu w oczy. On patrzył uważnie w moje, tak jakby walczył ze samym sobą.
- Dziękuje. - uśmiechnęłam się. Jego słowa dały mi nieopisane uczucie. Czułam jakby mój brzuch miał zaraz eksplodować. Przecież to samo powiedziała mi Jess. Ale teraz słyszałam to od niego - A ty sam w sobie wyglądasz świetnie.
Zmarszczył brwi, a ja wystraszyłam się, że powiedziałam coś złego. Ale on przecież wyglądał świetnie. Jego zdezorientowanie rozbłysło na jego twarzy i westchnął z uśmiechem gdy przeniósł kosmyk moich włosów za ucho. Jego oczy były szeroko otwarte i jasne w tym przyćmionym świetle. Czekałam. Czekałam na to co teraz zrobi lub ma zamiar powiedzieć. I nagle jakby znikąd zaczął chichotać, a ja przechyliłam głowę z uśmiechem patrząc na niego.
- Ta piosenka jest naprawdę stara. - powiedział nadal chichocząc.
Uśmiechnęłam się kiedy moje uszy spotkały się z jego śmiechem i wesołą melodią zespołu Earth Wind and Fire - Tak, to prawdziwy klasyk.
- Znasz ją? - zapytał zaskoczony gdy zaczęliśmy kołysać się na boki w rytm muzyki. Pokiwałam głową - Lubię tą piosenkę. Nie wiedziałem, że możesz ją znać. - uśmiechnął się - Never, never my darling, never you'll be alone. Ever, forever my darling, true love is written in the stone. - Harry śpiewał słowa piosenki z uśmiechem na twarzy. Śmiałam się z jego nagłej zmiany nastroju i podziwiałam widoki kiedy spojrzał na mnie tym swoim złym uśmieszkiem - Jaka jest twoja ulubiona piosenka? - zapytał i uśmiechnął się wyczekująco. Mentalnie poklepałam się po plecach. On właśnie próbował mnie poznać!
- Comfortably Numb-Pink Floyd. - oświadczyłam. Poszerzył swój uśmiech - A twoja?
- Learning to fly. - szeroko się uśmiechnął - Pink Floyd. - nie mogłam zrobić nic innego jak tylko się uśmiechnąć gdy poruszaliśmy się w rytm muzyki. Czułam się jak w filmie, kiedy nagle wszyscy dookoła znikają i zostajemy tylko my na głównym ekranie, a wszyscy koncentrują się wyłącznie na nas. Właśnie tak się czułam - Masz wspaniały gust co do muzyki. - powiedział Harry.
- Tak jak ty. - uśmiechnęłam się w jego stronę, a jego wzrok stał się jeszcze bardziej intensywny i natarczywy. Tak jakby zastanawiał się co dokładnie powiedzieć czy zrobić - O czym tak myślisz? - zapytałam ostrożnie.
Jego oczy dalej wpatrywały się w moje, a ja przełknęłam głośno ślinę. Przerażał mnie.
- O tobie. - powiedział z pełną powagą - I o mnie. - spojrzał w podłogę i zrobił mały krok w tył, zwiększając dystans między nami. O czym on do cholery myślał? Spojrzałam na niego pytająco, a on wrócił do mnie. Tak jakby nagle sobie o czymś przypomniał i zbliżył się do mnie ponownie. I znów patrzył na mnie jakbym miała na swojej twarzy pewnego rodzaju maskę, której on nie może dotknąć. Sprawdził godzinę na swoim telefonie i spotkał moje oczy. Wyglądał na przerażonego.
- Muszę iść. - wymamrotał. Praktycznie nie usłyszałam co do mnie powiedział - Przykro mi. - odsunął się ode mnie i odwrócił powoli patrząc na mnie przez cały ten czas. Ja też-dopóki mogłam widzieć jego twarz. Przeczesał ręką swoje włosy wracając do stolika i sięgając po kurtkę. I wyszedł bardzo szybkim krokiem.
Łza zakręciła się w moim oku. Nie wiedziałam co go tak poruszyło, ale ja nie poczułam się z tym zbyt dobrze. Złapałam wzrok Jess i wzruszyłam ramionami kiedy bezgłośnie zapytała czy wszystko w porządku. Ponownie wzruszyłam ramionami z fałszywym uśmiechem na twarzy.
TYDZIEŃ PÓŹNIEJ. PIĄTEK.
- Trzydzieści sekund do końca! - krzyknął trener Baks. Przyspieszyłam do tego stopnia, do jakiego pozwalało mi moje ciało. Biegałam od słupka do słupka niezliczenie wiele razy. Czułam się jakbym pokonała ten odcinek drogi ponad sto razy, ale wiedziałam, że to nie było możliwe w ciągu tych dwunastu minut. Czułam pulsującą krew nawet w moich ustach. Kochałam to. Wiedziałam, że dałam z siebie wszystko, nie pozostawiając na sobie suchej nitki.
Czterema szybkimi susami podbiegłam do słupka w chwili kiedy trener krzyknął, że pół minuty minęło. Upadłam na ziemię i zamknęłam oczy. Moja klatka piersiowa unosiła się i opadała w nieubłaganym tempie. Pot spływał strużkami po mojej twarzy, a ja wycierałam je zewnętrzną stroną mojej dłoni. Po chwili i tak nowa porcja kropelek spływała po mojej skórze.
- Ile okrążeń przebiegłam? - zerknęłam na Jess, która stała obok mnie.
- Trzydzieści. - wyciągnęła do mnie rękę i podniosła mnie z trawy - Wyglądałaś jakbyś właśnie biegła wyścig swojego życia! - zaśmiała się - Jesteś fenomenalna. - zaśmiałam się i chwyciłam butelkę wody w moją drżącą ręką w drodze pod prysznic.
- Widziałaś go ostatnio? - Jess nie powiedziała żadnego imienia, ale nie musiała. Dokładnie wiedziałam o kogo jej chodzi.
- Nie.
Jess westchnęła i położyła mi rękę na ramieniu kiedy usiadłyśmy na ławce przed szkołą. Matt miał nas obie zawieźć dzisiaj do domu.
- Nie przejmuj się się tym. - próbowała załagodzić sytuację - Jestem pewna, że miał swoje powody. Ale jeżeli tym sposobem ma zamiar do ciebie zagrywać, lepiej trzymaj się z dala od niego. Nie chcę, żeby cię zranił. - i tutaj był problem. Jestem zraniona. I chciałam wiedzieć dlaczego.
- Dzięki Jess. - uśmiechnęłam się. Chciałam się jej zapytać czy mogłabym porozmawiać o tym z Mattem, ale przerwał nasze posiedzenie. Matt. I Harry.
Jess siedziała z przodu obok Matta, natomiast ja i Harry z tyłu. Wiedziałam czym jest napięcie, ale takiego jak teraz to jeszcze nigdy w życiu nie doświadczyłam. Matt i Jess siedzieli cicho. Harry i ja siedzieliśmy cicho. Wpatrywałam się w okno. Było oczywiste, że Matt o tym wiedział. Jedyną rzeczą jaką wydawało z siebie dźwięk to silnik i radio w samochodzie. Przypomniało mi to, kiedy mój tata i ja w wieku ośmiu lat jechaliśmy na pogrzeb mojej mamy. Nie powiedzieliśmy ani słowa. Ale różnica była taka że wtedy oboje wiedzieliśmy co nas czeka i nie chcieliśmy o tym rozmawiać. Ale teraz... Harry i ja mieliśmy wspaniały wieczór, a on praktycznie uciekł ode mnie jak najszybciej. I to właśnie sprawiło, że czuję się jak śmieć. I chciałam wiedzieć dlaczego.
Mam cztery teorie:
1. Musiał zająć się czymś bardzo ważnym i totalnie stracił poczucie czasu.
2. Przestraszył się, że może to wszystko idzie zbyt szybko.
3. Może po prostu ma problemy. Problemy w domu, problemy towarzyskie a ja jestem tylko częścią jego gry.
4. I coś czego nie mogłam wyjaśnić.
Miałam cichą nadzieję, że powodem jego ucieczki jest pierwszy lub drugi punkt. Cokolwiek to było, chcę wiedzieć, nawet jeżeli nie miało to związku ze mną. Bo chcę go poznać. Muszę. I chcę wiedzieć co siedzi w tej jego głowie.
- Narazie kochanie. - głos Matta sprowadził mnie na ziemię.
- Cześć. - Jess uśmiechnęła się i pocałowała jego policzek - Na pewno nie chcesz zostać na noc? - zapytała mnie. Spojrzała na Harrego i zmrużyła oczy szybko przenosząc wzrok na mnie.
- Tak Jessica, wszystko w porządku. - uśmiechnęłam się kiedy zamykała drzwi i pomachałam jej na pożegnanie. I wtedy po raz pierwszy dzisiaj Harry na mnie spojrzał. Patrzył z szeroko otwartymi oczami czekając na moją odpowiedź co do propozycji Jessici. Patrzyłam na niego i byłam przez chwilę pod jego urokiem, zanim wróciłam na ziemię. Szybko zabrałam oczy z jego tęczówek i zaczęłam gapić się w okno. Nie będę okazywać żadnych uczuć, zanim nie powie mi o co chodzi.
- Gdzie mieszkasz Alyssa? - Matt zapytał przyjaźnie z przodu samochodu.
Właśnie miałam odpowiedzieć, ale Harry był szybszy.
- Trzeci dom po lewej. - powiedział i kontynuował patrzenie się przez okno. Spojrzałam na niego pytająco i już miałam pytać się w czym tkwi jego problem, ale powstrzymałam się. Nie chciałam dyskutować z nim z przy Matthew, no i byłam teraz zbyt wkurzona by o tym rozmawiać. Frustrował mnie w piekielny sposób. Od tygodnia nie rozmawialiśmy i na siebie nie patrzyliśmy. Nie widziałam go od tygodnia, odkąd uciekł z otwarcia sezonu. I ode mnie.
- Dzięki Matt. - powiedziałam i uśmiechnęłam się nie patrząc na Harrego i zamknęłam drzwi samochodu.
Szłam szybko przez podjazd prosto do drzwi frontowych i usłyszałam jak samochodowe drzwi otwierają się i zamykają. Kiedy się obróciłam, Harry szedł w moją stronę, a Matt odjeżdżał spod mojego domu. Miał na sobie zapiętą pod samą szyję koszulę i czarne spodnie. Jego włosy tak samo jak zwykle-rozwiane, poplątane i idealne. Przewróciłam oczami kontynuując moją drogę po podjeździe by po chwili zamknąć za sobą drzwi. Jakieś pięć sekund później rozległo się pukanie.
- Czego chcesz? - jęknęłam.
- Po prostu otwórz Alyssa. Proszę. - czułam jakby błagał mnie o to przez dobre parę minut,a to było tylko kilka sekund. Otworzyłam. Patrzył na mnie smutny, przestraszony i z błaganiem wypisanym na twarzy. Te wszystkie uczucia mieszały się w jego krystalicznie czystych, zielonych oczach.
- Wystraszyłam cię w sobotę? O to ci chodziło? - skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej. Czułam, że mój dekolt robi się mokry, ale to tylko moje przeczucia.
- Nie, oczywiście, że nie. - zrobił krok bliżej mnie. Przygryzł wargę marszcząc brwi i przełknął ślinę.
- Byłam tylko twoją partnerką do tańca na jedną noc? Czy uciekłeś, bo masz kogoś kto na ciebie czekał? - znowu poczułam w moich oczach sobotnie łzy. Nie chciałam płakać i nie miałam pojęcia dlaczego to było dla mnie takie ważne. Tak trudno mi z tym było. I chciałam to poznać. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale to po prostu jest. I tyle.
Harry pokręcił głową. Podszedł jeszcze bliżej. Tym razem nieco szybciej i uwięził mnie w kącie pod ścianą.
- Nie. - wyszeptał ochryple. Jego ciało dociskało moje i zanim zdążyłam go od siebie odepchnąć, jego miękkie usta przylgnęły do moich. Ujął moją twarz w swoje duże dłonie, a ja próbowałam go odepchnąć, ale moje ciało nie było w stanie się poruszyć. Moje dłonie odnalazły jego klatkę piersiową, a ja odpowiedziałam. Odpowiedziałam na jego pocałunek.
Przygryzł moją górną wargę i zaczął ją delikatnie ssać. Całował mnie zachłannie i namiętnie. Tak jakby był w potrzebie. Jęknęłam kiedy pchnął mnie bardziej w róg ściany i wplotłam palce w jego kręcone włosy. Jego język odnalazł mój, a ja byłam poza kontrolą. Wiadomo, całowałam się już wcześniej z kolesiem, ale żaden pocałunek nawet w najmniejszym stopniu nie przypominał tego.
- Obiecuję Alyssa. - Harry ciężko dyszał kiedy łapał powietrze do ust - Nie chodziło o ciebie. Musiałem zająć się swoimi własnymi problemami. - pocałował mnie ponownie i jęknął kiedy pociągnęłam jego koszulkę by znalazł się bliżej mnie. Badaliśmy nawzajem swoje jamy ustne robiąc więcej rzeczy jakie można zrobić za pomocą ust i języków. Ugryzł moją dolną wargę kiedy znowu się odsunął by nabrać tchu. Robiłam wiele rzeczy w moim życiu, ale nigdy nie czułam się tak jak teraz. Jego usta na moich.
- Powiesz mi? - zapytałam, dysząc. Skinął głową z lekkim uśmiechem pieszcząc cały czas mój policzek.
- Powiem ci. Kiedyś na pewno, Alyssa. Ale proszę nie myśl o tym więcej, zgoda? - spojrzał na moje usta, a potem znowu w moje oczy. Zmieniły się. Teraz krążyło w nich szczęście, nadzieja i powołanie. Na pewno były pełne nadziei.
- Okej. - skinęłam głową.
Nadal o tym myślałam, ale zaufałam mu. Po tym jednym pocałunku-w sumie to po dwóch-jestem w stanie mu zaufać. Wierzę, że jednego dnia, zrozumiem to wszystko. Wierzę, że jednego dnia zrozumiem tego faceta. Wierzę, że powie mi zanim znowu będę musiała go o to zapytać.
- Okej. - powtórzyłam jeszcze raz.
Okej.
*Scream by Munch KLIK
______________________________________
I jest! Piąty rozdział ;>
Miałam ciarki jak pisałam końcówkę!
Strasznie długo mi szło tłumaczenie tego rozdziału-szkoła. Staram się nie zawalić żadnego przedmiotu w tym roku. W końcu za rok matura lol.
Ciesze się bardzo że już ponad 1,000 wyświetleń bloga, jej! :)
I wiem, że malutko jest stałych czytelników no ale..
PRZECZYTAŁAŚ? SKOMENTUJ. DLA CIEBIE TO SEKUNDA, DLA MNIE WIELKA SATYSFAKCJA
I teraz mam bardzo ważne pytanie do was. Pamiętam jak czytałam pierwsze rozdziały tłumaczenia Hired For Styles. Ale blog zniknął. Nie wiem dlaczego.
Oryginał ma prawie 15 milionów czytań. Co myślicie? Może kiedy zakończy się historia misternego Harrego i Alyssy, warto zabrać się za ten fanfikszyn? Piszcie w komentarzach co myślicie.
Kolejny rozdział najpóźniej we wtorek :)
KOCHAM WAS, @Lady_Debil
Zostawiam was z rozdziałem! Miłej lektury!
piątek, 27 września 2013
wtorek, 24 września 2013
Rozdział 4. - Cucumbers
- Co robisz? - przednia szyba samochodu Harrego powędrowała w dół i mimo że było ciemno, byłam w stanie dostrzec jego wyraźne rysy twarzy. Zaciśnięta szczęka, surowe oczy i poczochrane włosy.
_____________________________________
Ta-daaa! Czwarty rozdział. Co myślicie? :)
Chyba nie miałabym nic przeciwko jakby do mojego domu włamał się taki Harry.
Jeżeli przeczytałaś i chcesz kolejny rozdział - SKOMENTUJ!
Kocham to uczucie, kiedy wchodzę na bloga i widzę nowy komentarz. Banan na ryju gwarantowany <3
Co do piątego rozdziału. Jest on najdłuższy z wszystkich do tej pory (na razie w oryginale rozdziałów jest 13) a ja mam dużo nauki. Troszkę już przetłumaczyłam. Zawaliłam praktykę z geografii dzisiaj, grr ;/
Najpóźniej dodam go w piątek! Uwierzcie, że naprawdę chciałabym wcześniej, ale po prostu nie mam czasu, miśki.
Jeżeli chcecie popisać piszcie na twitterze - KLIK - na pewno wam odpiszę.
Trzymajcie się, słodziaki! xx
- Idę do domu. - odpowiedziałam z łatwością, patrząc na drogę przed sobą. On jechał powoli tuż obok mnie kiedy nadal szłam w dół chodnika. Patrzył na mnie uważnie - A co ty do cholery robisz, jeśli mogę zapytać? - skoro zapytał mnie co robię, ja też miałam do tego prawo.
- Chodzenie po ulicy o tej porze nie jest bezpieczne. - jego ramię opierało się o otwarte okno kiedy nadal wpatrywał się we mnie, a jego czarny samochód powolnie toczył się w dół ulicy.
- Prowadzenie auta w ten sposób nie jest bezpieczne. - rzuciłam w odpowiedzi, przedrzeźniając go. Mały uśmieszek zniknął z jego twarzy gdy pokręcił głową.
- Cóż, to prawda. - potwierdził - Może chociaż pozwolisz mi podwieźć cię do domu?
Spojrzałam na niego zaskoczona, przyspieszyłam kroku i odpowiedziałam na jego prośbę.
- Nie.
Zachichotał ponownie zanim znowu spoważniał. Jego źrenice szybko się poruszały, tak jakby właśnie sobie o czymś przypomniał - Dlaczego nie? - zapytał zaciekawiony.
Moje myśli powędrowały z powrotem do słów Jessici. Nie znałam go. Wszystko co znam, to jego imię i to, że jego oczy miały dziwną kontrolę nade mną.
- Nie znam cię i sądzę, że bezpieczniej będzie wrócić do domu pieszo niż zrobić to z tobą.
- Masz rację. - zaśmiał się cicho z uśmieszkiem na twarzy. - Potrafię być nieco ryzykowny. - zaśmiał się. Nie wiedziałam czy to był sarkazm czy mówił poważnie, ale zdecydowałam kontynuować mój spacer - Twarda jesteś. - stwierdził z przekonaniem. Moja głowa natychmiast odwróciła się w jego stronę. Ten uśmieszek znów powrócił na jego twarz - Lubię wyzwania. - podkreślił.
- Słucham? - zatrzymałam się gwałtownie. Wszystko co robił Harry to uśmiech. Uśmiech skierowany w moją stronę. Duży zarozumiały uśmieszek - Dlaczego to robisz?
- Robię co?
Wzięłam uspokajający oddech na odwagę.
- Rozmawiasz ze mną, śledzisz mnie. Dlaczego ja? - byłam ciekawa jego odpowiedzi. Wiedziałam, że poczułam coś w ciągu tych dwóch tygodni, coś nie do opisania, co ciągnęło mnie w jego stronę. Coś czego nie mogłam zignorować. Ale dlaczego on wykazywał takie interesowanie?
- Cóż, byłem u Matta dopóki nie pojechał po Jessicę i zobaczyłem cię idącą tędy. Wszystko co mogę zrobić to zapewnić ci podwózkę. Jak mówiłem, taka dziewczyna jak ty idąca sama do domu nie jest bezpieczna. - moje wnętrzności wywróciły się do góry nogami i zamknęłam oczy z głębokim westchnięciem. Nie to miałam na myśli. Zignorowałam jego nagłą zmianę tematu i znowu zaczęłam iść.
- Masz zamiar jechać za mną przez całą drogę? - zapytałam nieco podirytowana.
- Oczywiście, że tak. - zawołał ze śmiechem. Jego oczy co chwila przechodziły z drogi na mnie i na odwrót. Kurwa. Zwolniłam i wzdychając ciężko spojrzałam mu w oczy.
- Mój dom jest niedaleko. - nagle znowu byłam tą nieśmiałą dziewczyną. Alyssa, która przed chwilą potrafiła nieźle dogryźć nagle oparła się urokowi jego oczu. Znowu. Uśmiech rozszerzył się na jego twarzy, kiedy obeszłam samochód i usiadłam na miejscu pasażera. Muszę przyznać, że samochód był fajny. Wyposażenie i czarne siedzenia były z czarnej skóry. Wygodnie - Tędy. - powiedziałam nie patrząc na niego i wskazałam palcem przed siebie.
- Tak, proszę pani. - zachichotał.
Patrzyłam na niego z ciekawością. Światło lamp ulicznych padało na jego twarz od czasu do czasu. Miał na sobie obcisłą białą koszulkę i czarne jeansy, które były dość wąskie. Nadawało mu to klasycznego wyglądu. Naprawdę. Jego profil sprawiał, że wyglądał poważnie, kiedy jego wzrok był skoncentrowany jedynie na drodze. Lampy rzucały na niego fale światła, dzięki któremu wyraźnie było widać jego dobrze zarysowane rysy i mięśnie. Jest piękny. Uśmiechnęłam się nieśmiało i spojrzałam w dół na swoje stopy zanim podjęłam się spojrzeć na jego twarz ponownie.
- Coś śmiesznego? - uśmiechnął się i spojrzał na mnie na sekundę, zanim wrócił do prowadzenia auta.
- Nie, nic. - spojrzałam przez swoje okno z uśmiechem, a powietrze było wypełnione niezręczną ciszą. Od tygodni wymienialiśmy między sobą spojrzenia i kontakt wzrokowy, a dzisiaj rozmawialiśmy po raz pierwszy. I zaledwie po kilku godzinach on podwoził mnie do domu. Nie sądzę, że zamierzam powiedzieć o tym Jess. Będzie się tylko martwiła i pytała czy czasem mnie nie zranił.
Harry zakończył niezręczną ciszę - Przychodzisz jutro, prawda? - jego oczy nadal były skupione na drodze przed nami.
- Oczywiście, że tak, jak każdy. - roześmiałam się i spojrzałam na niego szybko by po chwili znowu patrzeć na swoje stopy. Klub organizuje wielkie 'otwarcie sezonu'. Przychodzą wszyscy zawodnicy, trenerzy, sponsorzy. Kapitanowie będą przemawiać.
Zdążyłam złapać uśmiech Harrego w przednim lusterku.
- Nie mogę się doczekać. Dużo dobrego jedzenia i cudownych ludzi. - uśmiechnął się szczerze i spojrzał na mnie wymawiając dwa ostatnie słowa. Boże, jego uśmiech.
Poczułam jak moje policzki się rumienią kiedy ciągle na mnie patrzył i uśmiechał się.
- Tutaj. - wskazałam na duży biały dom po lewej, szczęśliwa ze zmiany tematu. Pospiesznie wyskoczyłam z samochodu - Dzięki za podwózkę. - uśmiechnęłam się szybkim ruchem patrząc w jego oczy i zaczęłam iść w kierunku drzwi, w obawie że będzie chciał wejść do środka!
- Cała przyjemność po mojej stronie! - odpowiedział. Odwróciłam się ponownie i pomachałam do niego zanim wyciągnęłam drżącą ręką klucze z kieszeni i wzięłam się za otwieranie frontowych drzwi. Powoli weszłam do domu szybko zatrzaskując za sobą drzwi i opierając się o nie plecami od wewnętrznej strony.
- Nie możesz się w nim zadłużać! - krzyknęłam do siebie i zakryłam twarz dłońmi. Co on ze mną robi? Rozmawiałam z nim jakieś dziesięć minut temu, a nadal nie mam kontroli nad swoimi własnymi myślami. Jego ciemne włosy, które zawsze tak idealnie odrzuca ze swojego czoła. A te dołeczki, które zdobią jego uśmiech.. Jego boskie ciało i ruchy, które nigdy nie zawodzą. I oczy. Dwoje piekielnie zielonych oczu, które tak łatwo chwytają moje. Tak jakby trzymał je w ciasnym uścisku. Westchnęłam ciężko i wstałam z podłogi. Powinnam wziąć prysznic żeby pozbyć się tych nieproszonych myśli. Zimny i orzeźwiający prysznic.
Spojrzałam złowrogo na swoje odbicie w lustrze. Moje długie brązowe włosy opadały tłumnie na moje ramiona w czasie kiedy starannie je rozczesywałam i wzdychałam głęboko. Moje niebieskie oczy odzwierciedlały uczucia przypominające mi o frustracji, którą budowałam w środku. Jęknęłam głośno, odłożyłam szczotkę z powrotem na szafkę i spojrzałam na siebie raz jeszcze. Byłam blada, zmieszana, ale nie zaprzeczałam temu widokowi. Westchnęłam i wyszłam z łazienki znajdując się w salonie ciężkimi krokami. Mój brzuch niespodziewanie zaburczał, a ja zaczęłam żałować mojej odmowy co do niebiańskiego jedzenia pani Lion. Wzięłam się w garść i powędrowałam prosto do kuchni.
Coś jest nie tak. Ignorując moje przeczucia, szperałam w lodówce szukając czegoś jadalnego i szybkiego. Uśmiechnęłam się, kiedy znalazłam pudełko z resztkami pozostałymi od obiadu. Włożyłam jedzenia do mikrofalówki i odwróciłam się ostrożnie. Coś jest nie tak. Zamilkłam. Ciarki przebiegły po całym moim ciele, a ja wstrzymałam oddech bym mogła wszystko lepiej usłyszeć. Jedyną rzeczą wydającą z siebie dźwięk była mikrofalówka. Ale moje serce zaczęło bić szybciej robiąc parę kroków w przód do salonu. Zapiszczałam głośno na widok jakiejś postaci.
- Naprawdę powinnaś zacząć zamykać drzwi na klucz. - głęboki głos Harrego wydostał się z rogu kanapy. Jego oczy wpatrywały się we mnie, paląc się niebezpiecznie kiedy lustrowały moje ciało. Poczułam się niezręcznie i zacisnęłam ręcznik owinięty wokół mojego ciała. Czułam się naga.
- Co ty tutaj do cholery robisz?! - praktycznie krzyknęłam w jego stronę.
- Cóż, zauważyłem że zapomniałaś zamknąć drzwi. - wskazał na nie na sekundę. Jego ręka opierała się o kolano. Drugą podpierał swoją głowę tak by jego wskazujący palec mógł powoli przesuwać się po jego ustach. Ciągle i ciągle - Ktoś mógłby wejść do środka Alyssa, jacyś niebezpieczni ludzie. - jego wzrok uważnie śledził mój.
- Chorzy ludzie, tacy jak ty! - odpowiedziałam sfrustrowana biorąc ręce z mojego ręcznika by móc wyrazić moje emocje rękami - Może teraz jest czas byś odpowiedział na moje pytanie! - krzyknęłam rozdrażniona.
- Pytanie? - patrzył z głową przechyloną na bok i wzrokiem pełnym zabawy. Powolnie odrzucił z czoła swoje włosy i patrzył na mnie wyczekująco.
- To, od którego tak sprytnie uciekłeś w samochodzie i znajdując jakieś głupie wytłumaczenie. - miałam tego dość. Oczywiście mógł zatrzymać to dla siebie, ale do kurwy on włamał się do mojego domu! Chcę znać odpowiedź.
Jego śmiech wypełnił cały pokój. Wstał z wdziękiem na nogi i podszedł bliżej mnie.
- Nie wiem co, ale jest coś w tobie Alyssa.. - o kurwa. Złapał się za kark kiedy zmarszczył brwi. Mój cały gniew zniknął - Coś w twoich oczach. - podszedł jeszcze bliżej, a ja nie potrafiłam się ruszyć. Nie potrafiłam odwrócić od niego mojego wzroku. Nie potrafiłam wykrztusić słowa z moich zaschniętych ust - Tak jakbym widział je już wcześniej. - wpatrywał się w moje oczy jakby zawzięcie czegoś w nich szukał. Jakiejś wskazówki lub wyjaśnienia. Jego prawa dłoń powoli się uniosła i spotkała mój policzek w delikatnym dotyku, sprawiając że drgnął. Wszystko co mogłam zrobić to patrzeć i czekać na jego następny ruch. Jego usta rozchyliły się przesuwając językiem po jego górnych zębach. Zauważyłam, że robi to bardzo często. Mój oddech był ciężki i modliłam się do Boga, żeby nie wyczuł jak działa na mnie jego dotyk i bliskość. Wiedziałam, że jest w stanie zrobić o wiele więcej. Próbowałam pozbierać moje myśli by móc go powstrzymać. A teraz po prostu chciałam żeby mnie pocałował. Pocałował mocno i namiętnie.
- Chyba powinnaś wyciągnąć jedzenie z mikrofali zanim postawisz dom w płomieniach. - uśmiechnął się. Nadal patrzył w moje wystraszone oczy. Jego wzrok znowu był taki jak zawsze i zawładnął nim moje zmysły. Kurwa, jedzenie.
- Kurwa! - pobiegłam swobodnymi ruchami do kuchni i wyciągnęłam wrzącą potrawę z maszyny do zabijania - Ja pierdole. - jęknęłam i spojrzałam na za bardzo podgrzane jedzenie, które miało być moją kolacją i wyrzuciłam je szybko do śmieci, by okropny zapach nie rozniósł się po całym domu.
- Powinnaś być bardziej ostrożna. - Harry oparł się o framugę drzwi i spojrzał na mnie rozbawionymi oczami.
- Cóż, gdyby nikt mi nie przeszkodził może teraz cieszyłabym się dobrym jedzeniem! - wskazałam na kosz na śmieci, a on wybuchnął głośnym śmiechem. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. To był pierwszy raz kiedy widziałam jego śmiech. Prawdziwy śmiech - Naprawdę jestem taka zabawna?
- Bardzo. - zachichotał i przyłożył dłoń do ust by zapobiec kolejnemu wybuchu śmiechu. - Bardzo łatwo się rozpraszasz. - śmiał się dalej. Westchnęłam patrząc w dół i szybko przyciskając ręcznik bardziej do swojego ciała z ulgą, że żadna część mojego ciała nie została ukazana. Pieprzyć to jedzenie, to wszystko co mogę powiedzieć.
Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej ogórka. To już drugi raz dzisiaj kiedy muszę zadowolić się tym zielonym dildo jako moim jedzeniem. Kurwa.
- Chcesz trochę? - zapytałam Harrego z chichotem i wskazałam na zieloną rzecz w mojej ręce.
- Nie, dziękuję. - zaśmiał się żywo. Fajne uczucie wprawiać go w śmiech i chichot praktycznie co chwilę. Nie robił tego zbyt często.
- Jak chcesz. - roześmiał się i wzięłam dużego gryza ogórka kiedy przepłukałam go pod wodą. Harry kontynuował gapienie się na mnie przy otwartych do kuchni drzwiach z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej oparty o framugę z głową lekko przechyloną na bok. Patrzyłam na niego w milczeniu przeżuwając kawałki ogórka, jego usta powoli się rozchylały. Uśmiechnęłam się dziko mając przed sobą obrazek jego myśli. Powolnie odgryzłam kolejny kawałek ogórka i przeżuwałam go powoli patrząc na niego figlarnie i czekając na jego reakcję. Przełknął ślinę i zamrugał oczami parę razy zanim potrząsnął głową by się opamiętać. Prawie jęknęłam kiedy uświadomiłam sobie do czego właśnie doprowadziłam, ale zaśmiałam się cicho. Przygryzł mocno swoją dolną wargę i pokręcił głową. Kurwa.
- Powinienem już iść. - skończył szybko - Zobaczymy się jutro. - obrócił się z determinacją i ruszył w stronę frontowych drzwi.
- Idziesz? - zapytałam. Już?
Odwrócił się z uśmiechem - Tak. Właściwie to nie dałaś mi pozwolenia bym przyszedł i został tutaj. - zaśmiał się. Spoglądałam na niego kiedy otwierał drzwi swoim długim ramieniem - Teraz są zamknięte. Nie chcemy więcej nieproszonych gości, prawda? - i z tymi słowami wyszedł zostawiając za sobą zamknięte drzwi.
Przekręciłam zamek w drzwiach oddychając głęboko z uśmiechem przyklejonym do mojej twarzy na myśl o jego ostatnich słowach. Tak, on jest tajemnicą! Zgodziłam się ze sobą. Te wszystkie inne spojrzenia i jego nastroje były dla mnie powodem frustracji. On był powodem moich frustracji. Westchnęłam i przeleciałam myślami przez dzisiejsze wydarzenia. Nie mogłam w to uwierzyć. Na pewno nie powiem o tym Jess. Dostałaby szału gdybym próbowała wyjaśnić jej, że włamał się do mojego domu albo po prostu do niego wszedł-to naprawdę nie było trudne. Jego słowa i oczy cały czas były w mojej głowie. Jego boskie ruchy i ciało. Jego dotyk. Panie Boże, pomóż mi!
Wszystko czego teraz chcę to długi, długi, dłuuugi piękny sen co najmniej przez dwanaście godzin. Nie sądziłam, że będę taka wykończona. A wszystko przez frustrującego i boskiego faceta.
- Oczywiście, że tak, jak każdy. - roześmiałam się i spojrzałam na niego szybko by po chwili znowu patrzeć na swoje stopy. Klub organizuje wielkie 'otwarcie sezonu'. Przychodzą wszyscy zawodnicy, trenerzy, sponsorzy. Kapitanowie będą przemawiać.
Zdążyłam złapać uśmiech Harrego w przednim lusterku.
- Nie mogę się doczekać. Dużo dobrego jedzenia i cudownych ludzi. - uśmiechnął się szczerze i spojrzał na mnie wymawiając dwa ostatnie słowa. Boże, jego uśmiech.
Poczułam jak moje policzki się rumienią kiedy ciągle na mnie patrzył i uśmiechał się.
- Tutaj. - wskazałam na duży biały dom po lewej, szczęśliwa ze zmiany tematu. Pospiesznie wyskoczyłam z samochodu - Dzięki za podwózkę. - uśmiechnęłam się szybkim ruchem patrząc w jego oczy i zaczęłam iść w kierunku drzwi, w obawie że będzie chciał wejść do środka!
- Cała przyjemność po mojej stronie! - odpowiedział. Odwróciłam się ponownie i pomachałam do niego zanim wyciągnęłam drżącą ręką klucze z kieszeni i wzięłam się za otwieranie frontowych drzwi. Powoli weszłam do domu szybko zatrzaskując za sobą drzwi i opierając się o nie plecami od wewnętrznej strony.
- Nie możesz się w nim zadłużać! - krzyknęłam do siebie i zakryłam twarz dłońmi. Co on ze mną robi? Rozmawiałam z nim jakieś dziesięć minut temu, a nadal nie mam kontroli nad swoimi własnymi myślami. Jego ciemne włosy, które zawsze tak idealnie odrzuca ze swojego czoła. A te dołeczki, które zdobią jego uśmiech.. Jego boskie ciało i ruchy, które nigdy nie zawodzą. I oczy. Dwoje piekielnie zielonych oczu, które tak łatwo chwytają moje. Tak jakby trzymał je w ciasnym uścisku. Westchnęłam ciężko i wstałam z podłogi. Powinnam wziąć prysznic żeby pozbyć się tych nieproszonych myśli. Zimny i orzeźwiający prysznic.
Spojrzałam złowrogo na swoje odbicie w lustrze. Moje długie brązowe włosy opadały tłumnie na moje ramiona w czasie kiedy starannie je rozczesywałam i wzdychałam głęboko. Moje niebieskie oczy odzwierciedlały uczucia przypominające mi o frustracji, którą budowałam w środku. Jęknęłam głośno, odłożyłam szczotkę z powrotem na szafkę i spojrzałam na siebie raz jeszcze. Byłam blada, zmieszana, ale nie zaprzeczałam temu widokowi. Westchnęłam i wyszłam z łazienki znajdując się w salonie ciężkimi krokami. Mój brzuch niespodziewanie zaburczał, a ja zaczęłam żałować mojej odmowy co do niebiańskiego jedzenia pani Lion. Wzięłam się w garść i powędrowałam prosto do kuchni.
Coś jest nie tak. Ignorując moje przeczucia, szperałam w lodówce szukając czegoś jadalnego i szybkiego. Uśmiechnęłam się, kiedy znalazłam pudełko z resztkami pozostałymi od obiadu. Włożyłam jedzenia do mikrofalówki i odwróciłam się ostrożnie. Coś jest nie tak. Zamilkłam. Ciarki przebiegły po całym moim ciele, a ja wstrzymałam oddech bym mogła wszystko lepiej usłyszeć. Jedyną rzeczą wydającą z siebie dźwięk była mikrofalówka. Ale moje serce zaczęło bić szybciej robiąc parę kroków w przód do salonu. Zapiszczałam głośno na widok jakiejś postaci.
- Naprawdę powinnaś zacząć zamykać drzwi na klucz. - głęboki głos Harrego wydostał się z rogu kanapy. Jego oczy wpatrywały się we mnie, paląc się niebezpiecznie kiedy lustrowały moje ciało. Poczułam się niezręcznie i zacisnęłam ręcznik owinięty wokół mojego ciała. Czułam się naga.
- Co ty tutaj do cholery robisz?! - praktycznie krzyknęłam w jego stronę.
- Cóż, zauważyłem że zapomniałaś zamknąć drzwi. - wskazał na nie na sekundę. Jego ręka opierała się o kolano. Drugą podpierał swoją głowę tak by jego wskazujący palec mógł powoli przesuwać się po jego ustach. Ciągle i ciągle - Ktoś mógłby wejść do środka Alyssa, jacyś niebezpieczni ludzie. - jego wzrok uważnie śledził mój.
- Chorzy ludzie, tacy jak ty! - odpowiedziałam sfrustrowana biorąc ręce z mojego ręcznika by móc wyrazić moje emocje rękami - Może teraz jest czas byś odpowiedział na moje pytanie! - krzyknęłam rozdrażniona.
- Pytanie? - patrzył z głową przechyloną na bok i wzrokiem pełnym zabawy. Powolnie odrzucił z czoła swoje włosy i patrzył na mnie wyczekująco.
- To, od którego tak sprytnie uciekłeś w samochodzie i znajdując jakieś głupie wytłumaczenie. - miałam tego dość. Oczywiście mógł zatrzymać to dla siebie, ale do kurwy on włamał się do mojego domu! Chcę znać odpowiedź.
Jego śmiech wypełnił cały pokój. Wstał z wdziękiem na nogi i podszedł bliżej mnie.
- Nie wiem co, ale jest coś w tobie Alyssa.. - o kurwa. Złapał się za kark kiedy zmarszczył brwi. Mój cały gniew zniknął - Coś w twoich oczach. - podszedł jeszcze bliżej, a ja nie potrafiłam się ruszyć. Nie potrafiłam odwrócić od niego mojego wzroku. Nie potrafiłam wykrztusić słowa z moich zaschniętych ust - Tak jakbym widział je już wcześniej. - wpatrywał się w moje oczy jakby zawzięcie czegoś w nich szukał. Jakiejś wskazówki lub wyjaśnienia. Jego prawa dłoń powoli się uniosła i spotkała mój policzek w delikatnym dotyku, sprawiając że drgnął. Wszystko co mogłam zrobić to patrzeć i czekać na jego następny ruch. Jego usta rozchyliły się przesuwając językiem po jego górnych zębach. Zauważyłam, że robi to bardzo często. Mój oddech był ciężki i modliłam się do Boga, żeby nie wyczuł jak działa na mnie jego dotyk i bliskość. Wiedziałam, że jest w stanie zrobić o wiele więcej. Próbowałam pozbierać moje myśli by móc go powstrzymać. A teraz po prostu chciałam żeby mnie pocałował. Pocałował mocno i namiętnie.
- Chyba powinnaś wyciągnąć jedzenie z mikrofali zanim postawisz dom w płomieniach. - uśmiechnął się. Nadal patrzył w moje wystraszone oczy. Jego wzrok znowu był taki jak zawsze i zawładnął nim moje zmysły. Kurwa, jedzenie.
- Kurwa! - pobiegłam swobodnymi ruchami do kuchni i wyciągnęłam wrzącą potrawę z maszyny do zabijania - Ja pierdole. - jęknęłam i spojrzałam na za bardzo podgrzane jedzenie, które miało być moją kolacją i wyrzuciłam je szybko do śmieci, by okropny zapach nie rozniósł się po całym domu.
- Powinnaś być bardziej ostrożna. - Harry oparł się o framugę drzwi i spojrzał na mnie rozbawionymi oczami.
- Cóż, gdyby nikt mi nie przeszkodził może teraz cieszyłabym się dobrym jedzeniem! - wskazałam na kosz na śmieci, a on wybuchnął głośnym śmiechem. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. To był pierwszy raz kiedy widziałam jego śmiech. Prawdziwy śmiech - Naprawdę jestem taka zabawna?
- Bardzo. - zachichotał i przyłożył dłoń do ust by zapobiec kolejnemu wybuchu śmiechu. - Bardzo łatwo się rozpraszasz. - śmiał się dalej. Westchnęłam patrząc w dół i szybko przyciskając ręcznik bardziej do swojego ciała z ulgą, że żadna część mojego ciała nie została ukazana. Pieprzyć to jedzenie, to wszystko co mogę powiedzieć.
Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej ogórka. To już drugi raz dzisiaj kiedy muszę zadowolić się tym zielonym dildo jako moim jedzeniem. Kurwa.
- Chcesz trochę? - zapytałam Harrego z chichotem i wskazałam na zieloną rzecz w mojej ręce.
- Nie, dziękuję. - zaśmiał się żywo. Fajne uczucie wprawiać go w śmiech i chichot praktycznie co chwilę. Nie robił tego zbyt często.
- Jak chcesz. - roześmiał się i wzięłam dużego gryza ogórka kiedy przepłukałam go pod wodą. Harry kontynuował gapienie się na mnie przy otwartych do kuchni drzwiach z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej oparty o framugę z głową lekko przechyloną na bok. Patrzyłam na niego w milczeniu przeżuwając kawałki ogórka, jego usta powoli się rozchylały. Uśmiechnęłam się dziko mając przed sobą obrazek jego myśli. Powolnie odgryzłam kolejny kawałek ogórka i przeżuwałam go powoli patrząc na niego figlarnie i czekając na jego reakcję. Przełknął ślinę i zamrugał oczami parę razy zanim potrząsnął głową by się opamiętać. Prawie jęknęłam kiedy uświadomiłam sobie do czego właśnie doprowadziłam, ale zaśmiałam się cicho. Przygryzł mocno swoją dolną wargę i pokręcił głową. Kurwa.
- Powinienem już iść. - skończył szybko - Zobaczymy się jutro. - obrócił się z determinacją i ruszył w stronę frontowych drzwi.
- Idziesz? - zapytałam. Już?
Odwrócił się z uśmiechem - Tak. Właściwie to nie dałaś mi pozwolenia bym przyszedł i został tutaj. - zaśmiał się. Spoglądałam na niego kiedy otwierał drzwi swoim długim ramieniem - Teraz są zamknięte. Nie chcemy więcej nieproszonych gości, prawda? - i z tymi słowami wyszedł zostawiając za sobą zamknięte drzwi.
Przekręciłam zamek w drzwiach oddychając głęboko z uśmiechem przyklejonym do mojej twarzy na myśl o jego ostatnich słowach. Tak, on jest tajemnicą! Zgodziłam się ze sobą. Te wszystkie inne spojrzenia i jego nastroje były dla mnie powodem frustracji. On był powodem moich frustracji. Westchnęłam i przeleciałam myślami przez dzisiejsze wydarzenia. Nie mogłam w to uwierzyć. Na pewno nie powiem o tym Jess. Dostałaby szału gdybym próbowała wyjaśnić jej, że włamał się do mojego domu albo po prostu do niego wszedł-to naprawdę nie było trudne. Jego słowa i oczy cały czas były w mojej głowie. Jego boskie ruchy i ciało. Jego dotyk. Panie Boże, pomóż mi!
Wszystko czego teraz chcę to długi, długi, dłuuugi piękny sen co najmniej przez dwanaście godzin. Nie sądziłam, że będę taka wykończona. A wszystko przez frustrującego i boskiego faceta.
_____________________________________
Ta-daaa! Czwarty rozdział. Co myślicie? :)
Chyba nie miałabym nic przeciwko jakby do mojego domu włamał się taki Harry.
Jeżeli przeczytałaś i chcesz kolejny rozdział - SKOMENTUJ!
Kocham to uczucie, kiedy wchodzę na bloga i widzę nowy komentarz. Banan na ryju gwarantowany <3
Co do piątego rozdziału. Jest on najdłuższy z wszystkich do tej pory (na razie w oryginale rozdziałów jest 13) a ja mam dużo nauki. Troszkę już przetłumaczyłam. Zawaliłam praktykę z geografii dzisiaj, grr ;/
Najpóźniej dodam go w piątek! Uwierzcie, że naprawdę chciałabym wcześniej, ale po prostu nie mam czasu, miśki.
Jeżeli chcecie popisać piszcie na twitterze - KLIK - na pewno wam odpiszę.
Trzymajcie się, słodziaki! xx
niedziela, 22 września 2013
Rozdział 3. - Captain's, perfect match
ti- Zgadnij kto zaprosił mnie na randkę! - Jess zapiszczała do mojego ucha. Podskoczyłam z zaskoczenia i prawie udławiłam się swoim jedzeniem.
- Kto? - zapytałam kaszląc i próbując przełknąć kanapkę z szynką i serem.
Dziewczyna jęknęła - Matt, helloł! Tak, Matthew. Tak, Matthew Connel! Ten z moich najskrytszych fantazji. Jest kapitanem drużyny tak jak ja! - ton jej głosu podwyższał się i podwyższał z każdym kolejnym słowem a ja nie mogłam jej pomóc śmiejąc się, że jej emocje wzięły górę.
- Jesteście dla siebie stworzeni. - mrugnęłam znacząco i kontynuowałam jedzenie. Jess skinęła pospiesznie głową, a na jej twarzy pojawił się uśmiech jeszcze większy niż zwykle-jeżeli to w ogóle było możliwe.
- I zgadnij kto pomoże mi ze strojem na randkę. - spojrzałam na nią znad mojej książki.
- Ja? - zapytałam z pełnymi ustami. Ponownie skinęła głową, jednak zanim ponownie zaczęła energicznie kiwać głową, próbowałam ją uspokoić - Cudownie. Cieszę się razem z tobą. Minęły już chyba z trzy lata, co?
Usiadła naprzeciw mnie i w końcu zaczęła spokojnie oddychać - Trzy długie lata podziwiania i nieznaczących rozmów.
- Czyli jesteś teraz gotowa na małe bow-chicka-chicka-wow-wow! - zaśmiałam się głośno i zaprezentowałam rękami krótki taniec, ale przestałam kiedy Jessica uderzyła mnie w ramię z uśmiechem na twarzy.
- Jesteś aż taka pewna? - zachichotała - Sądzę, że Harry na pewno jest gotowy na małe bow-chicka-wow-wow z Tobą! - powiedziała przez śmiech. Rozejrzałam się szybko wokół mnie, ale to tylko sprawiło że śmiech Jess stał się jeszcze głośniejszy. Nie było go tutaj.
- Pierdol się. - burknęłam ponuro i wróciłam do jedzenia i czytania.
- Oh, nie bądź dzieckiem skarbie. - zażartowała - po prostu się z tobą drażnię. I wiesz co z tobą zrobie, jeżeli zaczniesz angażować się w coś z tym gościem. - zmrużyła oczy i powiedziała z dominacją w głosie - On jest tylko problemowym dzieciakiem. - kontynuowała jej gierkę ze śmiechem na końcu. Westchnęłam głośno i przewróciłam oczami - Będę czekać na ciebie przed szkołą po lekcjach, jedziesz ze mną prosto do domu. - uśmiechnęła się i wstała - Jest piątek i mamy dużo rzeczy do zrobienia. - powiedziała wyraźnie z naciskiem na dużo.
- Narka! - pomachałam do niej z oczami przyklejonymi do mojej książki. Ten temat historii naturalnej był bardzo ciężki i trudny. Musiałam się upewnić, że umiem to wszystko i to perfekcyjnie.
Kiedy zadzwonił dzwonek pozbierałam swoje książki z uśmiechem na twarzy. Motylki w moim brzuchu kłębiły się niesamowicie. Dlaczego? Codziennie idąc wzdłuż holu do drzwi wyjściowych moje ciało odmawiało posłuszeństwa. Nie robiło nic innego oprócz szukania pary zielonych oczu z tymi ciemnymi kręconymi włosami przede mną. Dobrze wiedział, że na niego patrzę. Wyszłam zza rogu i oderwałam wzrok od moich stóp. Mój uśmiech szybko zgasł. Zauważyłam go. Z dziewczyną. Miałam ochotę zwrócić wszystko co zjadłam na śniadanie. Dziewczyna stała nad nim chichocząc i dotykając jego ramienia drogą flirtu. Uśmiechał się-ahh-i także głupio się chichotał kiedy z nim rozmawiała. Dałabym się do kurwy nędzy zabić by dowiedzieć się co ona mu takiego mówi, że na jego twarzy widniał aż taki uśmiech. W jednej chwili złapał moje spojrzenie i momentalnie znowu obojętność pojawiła się na jego twarzy. Tylko na sekundę, bo po chwili odwrócił się z powrotem do tamtej dziwki-przepraszam za słownictwo.
Ciche jęknięcie wydobyło się z moich ust kiedy odetchnęłam ciężko i otwierałam moją szafkę cyferka po cyferce trudnymi ruchami. 7-1-0-5. I otwarła się skrzypiąc przy okazji.
Jestem głupia. Po prostu kurwa głupia. Głupia, że chociaż przez chwilę pomyślałam, że może mnie lubi. Jakoś. W jakiś inny sposób. Jęknęłam ponownie i wrzuciłam książki z powrotem do szafki. Głupia. Przecież Jess wyraźnie mi powiedziała-najlepszy i poza zasięgiem. Czy jest możliwe być bardziej głupim ode mnie? Głupia! Te spojrzenia.. to znaczy one były ponure. To nie było tak, że uśmiechał się kiedy go mijałam. Po prostu gapił się na mnie obojętnie bez żadnych emocji, tak jak zwierze, które nie może nic zrobić. Głupia Alyssa! Poklepałam się w myślach po plecach.
- Nie myślałem, że jesteś typem zazdrośnicy. - O kurwa. Zamarłam w bezruchu. Spojrzałam w dół i zobaczyłam dwie stopy za moją szafką.
Szybko zamknęłam szafkę-trochę za szybko-i moje oczy rozszerzyły się kiedy spotkałam jego tęczówki. Zielone i błyszczące - Ee, przepraszam? - wychrypiałam.
Oparł się o moją szafkę, co sprowadziło mnie na chwilę na ziemię. Zaśmiał się gardłowo w chwili kiedy na jego twarzy pojawił się ten cholerny uśmiech. Kurwa.
- Jestem Harry. - powiedział powoli i wyciągnął rękę w moją stronę
Moje oczy skanowały jego rękę, od palców po samo ramię, zanim znowu spotkałam się z tymi dwoma zielonymi kryształkami. Był bardzo dobrze zbudowany i nie trudno było to zauważyć. I jego duże dłonie i długie palce. Z wahaniem przyjęłam gest jego ręki, jego twarz pociemniała na mój dotyk, ale tylko na sekundę. I to dziwne uczucie w moim brzuchu. Coś innego, ukrytego i nieznanego przeze mnie.
- Jestem Alyssa. - powiedziałam z małym uśmiechem, nadal trzymając jego rękę. Moje oczy utonęły w jego. Znowu. Te oczy, które prześladowały mnie każdego dnia i każdej nocy przez dwa ostatnie tygodnie, odkąd pierwszy raz napotkałam jego wzrok. Byłam zagubiona.
Na jego twarzy znów można było zauważyć uśmieszek - Tak, wiem. - powiedział śmiejąc się pod nosem.
- Wiesz?
W końcu puściłam jego rękę, a on odsunął się od mojej szafki, robiąc krok bliżej mnie. Od razu poczułam jak moje serce wali jak oszalałe.
- Tak, wiem. - powtórzył z humorem w jego głosie. Zrobił kolejny krok ku mnie i oparł swoje ręce o szafki po obu stronach mojej głowy - Widzisz Alyssa.. - spauzował na chwilę i spojrzał mi w oczy bym poświęciła mu całą swoją uwagę - Kiedy chce coś bardzo mocno, zazwyczaj robię wszystko by to dostało się w moje ręce. - powiedział powoli i wyraźnie.
O cholera. Zagubiłam się w myślach, ale moje oczy nie opuściły jego zielonych. Tak bardzo jak byłam niepewna jego słów, tak bardzo nie chciałam odwrócić swojego wzroku od jego tęczówek. Zarozumiały uśmieszek wkradł się na jego usta kiedy przejechał końcem swojego języka po swoich górnych zębach.
- Ale jeżeli chodzi o ciebie - oddychał ciężko - ostatnio wszyscy krzyczeli twoje imię na linii bocznej boiska. - zachichotał. Uśmiechnęłam się nieco bardziej niż do tej pory i jego oczy natychmiast się rozjaśniły - Bardzo dobrze grałaś.
- Dziękuję. - zaczerwieniłam się - Tak samo ty.
- Więc też się na mnie patrzyłaś. - zachichotał żywo. Nie wiedziałam co powiedzieć, ale wiedziałam, że moja zaczerwieniona jak pomidor twarz mówiła sama za siebie.
Przygryzłam wargę kiedy stał tutaj z uśmiechem wartym milion dolców w seksownej pozie tuż przede mną.
- Mam nadzieję, że zobaczę cię niebawem. - powiedział, a ja uśmiechnęłam się nieco pewniej kierując się ku wyjściu ze szkoły.
- Oh tak, zobaczysz. - obróciłam się by zobaczyć teraz już znajomy uśmieszek i jego oczy, które lustrowały moje ciało zanim powoli się odwrócił i poszedł w przeciwną stronę.
Okurwajapierdolekurwamać. Podskakiwałam i piszczałam idąc przez parking prosto do Jess-odzwierciedlała moje działania i wybuchłam śmiechem. - Zgadnij co! - krzyknęłam i oparłam się o jej różowego garbusa.
- Harry i ty mieliście małe bow-chicka-wow-wow w bibliotece? - zaśmiała się ponownie.
- Nie! - nie mogłam przestać się śmiać - Rozmawiał ze mną!
- On rozmawiał z tobą, czy raczej ty z nim? - zapytała krzyżując swoje ramiona na wysokości klatki piersiowej.
- Cóż, i to i to-ale to on podszedł do mnie i zaczął rozmowę. - uśmiechnęłam się z dumą.
Jess jęknęła i przyłożyła rękę do swoich ust czyniąc tą całą sytuację bardziej dramatyczną.
- Więc.. co powiedział? - skłoniła się do wydukania paru słów - O czym rozmawialiście? - jej oczy były szeroko otwarte tak samo jak i usta, na których widniał uśmiech.
- Uhm, no ten. Przedstawił się, no i ja też. I skończyliśmy to krótkim 'mam nadzieję, że niebawem się zobaczymy'.
Znowu jęknęła i zaciągnęła mnie do środka swojego auta.
- Nie mogę w to uwierzyć. - powiedziała zdumiona - Harry Styles uważa, że jesteś gorąca! Ale proszę, bądź ostrożna. Nie wiem czy mogę mu zaufać. On nadal jest Mystery Guy. - powiedziała z troską w swoim głosie.
- Wiem, wiem. - uśmiechałam się, nie mogłam pozbyć się tego głupiego uśmieszku ze swojej twarzy - Jeżeli blondi się o tym dowie, będę miała kłopoty. - podniosłam swoje ręce w geście obrony i zaśmiałam się tak samo jak Jessica, która włożyła kluczyk do stacyjki i odpaliła silnik swojego aż za różowego małego autka.
- A co sądzisz o tym? - to była już chyba setna sukienka jaką Jess przymierzała.
- Jess, wyglądasz cudownie w każdej z nich. A ta pasuje do ciebie idealnie. - powiedziałam szczerze podczas jedzenia ogórka. Ale ona znowu nie zgodziła się z moimi słowami i rzuciła sukienkę na stos leżących obok ciuchów - Wiem, że się denerwujesz. Ale naprawdę, nie powinnaś.
- Powiedziała bow-chicka-wow-wow girl. - stwierdziła z uniesionymi brwiami i zestresowana rozejrzała się po swoim pokoju.
Zaśmiałam się.
- Kiedy on po ciebie przyjeżdża? - siedem palców zostało pokazanych mi tuż przed moją twarzą, kiedy Jess ponownie wróciła do swojej jaskini z ciuchami. Poszukiwania idealnego ubrania trwały.
- Tutaj! - podskoczyłam na moim siedzeniu na krzyk dochodzący z wnętrza szafy - Tak! To ta! - i ze słabo oświetlonej szafy wyłoniła się wspaniała Jessica-jak zawsze. Miała na sobie obcisłą doskonale dopasowaną sukienkę, która kończyła się w połowie uda, z ramiączkami krzyżującymi się z tyłu - No i założę jeszcze to. - dodała i wrzuciła na siebie jeansową kurtkę.
Podniosłam moje oba kciuki do góry i uśmiechnęłam się szeroko.
- Bingo! - faktycznie, wyglądała przepięknie.
- Włosy i makijaż gotowe. Na ciebie już czas, twoja randka czeka. - popchnęłam Jessicę w dół schodów starając się bym nie musiała robić tego ponownie.
- Nie mogę tego zrobić, Alyssa. - jęknęła.
- Tak. - pociągnęłam ją za ramię - Możesz. - trzymałam ją przy ścianie i otworzyłam drzwi nogą - Masz wybór. Możesz wyjść przez te drzwi i wyglądać dobrze lub mogę cię tam wypchnąć tak, że upadniesz na twarz. Tuż przed swoim ukochanym.
Jęknęła.
- Dobra, dobra. - wzięła głęboki oddech i wyprostowała się zanim zeszła wzdłuż podjazdu do odpalonego samochodu. Dobrze ubrany Matt wyszedł z auta i otworzył jej drzwi od strony pasażera.
- Bawcie się dobrze! - krzyknęłam machając do przyjaciółki. Szybko mi odmachała zanim weszła do samochodu z uśmiechem na twarzy. Poszłam do kuchni, kiedy samochód odjechał spod domu Jess i znalazłam panią Lions-mamę Jessici. Była zajęta robieniem jedzenia.
- To ja idę do domu, pani Lions.
- Oh, Alyssa. Już wychodzisz? - zapytała mnie przez ramię nie zaprzestając swoich czynności - Jesteś pewna, że nie chcesz najpierw czegoś przekąsić?
- Nie, dziękuję. - uśmiechnęłam się ciepło - Muszę już iść. Jess jest już w drodze do miasta. - uśmiechnęłam się.
Pani Lions zaśmiała się miło.
- No tak, ona nie przestaje gadać o tym całym Matthew. - uśmiechnęła się.
- Oh, proszę mi uwierzyć. Jest wiele innych rzeczy poza nim. - zaśmiałam się, rzuciłam ostatnie słowa na pożegnanie i ruszyłam w drogę do swojego dużego domu.
Na zewnątrz było chłodno. W sumie nic dziwnego. Zapięłam zamek od mojej kurtki i zaczęłam iść wzdłuż chodników. Harry. Nie mogłam myśleć o nikim i niczym innym. Widzieć ten jego uśmiech, stojąc przed nim i wyobrażając sobie że był on na jego twarzy ze względu na mnie. Uśmieszek sam malował się na mojej twarzy i nie mogłam nic z tym zrobić. Ale i tak on nadal jest twardym orzechem do zgryzienia. Tak jakby mówił do mnie jakimś szyfrem albo.. Nie wiem. Może on po prostu nie jest pewny co do mnie. To było dziwne, wręcz surrealistyczne. Kiedy nasze oczy spotykały się, droga do nich była zablokowana. Jakby właśnie tak miało być.
Warczenie jakiegoś silnika samochodowego sprowadziło mnie na ziemię. Cofnęłam się odruchowo parę kroków i podniosłam głowę by zaraz spojrzeć na parę wpatrzonych prosto we mnie zielonych oczu, o których tak zawzięcie myślałam.
Harry.
___________________________
No dobra, to jest rozdział trzeci. Dostałam komentarze i tweety żebym dodała dzisiaj więc jest! huehue
Poznajcie moją dobroć <3 W końcu zaczyna się dziać co nie? ;>
Następny rozdział dodam we wtorek/środę zobaczę jak się sprawy potoczą. A zapewniam, że będzie się działo.
No i przypominam o komentowaniu wpisu, bo bardzo zależy mi na szczerej opinii słoneczka no i każdy kolejny komentarz mnie uszczęśliwia :) xx
A tymczasem odsyłam was na nowe tłumaczenie mojej przyjaciółki - KLIK
Harry jest cudowny, co nieeee? <3
no to do kiedyś, @Lady_Debil
- Kto? - zapytałam kaszląc i próbując przełknąć kanapkę z szynką i serem.
Dziewczyna jęknęła - Matt, helloł! Tak, Matthew. Tak, Matthew Connel! Ten z moich najskrytszych fantazji. Jest kapitanem drużyny tak jak ja! - ton jej głosu podwyższał się i podwyższał z każdym kolejnym słowem a ja nie mogłam jej pomóc śmiejąc się, że jej emocje wzięły górę.
- Jesteście dla siebie stworzeni. - mrugnęłam znacząco i kontynuowałam jedzenie. Jess skinęła pospiesznie głową, a na jej twarzy pojawił się uśmiech jeszcze większy niż zwykle-jeżeli to w ogóle było możliwe.
- I zgadnij kto pomoże mi ze strojem na randkę. - spojrzałam na nią znad mojej książki.
- Ja? - zapytałam z pełnymi ustami. Ponownie skinęła głową, jednak zanim ponownie zaczęła energicznie kiwać głową, próbowałam ją uspokoić - Cudownie. Cieszę się razem z tobą. Minęły już chyba z trzy lata, co?
Usiadła naprzeciw mnie i w końcu zaczęła spokojnie oddychać - Trzy długie lata podziwiania i nieznaczących rozmów.
- Czyli jesteś teraz gotowa na małe bow-chicka-chicka-wow-wow! - zaśmiałam się głośno i zaprezentowałam rękami krótki taniec, ale przestałam kiedy Jessica uderzyła mnie w ramię z uśmiechem na twarzy.
- Jesteś aż taka pewna? - zachichotała - Sądzę, że Harry na pewno jest gotowy na małe bow-chicka-wow-wow z Tobą! - powiedziała przez śmiech. Rozejrzałam się szybko wokół mnie, ale to tylko sprawiło że śmiech Jess stał się jeszcze głośniejszy. Nie było go tutaj.
- Pierdol się. - burknęłam ponuro i wróciłam do jedzenia i czytania.
- Oh, nie bądź dzieckiem skarbie. - zażartowała - po prostu się z tobą drażnię. I wiesz co z tobą zrobie, jeżeli zaczniesz angażować się w coś z tym gościem. - zmrużyła oczy i powiedziała z dominacją w głosie - On jest tylko problemowym dzieciakiem. - kontynuowała jej gierkę ze śmiechem na końcu. Westchnęłam głośno i przewróciłam oczami - Będę czekać na ciebie przed szkołą po lekcjach, jedziesz ze mną prosto do domu. - uśmiechnęła się i wstała - Jest piątek i mamy dużo rzeczy do zrobienia. - powiedziała wyraźnie z naciskiem na dużo.
- Narka! - pomachałam do niej z oczami przyklejonymi do mojej książki. Ten temat historii naturalnej był bardzo ciężki i trudny. Musiałam się upewnić, że umiem to wszystko i to perfekcyjnie.
Kiedy zadzwonił dzwonek pozbierałam swoje książki z uśmiechem na twarzy. Motylki w moim brzuchu kłębiły się niesamowicie. Dlaczego? Codziennie idąc wzdłuż holu do drzwi wyjściowych moje ciało odmawiało posłuszeństwa. Nie robiło nic innego oprócz szukania pary zielonych oczu z tymi ciemnymi kręconymi włosami przede mną. Dobrze wiedział, że na niego patrzę. Wyszłam zza rogu i oderwałam wzrok od moich stóp. Mój uśmiech szybko zgasł. Zauważyłam go. Z dziewczyną. Miałam ochotę zwrócić wszystko co zjadłam na śniadanie. Dziewczyna stała nad nim chichocząc i dotykając jego ramienia drogą flirtu. Uśmiechał się-ahh-i także głupio się chichotał kiedy z nim rozmawiała. Dałabym się do kurwy nędzy zabić by dowiedzieć się co ona mu takiego mówi, że na jego twarzy widniał aż taki uśmiech. W jednej chwili złapał moje spojrzenie i momentalnie znowu obojętność pojawiła się na jego twarzy. Tylko na sekundę, bo po chwili odwrócił się z powrotem do tamtej dziwki-przepraszam za słownictwo.
Ciche jęknięcie wydobyło się z moich ust kiedy odetchnęłam ciężko i otwierałam moją szafkę cyferka po cyferce trudnymi ruchami. 7-1-0-5. I otwarła się skrzypiąc przy okazji.
Jestem głupia. Po prostu kurwa głupia. Głupia, że chociaż przez chwilę pomyślałam, że może mnie lubi. Jakoś. W jakiś inny sposób. Jęknęłam ponownie i wrzuciłam książki z powrotem do szafki. Głupia. Przecież Jess wyraźnie mi powiedziała-najlepszy i poza zasięgiem. Czy jest możliwe być bardziej głupim ode mnie? Głupia! Te spojrzenia.. to znaczy one były ponure. To nie było tak, że uśmiechał się kiedy go mijałam. Po prostu gapił się na mnie obojętnie bez żadnych emocji, tak jak zwierze, które nie może nic zrobić. Głupia Alyssa! Poklepałam się w myślach po plecach.
- Nie myślałem, że jesteś typem zazdrośnicy. - O kurwa. Zamarłam w bezruchu. Spojrzałam w dół i zobaczyłam dwie stopy za moją szafką.
Szybko zamknęłam szafkę-trochę za szybko-i moje oczy rozszerzyły się kiedy spotkałam jego tęczówki. Zielone i błyszczące - Ee, przepraszam? - wychrypiałam.
Oparł się o moją szafkę, co sprowadziło mnie na chwilę na ziemię. Zaśmiał się gardłowo w chwili kiedy na jego twarzy pojawił się ten cholerny uśmiech. Kurwa.
- Jestem Harry. - powiedział powoli i wyciągnął rękę w moją stronę
Moje oczy skanowały jego rękę, od palców po samo ramię, zanim znowu spotkałam się z tymi dwoma zielonymi kryształkami. Był bardzo dobrze zbudowany i nie trudno było to zauważyć. I jego duże dłonie i długie palce. Z wahaniem przyjęłam gest jego ręki, jego twarz pociemniała na mój dotyk, ale tylko na sekundę. I to dziwne uczucie w moim brzuchu. Coś innego, ukrytego i nieznanego przeze mnie.
- Jestem Alyssa. - powiedziałam z małym uśmiechem, nadal trzymając jego rękę. Moje oczy utonęły w jego. Znowu. Te oczy, które prześladowały mnie każdego dnia i każdej nocy przez dwa ostatnie tygodnie, odkąd pierwszy raz napotkałam jego wzrok. Byłam zagubiona.
Na jego twarzy znów można było zauważyć uśmieszek - Tak, wiem. - powiedział śmiejąc się pod nosem.
- Wiesz?
W końcu puściłam jego rękę, a on odsunął się od mojej szafki, robiąc krok bliżej mnie. Od razu poczułam jak moje serce wali jak oszalałe.
- Tak, wiem. - powtórzył z humorem w jego głosie. Zrobił kolejny krok ku mnie i oparł swoje ręce o szafki po obu stronach mojej głowy - Widzisz Alyssa.. - spauzował na chwilę i spojrzał mi w oczy bym poświęciła mu całą swoją uwagę - Kiedy chce coś bardzo mocno, zazwyczaj robię wszystko by to dostało się w moje ręce. - powiedział powoli i wyraźnie.
O cholera. Zagubiłam się w myślach, ale moje oczy nie opuściły jego zielonych. Tak bardzo jak byłam niepewna jego słów, tak bardzo nie chciałam odwrócić swojego wzroku od jego tęczówek. Zarozumiały uśmieszek wkradł się na jego usta kiedy przejechał końcem swojego języka po swoich górnych zębach.
- Ale jeżeli chodzi o ciebie - oddychał ciężko - ostatnio wszyscy krzyczeli twoje imię na linii bocznej boiska. - zachichotał. Uśmiechnęłam się nieco bardziej niż do tej pory i jego oczy natychmiast się rozjaśniły - Bardzo dobrze grałaś.
- Dziękuję. - zaczerwieniłam się - Tak samo ty.
- Więc też się na mnie patrzyłaś. - zachichotał żywo. Nie wiedziałam co powiedzieć, ale wiedziałam, że moja zaczerwieniona jak pomidor twarz mówiła sama za siebie.
Przygryzłam wargę kiedy stał tutaj z uśmiechem wartym milion dolców w seksownej pozie tuż przede mną.
- Mam nadzieję, że zobaczę cię niebawem. - powiedział, a ja uśmiechnęłam się nieco pewniej kierując się ku wyjściu ze szkoły.
- Oh tak, zobaczysz. - obróciłam się by zobaczyć teraz już znajomy uśmieszek i jego oczy, które lustrowały moje ciało zanim powoli się odwrócił i poszedł w przeciwną stronę.
Okurwajapierdolekurwamać. Podskakiwałam i piszczałam idąc przez parking prosto do Jess-odzwierciedlała moje działania i wybuchłam śmiechem. - Zgadnij co! - krzyknęłam i oparłam się o jej różowego garbusa.
- Harry i ty mieliście małe bow-chicka-wow-wow w bibliotece? - zaśmiała się ponownie.
- Nie! - nie mogłam przestać się śmiać - Rozmawiał ze mną!
- On rozmawiał z tobą, czy raczej ty z nim? - zapytała krzyżując swoje ramiona na wysokości klatki piersiowej.
- Cóż, i to i to-ale to on podszedł do mnie i zaczął rozmowę. - uśmiechnęłam się z dumą.
Jess jęknęła i przyłożyła rękę do swoich ust czyniąc tą całą sytuację bardziej dramatyczną.
- Więc.. co powiedział? - skłoniła się do wydukania paru słów - O czym rozmawialiście? - jej oczy były szeroko otwarte tak samo jak i usta, na których widniał uśmiech.
- Uhm, no ten. Przedstawił się, no i ja też. I skończyliśmy to krótkim 'mam nadzieję, że niebawem się zobaczymy'.
Znowu jęknęła i zaciągnęła mnie do środka swojego auta.
- Nie mogę w to uwierzyć. - powiedziała zdumiona - Harry Styles uważa, że jesteś gorąca! Ale proszę, bądź ostrożna. Nie wiem czy mogę mu zaufać. On nadal jest Mystery Guy. - powiedziała z troską w swoim głosie.
- Wiem, wiem. - uśmiechałam się, nie mogłam pozbyć się tego głupiego uśmieszku ze swojej twarzy - Jeżeli blondi się o tym dowie, będę miała kłopoty. - podniosłam swoje ręce w geście obrony i zaśmiałam się tak samo jak Jessica, która włożyła kluczyk do stacyjki i odpaliła silnik swojego aż za różowego małego autka.
- A co sądzisz o tym? - to była już chyba setna sukienka jaką Jess przymierzała.
- Jess, wyglądasz cudownie w każdej z nich. A ta pasuje do ciebie idealnie. - powiedziałam szczerze podczas jedzenia ogórka. Ale ona znowu nie zgodziła się z moimi słowami i rzuciła sukienkę na stos leżących obok ciuchów - Wiem, że się denerwujesz. Ale naprawdę, nie powinnaś.
- Powiedziała bow-chicka-wow-wow girl. - stwierdziła z uniesionymi brwiami i zestresowana rozejrzała się po swoim pokoju.
Zaśmiałam się.
- Kiedy on po ciebie przyjeżdża? - siedem palców zostało pokazanych mi tuż przed moją twarzą, kiedy Jess ponownie wróciła do swojej jaskini z ciuchami. Poszukiwania idealnego ubrania trwały.
- Tutaj! - podskoczyłam na moim siedzeniu na krzyk dochodzący z wnętrza szafy - Tak! To ta! - i ze słabo oświetlonej szafy wyłoniła się wspaniała Jessica-jak zawsze. Miała na sobie obcisłą doskonale dopasowaną sukienkę, która kończyła się w połowie uda, z ramiączkami krzyżującymi się z tyłu - No i założę jeszcze to. - dodała i wrzuciła na siebie jeansową kurtkę.
Podniosłam moje oba kciuki do góry i uśmiechnęłam się szeroko.
- Bingo! - faktycznie, wyglądała przepięknie.
- Włosy i makijaż gotowe. Na ciebie już czas, twoja randka czeka. - popchnęłam Jessicę w dół schodów starając się bym nie musiała robić tego ponownie.
- Nie mogę tego zrobić, Alyssa. - jęknęła.
- Tak. - pociągnęłam ją za ramię - Możesz. - trzymałam ją przy ścianie i otworzyłam drzwi nogą - Masz wybór. Możesz wyjść przez te drzwi i wyglądać dobrze lub mogę cię tam wypchnąć tak, że upadniesz na twarz. Tuż przed swoim ukochanym.
Jęknęła.
- Dobra, dobra. - wzięła głęboki oddech i wyprostowała się zanim zeszła wzdłuż podjazdu do odpalonego samochodu. Dobrze ubrany Matt wyszedł z auta i otworzył jej drzwi od strony pasażera.
- Bawcie się dobrze! - krzyknęłam machając do przyjaciółki. Szybko mi odmachała zanim weszła do samochodu z uśmiechem na twarzy. Poszłam do kuchni, kiedy samochód odjechał spod domu Jess i znalazłam panią Lions-mamę Jessici. Była zajęta robieniem jedzenia.
- To ja idę do domu, pani Lions.
- Oh, Alyssa. Już wychodzisz? - zapytała mnie przez ramię nie zaprzestając swoich czynności - Jesteś pewna, że nie chcesz najpierw czegoś przekąsić?
- Nie, dziękuję. - uśmiechnęłam się ciepło - Muszę już iść. Jess jest już w drodze do miasta. - uśmiechnęłam się.
Pani Lions zaśmiała się miło.
- No tak, ona nie przestaje gadać o tym całym Matthew. - uśmiechnęła się.
- Oh, proszę mi uwierzyć. Jest wiele innych rzeczy poza nim. - zaśmiałam się, rzuciłam ostatnie słowa na pożegnanie i ruszyłam w drogę do swojego dużego domu.
Na zewnątrz było chłodno. W sumie nic dziwnego. Zapięłam zamek od mojej kurtki i zaczęłam iść wzdłuż chodników. Harry. Nie mogłam myśleć o nikim i niczym innym. Widzieć ten jego uśmiech, stojąc przed nim i wyobrażając sobie że był on na jego twarzy ze względu na mnie. Uśmieszek sam malował się na mojej twarzy i nie mogłam nic z tym zrobić. Ale i tak on nadal jest twardym orzechem do zgryzienia. Tak jakby mówił do mnie jakimś szyfrem albo.. Nie wiem. Może on po prostu nie jest pewny co do mnie. To było dziwne, wręcz surrealistyczne. Kiedy nasze oczy spotykały się, droga do nich była zablokowana. Jakby właśnie tak miało być.
Warczenie jakiegoś silnika samochodowego sprowadziło mnie na ziemię. Cofnęłam się odruchowo parę kroków i podniosłam głowę by zaraz spojrzeć na parę wpatrzonych prosto we mnie zielonych oczu, o których tak zawzięcie myślałam.
Harry.
___________________________
No dobra, to jest rozdział trzeci. Dostałam komentarze i tweety żebym dodała dzisiaj więc jest! huehue
Poznajcie moją dobroć <3 W końcu zaczyna się dziać co nie? ;>
Następny rozdział dodam we wtorek/środę zobaczę jak się sprawy potoczą. A zapewniam, że będzie się działo.
No i przypominam o komentowaniu wpisu, bo bardzo zależy mi na szczerej opinii słoneczka no i każdy kolejny komentarz mnie uszczęśliwia :) xx
A tymczasem odsyłam was na nowe tłumaczenie mojej przyjaciółki - KLIK
Harry jest cudowny, co nieeee? <3
no to do kiedyś, @Lady_Debil
sobota, 21 września 2013
Rozdział 2. - Is it just random?
Trąciłam Jess w ramię - Kto to jest? - zapytałam wskazując skinięciem głowy na jakąś wyfioczoną blondi po drugiej stronie olbrzymiej stołówki przeżuwając jedzenie z szeroko otwartymi ustami. Uważnie lustrowałam ją wzrokiem. Tak, definitywnie była jedną z tych ładniejszych i lepszych od innych. Oczywiście z kobiecego punktu widzenia, nie zamierzałam zmieniać orientacji! Jej długie blond włosy sięgały praktycznie do samego tyłka, kiedy zarzuciła je na jedną stronę namiętnie rozmawiając z innymi dziewczynami przy stole i stojąc tak jakby była światowej sławy modelką i właśnie pozowała do okładki magazynu.
- Oh.- Jessica upiła trochę swojego mleka i obróciła się na swoim miejscu tak by jej twarz była dokładnie naprzeciwko mojej - To Emily Woods, najlepsza sztuka w szkole. Przynajmniej ona tak myśli, patrząc na wszystkich chętnych na nią facetów. - przerwała i spojrzała na nią zanim się roześmiała i odwróciła ponownie w moją stronę.
- Co w tym śmiesznego? - zapytałam, przypatrując się dyskretnie podczas jedzenia mojej ostatniej kanapki.
- Nic, nic. - zachichotała - Po prostu chodzi o to, że nawet stąd widzę jej stringi i goły tyłek. Jej spódniczka nie jest zbyt długa.
Odwróciłam się jeszcze raz by spojrzeć na blondi. O boże. Wpadłam w chichot razem z Jess. To serio nie brzmi i nie wygląda dobrze kiedy ktoś widzi cały twój 'biznes'.
- Nie jest trudna do zdobycia. Ale bezpieczniej jest się trzymać z daleko od niej i nie wchodzić jej w drogę Alyssa-ona jest jak piekło na kółkach.
- Taak, potrafię sobie wyobrazić jak dziwka bije mnie w tych swoich różowych stringach. - zaśmiałam się dosyć głośno, chociaż powinnam odpuścić. Jessica zaśmiała się z mojego nie głupiego z resztą żartu i od razu spoważniała.
- Ale serio, zaufaj mi. Ona nie będzie walczyć z tobą na pięści. Skończy z tobą w zupełnie inny sposób-zniszczy cię z zewnątrz i od środka. I mówię to zupełnie serio. - otworzyłam szerzej oczy słysząc poważniejący z każdą sekundą głos mojej przyjaciółki. Wyraziła jasno to, co miała na myśli-nie chciałabym stanąć na drodze tej blondi - Emily jest szefem rady studenckiej. - Jessica wstała i zaczęła zbierać swoje rzeczy - Popieprzone to, wiem. - zaśmiałam się kiedy dramatycznie przewróciła swoimi oczami. - Muszę już iść, mam historię. I będę historią jeżeli się spóźnię. - powiedziała kładąc nacisk na drugie zdanie - Widzimy się na WF'ie! - dziewczyna uśmiechnęła się do mnie ostatni raz opuszczając stołówkę.
Rozejrzałam się wokół, wszyscy powoli kierowali się do wyjścia, gotowi do następnych lekcji, więc dołączyłam do ruchomej podłogi studentów. Następna była matematyka, więc oznaczało to kolejne spotkanie z profesorem Petite. Śmiałam się sama do siebie z przezwiska jakie na niego wymyśliłam, nie pytajcie dlaczego akurat takie. Błądziłam po korytarzach-ta szkoła była jak raj w porównaniu do poprzedniej, do której chodziłam. Faktycznie, może chodziłam do tamtego collegu tylko dwa miesiące, ale jak dla mnie to o miesiąc i trzydzieści dni za dużo.
Prawa, lewa, prawa, lewa. Stałam na środku boiska, pozwalając dotknąć piłce mojego śródstopia. Stopa po stopie, krok po kroku i czekanie na resztę studentów, którzy też wybrali piłkę nożną jako wodzący sport na zajęciach. Usłyszałam głosy i ciche rozmowy w oddali i próbowałam bardziej skupić się na moich ruchach, dopóki nie usłyszałam mojego imienia w tle. Kurwa. Podbiłam piłkę z większą siłą i złapałam ją w moje obie dłonie kiedy wróciła do mnie w linii prostej. Stanęłam w grupie-byli w niej uczniowie z każdego roku-i słuchałam uważnie tego, co trener ma do powiedzenia na temat sezonu, który zaczyna się już za dwa tygodnie. Jessica uśmiechnęła się do mnie stojąc po przeciwnej stronie kręgu, nie potrafiłam nie odwzajemnić uśmiechu.
- Jessica mam nadzieję, że wybrałaś już drużynę? - to było bardziej pytanie niż stwierdzenie.
- Tak, ogłoszę to w przyszłym tygodniu i myślę, że zaczniemy ćwiczyć zaraz potem. - zachciało mi się śmiać, była teraz taka przesadnie poważna i wyprostowana.
- Rewelacja. W takim razie będziesz prowadzić trening również dzisiaj. Ja muszę udać się do profesora Lie.
Kiedy trener odszedł, odwracając się tyłem do twarzy Jess, ona podzieliła się z nami ogromnym uśmiechem, który wręcz podzielił jej twarz na dwie części.
- W porządku dziewczyny! Dzisiaj zrobimy sobie luźny trening i poćwiczymy podstawy. Ich nigdy za wiele! A w tym sezonie najważniejsze będą precyzyjne podania. - spojrzała na nas wszystkie po kolei, jedna po drugiej, po czym klasnęła w dłonie i rozpoczęła rozgrzewkę.
Kiedy podchodziłam do mojej piłki, moje oczy się zgubiły. Znowu. Po drugiej stronie boiska był facet, który ostatniej nocy krążył między moimi marzeniami i nie dał mi spokojnie spać. Między wszystkimi piłkarzami płci męskiej w czerwonej kamizelce z Manu Jersey. Podawał sobie piłkę z innym gościem wykonując perfekcyjne ruchy.
- Na co się tak gapisz? - Jessica wykonała strzał piłką między moje nogi i stanęła obok mnie kiedy nie zareagowałam. Słyszałam ją głośno i wyraźnie. Ale po prostu patrzyłam.
- K-kto to jest? - zapytałam wskazując na niego palcem. I wtedy właśnie on złapał mój wzrok-zamarłam.
- Nie. Nie. Nie. - Zostałam odciągnięta od jego oczu i zaczęłam trucht wzdłuż boiska razem z Jess czekając na wyjaśnienia z jej strony albo przynajmniej na jego imię - To. To jest Harry. - zbliżyła się do mnie i zniżyła głos - Większość z nas-dziewczyn-po prostu nazywa go Mystery Guy. (po polsku 'facet tajemnica', ale myślę, że oryginalna nazwa brzmi lepiej:)) On jest poza zasięgiem.
- Mystery Guy? - zapytałam zdezorientowana.
- Taa, wszystkie laski w szkole pragną tylko jego-jest tym naj. Ale nigdy nie był z nikim tutaj, co jest bardzo dziwne. Nigdy nie rozmawia z żadnymi dziewczynami chociaż zagadywały do niego. Wiele razy. Ale on nigdy przenigdy sam nie rozpoczął żadnej z rozmów.
- Dlaczego? - nie nadążałam z napływem informacji.
- Mnie się pytasz?! Rozmawiałam z nim raz, bo on, kapitan ich drużyny i ja musieliśmy omówić harmonogram szkoleń. Jest miłym gościem, ale.. nie wiem. Jest w nim coś, co każe mi go nazywać Mystery Guy i to mu odpowiada. - zachichotała i pokręciła głową.
- Jest dobry?
- Taak, jest dobry. Nie najlepszy, ale na boisku posiada cholerne dobre cechy i zagrania. - skinęłam głową kiedy do mnie mówiła i spojrzałam na niego raz jeszcze. Nadal kontynuował ćwiczenia. Kurwa - Alyssa, pamiętaj co ci powiedziałam. Jest poza zasięgiem. - Jess zwróciła z powrotem moją uwagę na nią.
- To nie tak, że zamierzam do niego podbijać czy coś. - zaśmiałam się. Taa, gdybym kiedykolwiek miała odwagę by porozmawiać z facetem takim jak on.
- Spokojnie, wcale tak nie myślałam. Tylko ci mówię. Emily zaciera na niego swoje pazurki od pierwszego dnia tutaj. Tylko, że on nigdy nie wykazał żadnego zainteresowania. - wybuchnęła ponownie śmiechem, a ja razem z nią. Może nie był aż taki zły? Nie wydawał się być typowym 'graczem' biorąc pod uwagę jego status.
Zostawiłam ten temat w spokoju i wróciłam do ćwiczeń stojąc w kolejce. Przynajmniej mogłam pokazać niektóre moje umiejętności z nadzieją, że KTOŚ na mnie patrzy.
Idąc wzdłuż korytarzy wraz z Jessicą, zauważyłam go. Dokładnie w tym samym miejscu co wczoraj, kiedy moje oczy spotkały jego po raz pierwszy. Opierał się o ścianę tak jak wczoraj-i jego oczy... te oczy. Przełknęłam ślinę i spojrzałam w dół na moje stopy robiąc w tym samym czasie parę kroków. Sprawiał, że się denerwowałam, chociaż nie miałam do tego powodów. To było uczucie, jakby żołądek podchodził mi do gardła. Nie wiedziałam czy to dobrze.. czy źle.
Podniosłam głowę i moje oczy znalazły jego automatycznie. Znowu. Jego oczy nie wykazywały żadnych uczuć. Przez to czułam się niewygodnie, ale i tak nie mogłam się powstrzymać by nie patrzeć za siebie. Jego usta rozchylały się powoli, czułam się jakbym oglądała jego ruchy w zwolnionym tempie gdy go mijałam. Jego język ujrzał światło dzienne i wystawał spomiędzy jego białych zębów, kiedy machnął włosami i przytrzymał je rękami-jego oczy nie opuściły moich nawet na sekundę. Zaschło mi w ustach i prawie potknęłam się o moje własne nogi zmuszając się do odwrócenia od niego wzroku i kontynuowania drogi do wyjścia z budynku szkoły.
_____________________________________
- Alyssa podaj piłkę! Podaj! - przebierałam szybko nogami po płycie boiska biegnąc wzdłuż niego razem z piłką. Moje oczy skanowały ziemię przede mną i po moich obu stronach. Ominęłam przeciwników bezproblemowo-dokładnie kontrolowałam swój każdy ruch. Moja lewa stopa wylądowała przy piłce i użyłam całej swojej siły przekopując czarno-białą kulkę na drugą stronę boiska do Mary-drugiej skrzydłowej-dopingowałam ją mocno razem z resztą zespołu, kiedy piłka trafiła do siatki.
- Pierwszy mecz w tym sezonie dziewczyny! Grałyście perfekcyjnie! - trener uśmiechał się od ucha do ucha - I Alyssa, być może jesteś tu z nami dopiero dwa tygodnie-ale jesteś dużą i ważną częścią tej drużyny. Zagrałaś świetnie! Wszystko było świetne! - podeszłam w podskokach na te słowa, przybijając piątkę z każdą dziewczyną z drużyny - Jeżeli nadal będziemy tak grać, to będzie zabójczy sezon! - wszyscy wiwatowali kiedy udałyśmy się do szatni pod prysznic, którego naprawdę potrzebowałyśmy.
- Ally! - Jess przybiegła tuż za mną. - Miałaś rację! - powiedziała zdumiona.
Rację? Rację w czym?
- W czym miałam rację?
- Harry! Siedział na trybunach z innymi typami! Patrzył na ciebie cały czas! - podekscytowana podskakiwała w górę i w dół, chichocząc jak mała dziewczynka, ja pierdole Jess. Tydzień temu powiedziałam jej, jak on patrzy na mnie każdego dnia kiedy wychodzę ze szkoły. Dokładnie w tym samym miejscu, w dokładnie tej samej pozie. Każdego dnia. Od dwóch tygodni-ten sam beznamiętny wzrok.
- Serio? Jesteś pewna? - zapytałam by rozwiała moje wątpliwości.
- Czy jestem pewna? Helloł! Patrzył na ciebie jak wygłodniały wilk! Kurwa dziewczyno, on nigdy nie patrzył tak na żadne dziewczyny w tej szkole, on praktycznie rozbierał cię wzrokiem! - zaśmiała się głośno szturchając mnie w ramię.
- Jess! - skarciłam ją.
- No co? Taka prawda! - wiem, że po prostu się ze mną drażniła a ja i tak śmiałam się z tego.
Ale czy to był przypadek?
_______________________________________
Czy to był przypadek, czy to był przypadek? dowiecie sie kiedy indziej!
I co myślicie o drugim rozdziale? Najchętniej dałabym wam od razu trzeci rozdział, bo w nim dopiero zaczyna się dziać. Ale musicie poczekać, zła ja!
PISZCIE KOMENTARZE, BARDZO PROSZĘ. KOCHAM CZYTAĆ, ŻE KTOŚ DOCENIA MOJĄ PRACĘ :)
Słuchałyście już nowej piosenki chłopców, która wyciekła do internetu? Czasami żałuję, że znam angielski, bo przy pierwszym słuchaniu od razu sie poryczałam ;__;
btw. co sądzicie o nowym wyglądzie bloga?! bardzo bardzo bardzo dziękuje @swagonmyharry
tutaj możecie przeczytać jej ff o Harrym - KLIK.
Nowy rozdział najprawdopodobniej w poniedziałek po południu, chyba że mnie zaskoczycie i będzie dużo komentarzy to jutro, czyli w niedzielę.
Trzymajcie się słoneczka, wasza @Lady_Debil. - pytania możecie mi zadawać na Twitterze.
- Oh.- Jessica upiła trochę swojego mleka i obróciła się na swoim miejscu tak by jej twarz była dokładnie naprzeciwko mojej - To Emily Woods, najlepsza sztuka w szkole. Przynajmniej ona tak myśli, patrząc na wszystkich chętnych na nią facetów. - przerwała i spojrzała na nią zanim się roześmiała i odwróciła ponownie w moją stronę.
- Co w tym śmiesznego? - zapytałam, przypatrując się dyskretnie podczas jedzenia mojej ostatniej kanapki.
- Nic, nic. - zachichotała - Po prostu chodzi o to, że nawet stąd widzę jej stringi i goły tyłek. Jej spódniczka nie jest zbyt długa.
Odwróciłam się jeszcze raz by spojrzeć na blondi. O boże. Wpadłam w chichot razem z Jess. To serio nie brzmi i nie wygląda dobrze kiedy ktoś widzi cały twój 'biznes'.
- Nie jest trudna do zdobycia. Ale bezpieczniej jest się trzymać z daleko od niej i nie wchodzić jej w drogę Alyssa-ona jest jak piekło na kółkach.
- Taak, potrafię sobie wyobrazić jak dziwka bije mnie w tych swoich różowych stringach. - zaśmiałam się dosyć głośno, chociaż powinnam odpuścić. Jessica zaśmiała się z mojego nie głupiego z resztą żartu i od razu spoważniała.
- Ale serio, zaufaj mi. Ona nie będzie walczyć z tobą na pięści. Skończy z tobą w zupełnie inny sposób-zniszczy cię z zewnątrz i od środka. I mówię to zupełnie serio. - otworzyłam szerzej oczy słysząc poważniejący z każdą sekundą głos mojej przyjaciółki. Wyraziła jasno to, co miała na myśli-nie chciałabym stanąć na drodze tej blondi - Emily jest szefem rady studenckiej. - Jessica wstała i zaczęła zbierać swoje rzeczy - Popieprzone to, wiem. - zaśmiałam się kiedy dramatycznie przewróciła swoimi oczami. - Muszę już iść, mam historię. I będę historią jeżeli się spóźnię. - powiedziała kładąc nacisk na drugie zdanie - Widzimy się na WF'ie! - dziewczyna uśmiechnęła się do mnie ostatni raz opuszczając stołówkę.
Rozejrzałam się wokół, wszyscy powoli kierowali się do wyjścia, gotowi do następnych lekcji, więc dołączyłam do ruchomej podłogi studentów. Następna była matematyka, więc oznaczało to kolejne spotkanie z profesorem Petite. Śmiałam się sama do siebie z przezwiska jakie na niego wymyśliłam, nie pytajcie dlaczego akurat takie. Błądziłam po korytarzach-ta szkoła była jak raj w porównaniu do poprzedniej, do której chodziłam. Faktycznie, może chodziłam do tamtego collegu tylko dwa miesiące, ale jak dla mnie to o miesiąc i trzydzieści dni za dużo.
Prawa, lewa, prawa, lewa. Stałam na środku boiska, pozwalając dotknąć piłce mojego śródstopia. Stopa po stopie, krok po kroku i czekanie na resztę studentów, którzy też wybrali piłkę nożną jako wodzący sport na zajęciach. Usłyszałam głosy i ciche rozmowy w oddali i próbowałam bardziej skupić się na moich ruchach, dopóki nie usłyszałam mojego imienia w tle. Kurwa. Podbiłam piłkę z większą siłą i złapałam ją w moje obie dłonie kiedy wróciła do mnie w linii prostej. Stanęłam w grupie-byli w niej uczniowie z każdego roku-i słuchałam uważnie tego, co trener ma do powiedzenia na temat sezonu, który zaczyna się już za dwa tygodnie. Jessica uśmiechnęła się do mnie stojąc po przeciwnej stronie kręgu, nie potrafiłam nie odwzajemnić uśmiechu.
- Jessica mam nadzieję, że wybrałaś już drużynę? - to było bardziej pytanie niż stwierdzenie.
- Tak, ogłoszę to w przyszłym tygodniu i myślę, że zaczniemy ćwiczyć zaraz potem. - zachciało mi się śmiać, była teraz taka przesadnie poważna i wyprostowana.
- Rewelacja. W takim razie będziesz prowadzić trening również dzisiaj. Ja muszę udać się do profesora Lie.
Kiedy trener odszedł, odwracając się tyłem do twarzy Jess, ona podzieliła się z nami ogromnym uśmiechem, który wręcz podzielił jej twarz na dwie części.
- W porządku dziewczyny! Dzisiaj zrobimy sobie luźny trening i poćwiczymy podstawy. Ich nigdy za wiele! A w tym sezonie najważniejsze będą precyzyjne podania. - spojrzała na nas wszystkie po kolei, jedna po drugiej, po czym klasnęła w dłonie i rozpoczęła rozgrzewkę.
Kiedy podchodziłam do mojej piłki, moje oczy się zgubiły. Znowu. Po drugiej stronie boiska był facet, który ostatniej nocy krążył między moimi marzeniami i nie dał mi spokojnie spać. Między wszystkimi piłkarzami płci męskiej w czerwonej kamizelce z Manu Jersey. Podawał sobie piłkę z innym gościem wykonując perfekcyjne ruchy.
- Na co się tak gapisz? - Jessica wykonała strzał piłką między moje nogi i stanęła obok mnie kiedy nie zareagowałam. Słyszałam ją głośno i wyraźnie. Ale po prostu patrzyłam.
- K-kto to jest? - zapytałam wskazując na niego palcem. I wtedy właśnie on złapał mój wzrok-zamarłam.
- Nie. Nie. Nie. - Zostałam odciągnięta od jego oczu i zaczęłam trucht wzdłuż boiska razem z Jess czekając na wyjaśnienia z jej strony albo przynajmniej na jego imię - To. To jest Harry. - zbliżyła się do mnie i zniżyła głos - Większość z nas-dziewczyn-po prostu nazywa go Mystery Guy. (po polsku 'facet tajemnica', ale myślę, że oryginalna nazwa brzmi lepiej:)) On jest poza zasięgiem.
- Mystery Guy? - zapytałam zdezorientowana.
- Taa, wszystkie laski w szkole pragną tylko jego-jest tym naj. Ale nigdy nie był z nikim tutaj, co jest bardzo dziwne. Nigdy nie rozmawia z żadnymi dziewczynami chociaż zagadywały do niego. Wiele razy. Ale on nigdy przenigdy sam nie rozpoczął żadnej z rozmów.
- Dlaczego? - nie nadążałam z napływem informacji.
- Mnie się pytasz?! Rozmawiałam z nim raz, bo on, kapitan ich drużyny i ja musieliśmy omówić harmonogram szkoleń. Jest miłym gościem, ale.. nie wiem. Jest w nim coś, co każe mi go nazywać Mystery Guy i to mu odpowiada. - zachichotała i pokręciła głową.
- Jest dobry?
- Taak, jest dobry. Nie najlepszy, ale na boisku posiada cholerne dobre cechy i zagrania. - skinęłam głową kiedy do mnie mówiła i spojrzałam na niego raz jeszcze. Nadal kontynuował ćwiczenia. Kurwa - Alyssa, pamiętaj co ci powiedziałam. Jest poza zasięgiem. - Jess zwróciła z powrotem moją uwagę na nią.
- To nie tak, że zamierzam do niego podbijać czy coś. - zaśmiałam się. Taa, gdybym kiedykolwiek miała odwagę by porozmawiać z facetem takim jak on.
- Spokojnie, wcale tak nie myślałam. Tylko ci mówię. Emily zaciera na niego swoje pazurki od pierwszego dnia tutaj. Tylko, że on nigdy nie wykazał żadnego zainteresowania. - wybuchnęła ponownie śmiechem, a ja razem z nią. Może nie był aż taki zły? Nie wydawał się być typowym 'graczem' biorąc pod uwagę jego status.
Zostawiłam ten temat w spokoju i wróciłam do ćwiczeń stojąc w kolejce. Przynajmniej mogłam pokazać niektóre moje umiejętności z nadzieją, że KTOŚ na mnie patrzy.
Idąc wzdłuż korytarzy wraz z Jessicą, zauważyłam go. Dokładnie w tym samym miejscu co wczoraj, kiedy moje oczy spotkały jego po raz pierwszy. Opierał się o ścianę tak jak wczoraj-i jego oczy... te oczy. Przełknęłam ślinę i spojrzałam w dół na moje stopy robiąc w tym samym czasie parę kroków. Sprawiał, że się denerwowałam, chociaż nie miałam do tego powodów. To było uczucie, jakby żołądek podchodził mi do gardła. Nie wiedziałam czy to dobrze.. czy źle.
Podniosłam głowę i moje oczy znalazły jego automatycznie. Znowu. Jego oczy nie wykazywały żadnych uczuć. Przez to czułam się niewygodnie, ale i tak nie mogłam się powstrzymać by nie patrzeć za siebie. Jego usta rozchylały się powoli, czułam się jakbym oglądała jego ruchy w zwolnionym tempie gdy go mijałam. Jego język ujrzał światło dzienne i wystawał spomiędzy jego białych zębów, kiedy machnął włosami i przytrzymał je rękami-jego oczy nie opuściły moich nawet na sekundę. Zaschło mi w ustach i prawie potknęłam się o moje własne nogi zmuszając się do odwrócenia od niego wzroku i kontynuowania drogi do wyjścia z budynku szkoły.
_____________________________________
- Alyssa podaj piłkę! Podaj! - przebierałam szybko nogami po płycie boiska biegnąc wzdłuż niego razem z piłką. Moje oczy skanowały ziemię przede mną i po moich obu stronach. Ominęłam przeciwników bezproblemowo-dokładnie kontrolowałam swój każdy ruch. Moja lewa stopa wylądowała przy piłce i użyłam całej swojej siły przekopując czarno-białą kulkę na drugą stronę boiska do Mary-drugiej skrzydłowej-dopingowałam ją mocno razem z resztą zespołu, kiedy piłka trafiła do siatki.
- Pierwszy mecz w tym sezonie dziewczyny! Grałyście perfekcyjnie! - trener uśmiechał się od ucha do ucha - I Alyssa, być może jesteś tu z nami dopiero dwa tygodnie-ale jesteś dużą i ważną częścią tej drużyny. Zagrałaś świetnie! Wszystko było świetne! - podeszłam w podskokach na te słowa, przybijając piątkę z każdą dziewczyną z drużyny - Jeżeli nadal będziemy tak grać, to będzie zabójczy sezon! - wszyscy wiwatowali kiedy udałyśmy się do szatni pod prysznic, którego naprawdę potrzebowałyśmy.
- Ally! - Jess przybiegła tuż za mną. - Miałaś rację! - powiedziała zdumiona.
Rację? Rację w czym?
- W czym miałam rację?
- Harry! Siedział na trybunach z innymi typami! Patrzył na ciebie cały czas! - podekscytowana podskakiwała w górę i w dół, chichocząc jak mała dziewczynka, ja pierdole Jess. Tydzień temu powiedziałam jej, jak on patrzy na mnie każdego dnia kiedy wychodzę ze szkoły. Dokładnie w tym samym miejscu, w dokładnie tej samej pozie. Każdego dnia. Od dwóch tygodni-ten sam beznamiętny wzrok.
- Serio? Jesteś pewna? - zapytałam by rozwiała moje wątpliwości.
- Czy jestem pewna? Helloł! Patrzył na ciebie jak wygłodniały wilk! Kurwa dziewczyno, on nigdy nie patrzył tak na żadne dziewczyny w tej szkole, on praktycznie rozbierał cię wzrokiem! - zaśmiała się głośno szturchając mnie w ramię.
- Jess! - skarciłam ją.
- No co? Taka prawda! - wiem, że po prostu się ze mną drażniła a ja i tak śmiałam się z tego.
Ale czy to był przypadek?
_______________________________________
Czy to był przypadek, czy to był przypadek? dowiecie sie kiedy indziej!
I co myślicie o drugim rozdziale? Najchętniej dałabym wam od razu trzeci rozdział, bo w nim dopiero zaczyna się dziać. Ale musicie poczekać, zła ja!
PISZCIE KOMENTARZE, BARDZO PROSZĘ. KOCHAM CZYTAĆ, ŻE KTOŚ DOCENIA MOJĄ PRACĘ :)
Słuchałyście już nowej piosenki chłopców, która wyciekła do internetu? Czasami żałuję, że znam angielski, bo przy pierwszym słuchaniu od razu sie poryczałam ;__;
btw. co sądzicie o nowym wyglądzie bloga?! bardzo bardzo bardzo dziękuje @swagonmyharry
tutaj możecie przeczytać jej ff o Harrym - KLIK.
Nowy rozdział najprawdopodobniej w poniedziałek po południu, chyba że mnie zaskoczycie i będzie dużo komentarzy to jutro, czyli w niedzielę.
Trzymajcie się słoneczka, wasza @Lady_Debil. - pytania możecie mi zadawać na Twitterze.
czwartek, 19 września 2013
Rozdział 1. - Introductions
Pierwszy dzień. I to uczucie kiedy wszyscy wlepiają we mnie swój ciekawski wzrok. Jakbym miała rozsmarowanego zepsutego banana na twarzy, albo co gorsza ogon wystający z mojego tyłka. Ale pewnie popadałam tylko w paranoję - wszyscy nowi pierwszoroczni czują się pewnie tak samo jak ja teraz. Obserwowałam ich - nowe mięsko, na którym starsi studenci nie pozostawiliby suchej nitki. Bez różnicy kim byłeś. Dziwką, kujonem, super laską czy małym, niewidzialnym niczym. Tak to zazwyczaj działa. Czuję się teraz jak to niewidzialne coś. Takie przynajmniej miałam odczucie mijając tych wszystkich ludzi na korytarzach szkolnych. Czuję się jak śmieć. To naprawdę pomaga w podwyższeniu mojej samooceny, mhm. Już teraz wiem, że zawsze będę tą skromną i nieśmiałą dziewczyną, której imienia nikt nie zna - moje spekulacje odnośnie trzech lat na studiach. Robię po prostu to co mam robić i czego się ode mnie oczekuje. I robię to dobrze. Nie jestem jakiś jebanym kujonem czy nerdem. Łatwo przychodzi mi rozmowa z ludźmi, nawet kiedy to ja muszę ją zacząć. Moim nałogiem jest noga. Piłka nożna. Albo jak wolicie football - nazwijcie to jak chcecie. Jestem w tym dobra, a ludzie doznają nie małej niespodzianki, kiedy dostrzegają mój nietypowy dla nastolatki talent obcowania z piłką. Z tej właśnie części mnie jestem bardzo dumna.
Tak, to mój pierwszy dzień w collegu. Drugim collegu. Minęły już dwa miesiące od rozpoczęcia semestru, ale powiem wam że może czuliście się zagubieni w pierwszy szkolny dzień po zakończeniu wakacji, tak jak wszyscy pierwszoroczni. Kiedy przychodzisz nowy do nowej szkoły gdzie wszyscy już się znają i wiedzą dokąd iść - nie chcesz czuć się jak zagubiony mały szczeniaczek tak jak ja w tym momencie. Jakbym wkraczała na czyiś teren, ale zgaduję, że to znowu tylko wpadam w paranoje.
Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi do klasy, która tak jak powinnam powiedzieć, okazała się wielką salą wykładową. Setki par oczu odwróciło się w moją stronę i momentalnie poczułam ciepło na moich zarumienionych policzkach. Wyprostowałam się i zeszłam na dół głównymi schodami do małego, zgarbionego nauczyciela, który sterczał przy tablicy. Był starym, łysym mężczyzną za wielkimi okularami na jego nosie - nie zrozumcie mnie źle, nie wyglądał jak jeden z tych naburmuszonych i surowych belfrów. Wyglądał jak normalny, miły nauczyciel. Po raz pierwszy dzisiaj poczułam, że zaczynam lubić to miejsce, albo przynajmniej czegoś się tu w końcu nauczę.
Podałam mu małą karteczkę, która trzymałam kurczowo cały czas w swojej drżącej dłoni. Wziął ją ode mnie z małym uśmiechem na twarzy i zawiesił swój wzrok na literach zapisanych na kartce.
- Proszę wszystkich o uwagę! - zwrócił się do tłumu uczniów, a ja podskoczyłam słysząc jego donośny głos. - Dołączyła dzisiaj do nas nowa studentka! Nazywa się - zamilkł na chwilę by spojrzeć na małą karteczkę i przeczytać moje imię i nazwisko - Alyssa Nicholson. Chciałbym żebyście ją powitali.
Profesor podał mi notkę z powrotem z ciepłym uśmiechem na jego twarzy i popchnął mnie delikatnie w kierunku morza studentów wciąż gapiących się na mnie. Kurwa, moglibyście przestać.
- Myślę, że możesz iść usiąść z tyłu.- powiedział profesor Petite, zostawiając mnie samą w centrum uwagi. Zajebiście, znowu te schody..
Dzień mijał, a ja siedziałam na lekcjach starannie zapisując to, na co nauczyciele kazali zwrócić uwagę i co powinniśmy zapamiętać - testy zbliżały się ogromnymi krokami. Jednak większość studentów nadal nie powstrzymywała się przed tym by na mnie spojrzeć raz czy dwa. Albo kurwa wgapiać się we mnie przez cały wykład. Kiedy odwracałam się w ich stronę żadne oczy nie były skierowane na mnie. Dziwne. Starałam się o tym nie myśleć. Następne i ostatnie dzisiaj były zajęcia sportowe. Miałam nadzieję, że oderwę się na nich od tego wszystkiego, a cała reszta uczniów. odczepi się ode mnie.
Piłka nożna. To jest moje życie. Najlepsza część dzisiejszego dnia. To właśnie to. Ucieczka od wszelkich nacisków i oczekiwań innych w stosunku do mnie. Nawet nie potrafię opisać tego wspaniałego uczucia, jakim jest pełna kontrola nad piłką i jakim zajebistym uczuciem jest wręcz 'wykopanie' wszystkich moich frustracji i emocji dzięki piłce i jak fantastycznie czuję się używając swoich technik i ogrywając wszystkich zawodników w polu. Niesamowite.
- Oh, to ty jesteś tą dziewczyną, która tak cholernie dobrze grała. - odwróciłam się tyłem do mojej szafki w szatni i od razu moim oczom ukazała się wysoka blondynka z kurewsko niebieskimi oczami. Uśmiechnęła się do mnie ciepło i wyciągnęła swoją dłoń w moją stronę.
- Dziękuję. - Uścisnęłam jej rękę i odpowiedziałam małym i nieśmiałym uśmiechem jak to miałam w zwyczaju. To było dla mnie za dużo. Wiedziałam, że jestem dobra w tych klockach, ale nigdy nie byłam dobra w przyjmowaniu komplementów.
- Jestem Jessica. - blondynka niecierpliwie i energicznie ścisnęła moją dłoń - Jestem kapitanem żeńskiej drużyny nogi w tym collegu i oficjalnie ogłaszam, że od teraz ty też jesteś jej częścią. - spojrzałam na nią z szeroko otwartymi oczami, zaskoczona. Poklepała, a raczej z niemałą siłą uderzyła moje plecy i przytuliła mnie nie zważając na moją drobną posturę. Ja nadal patrzyłam na nią z niedowierzaniem i zaśmiałam się nerwowo. Jessica najwyraźniej to wyczuła. Była bardzo podekscytowana kiedy zaczęła opowiadać mi o nadchodzącym sezonie i o innych szczegółach dotyczących tego, czego ona sama oczekuje od drużyny w tym roku. Byłam wręcz przerażona tym, jak dużo energii od niej bije, w czasie kiedy szła po mojej prawej stronie krok w krok.
- Treningi zaczynają się za dwa tygodnie! Widzimy się na kolejnych zajęciach! - krzyknęła w moją stronę Jessica albo Jess, bo tak właśnie kazała na siebie mówić i pobiegła dalej. Jest dobrze zbudowaną dziewczyną. Nie była gruba, po prostu miała nieźle wyrzeźbione mięśnie. Pomachałam jej na pożegnanie, gdy zniknęła w drzwiach szatni. Zostałam sama.
Odetchnęłam głęboko i wzięłam swoją dużą torbę przerzucając ją przez ramię. Czułam zapach swoich korków tak długo jak szłam szczęśliwa korytarzem prosto do dużego holu gmachu szkoły. Czułam się jak mała mucha wśród chmary studentów próbujących przecisnąć się miedzy sobą i dostać się jak najszybciej do domu. Uśmiechnęłam się kiedy zobaczyłam Jessicę machającą do mnie z drugiej strony budynku. Mówiła, że musi iść po parę książek zanim pożegnałam się z nią w szatni. Również do niej pomachałam kiedy coś innego zwróciło moją uwagę.
Chłopak. Stał oparty o ścianę naprzeciwko mnie. Wyglądał nieziemsko. Cholernie nieziemsko. Jego zielone oczy pusto wpatrywały się we mnie-nie pokazywały zupełnie nic. Odwróciłam się szybko za siebie by zobaczyć czy czasem nikt za mną nie stoi. Ale teraz byłam tam tylko ja i szafki szkolne. Spojrzałam na niego zdezorientowana, jednak on nie zareagował. Po prostu stał tutaj i gapił mi się prosto w oczy, nawet się nie uśmiechając. Otrząsnęłam się i oderwałam swoje niebieskie tęczówki od jego zielonych i kontynuowałam moją drogę do Jessici. To było dziwne. Bardzo dziwne. Pokręciłam głową i wyszłam z budynku dużymi podwójnymi drzwiami wraz z Jess. Spojrzałam za siebie by popatrzeć na niego ostatni raz, ale zniknął.
- Co Ci tak długo zajęło? - Jessica sprowadziła mnie na ziemię i szturchnęła lekko moje plecy podążając wzdłuż szkolnego podwórza. Nie mogłam przestać uśmiechać się pod nosem, kiedy ciągle nawijała o sezonie piłkarskim.
- A tak swoją drogą, dlaczego nie widziałam Cię tutaj wcześniej? - dziewczyna nagle zmieniła temat i przeniosła swoją całą uwagę na mnie.
- Ah, musiałam zmienić szkołę. To mój pierwszy dzień tutaj. - uśmiechnęłam się. Muszę przyznać, że jestem z siebie dumna. Pierwszy dzień, a ja już jestem drużynie.
- Cieszę się, że tu jesteś. Moje modły w końcu zostały wysłuchane i czuje w moim jelicie, że nasza dwójką zostanie najlepszymi przyjaciółkami!
- Modły? - Zaśmiałam się dosyć głośno na wzmiankę o modlitwach i jelicie. Myślę, że polubiłam Jess. Fakt, jest trochę narwana, ale jest miła i co najważniejsze, ma poczucie humoru. Mogłabym mieć taką przyjaciółkę.
- Tak, jesteś aniołem zesłanym od Boga. - jej uśmiech i oczy promieniały szczęściem. - Więc, na którym roku jesteś, Alyssa?
- Pierwszy rok i pierwszy dzień w tej szkole. - uśmiechnęłam się ponownie z dumą, odpowiadając trochę odważniejszym tonem.
- Niesamowita laska aka Jessica mówi CO?! - Jess stanęła tuż przede mną schodząc w dół parkingu - Kurwa, musisz być tą dobra-we-wszystkim dziewczyną, serio! To imponujące - powiedziała i przybiła mi piątkę.
Ona była taka wesoła. Przy niej moja pewność siebie wzrastała a nieśmiałość znikała z minuty na minutę. Jest zbyt zabawna, by odpuścić.
- To jest mój ostatni rok tutaj, więc czuję się przy tobie po prostu kurwa staro. - znowu się zaśmiała i wyciągnęła ze swojej torebki różowe kluczyki - Chcesz jechać do domu? - Odwróciła się znowu w moją stronę i machając mi kluczykami na palcu, wskazała na różowego jak klucze garbusa. Serio?
- Różowy? Wszystko, ale tego po Tobie akurat nie mogłabym się spodziewać! - roześmiałam się głośno.
Jess przewróciła oczami i zawtórowała mój śmiech.
- Odbieram to jako TAK, zabierz mnie do domu Jess. - zachichotałam pod nosem. Znam ją zaledwie godzinę, a już jest dla mnie przyjaciółką, której nigdy nie miałam.
- Dobranoc, tato. - dałam mu się przytulić i powędrowałam na górę do swojego pokoju. Rozmawialiśmy dosyć długo na temat pierwszego dnia w nowej szkole, o Jessice-mojej nowej najlepszej przyjaciółce i oczywiście o mojej piłce. Ja i tata byliśmy piłkarskimi zapaleńcami. Był moim trenerem od kiedy byłam małym dzieckiem i teraz kiedy jestem już dorosła nadal rozwijam się pod jego skrzydłami. Jest dumny z tego co robię. Zarówno z mojej szkoły jak i mojej małej 'kariery' piłkarskiej. Spokojnie mogę powiedzieć, że jestem córeczką tatusia. Wsunęłam się pod moją ciepłą kołdrę i zamknęłam oczy zasypiając z uśmiechem na twarzy. Odpływałam myśląc o dzisiejszym dniu. Jednak jest coś o czym nie mogłam przestać myśleć i nawiedzało mnie całą noc.
Dwoje jasnych szmaragdowych oczu.
____________________________
Hejka! 10-15 komentarzy i daje nowy rozdział. Czeka już przetłumaczony;d
No to pierwszy rozdział przetłumaczony. Wiem, że narazie nikt tego nie czyta, ale naprawdę frajdę sprawia mi tłumaczenie.
JEŻELI TO CZYTASZ TO PROSZĘ NAPISZ CHOCIAŻ DWA SŁOWA. NAWET NIE WIECIE JAK TO MOTYWUJE CZŁOWIEKA DO DALSZEJ PRACY.
Dzisiaj dzień pełen wrażeń, Polski nie ma narazie na liście WWAT. co myślicie? Będziemy?
Mam taką nadzieję..
Pozdrawiam autorkę opowiadania, nie znasz polskiego kotku ale wiem, że tu wchodzisz.
WE LUV YA LANESRA <3
ps. szukam kogoś do zrobienia szablonu :)
do kiedyś, xx.
follow me on twitter - @Lady_Debil
Tak, to mój pierwszy dzień w collegu. Drugim collegu. Minęły już dwa miesiące od rozpoczęcia semestru, ale powiem wam że może czuliście się zagubieni w pierwszy szkolny dzień po zakończeniu wakacji, tak jak wszyscy pierwszoroczni. Kiedy przychodzisz nowy do nowej szkoły gdzie wszyscy już się znają i wiedzą dokąd iść - nie chcesz czuć się jak zagubiony mały szczeniaczek tak jak ja w tym momencie. Jakbym wkraczała na czyiś teren, ale zgaduję, że to znowu tylko wpadam w paranoje.
Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi do klasy, która tak jak powinnam powiedzieć, okazała się wielką salą wykładową. Setki par oczu odwróciło się w moją stronę i momentalnie poczułam ciepło na moich zarumienionych policzkach. Wyprostowałam się i zeszłam na dół głównymi schodami do małego, zgarbionego nauczyciela, który sterczał przy tablicy. Był starym, łysym mężczyzną za wielkimi okularami na jego nosie - nie zrozumcie mnie źle, nie wyglądał jak jeden z tych naburmuszonych i surowych belfrów. Wyglądał jak normalny, miły nauczyciel. Po raz pierwszy dzisiaj poczułam, że zaczynam lubić to miejsce, albo przynajmniej czegoś się tu w końcu nauczę.
Podałam mu małą karteczkę, która trzymałam kurczowo cały czas w swojej drżącej dłoni. Wziął ją ode mnie z małym uśmiechem na twarzy i zawiesił swój wzrok na literach zapisanych na kartce.
- Proszę wszystkich o uwagę! - zwrócił się do tłumu uczniów, a ja podskoczyłam słysząc jego donośny głos. - Dołączyła dzisiaj do nas nowa studentka! Nazywa się - zamilkł na chwilę by spojrzeć na małą karteczkę i przeczytać moje imię i nazwisko - Alyssa Nicholson. Chciałbym żebyście ją powitali.
Profesor podał mi notkę z powrotem z ciepłym uśmiechem na jego twarzy i popchnął mnie delikatnie w kierunku morza studentów wciąż gapiących się na mnie. Kurwa, moglibyście przestać.
- Myślę, że możesz iść usiąść z tyłu.- powiedział profesor Petite, zostawiając mnie samą w centrum uwagi. Zajebiście, znowu te schody..
Dzień mijał, a ja siedziałam na lekcjach starannie zapisując to, na co nauczyciele kazali zwrócić uwagę i co powinniśmy zapamiętać - testy zbliżały się ogromnymi krokami. Jednak większość studentów nadal nie powstrzymywała się przed tym by na mnie spojrzeć raz czy dwa. Albo kurwa wgapiać się we mnie przez cały wykład. Kiedy odwracałam się w ich stronę żadne oczy nie były skierowane na mnie. Dziwne. Starałam się o tym nie myśleć. Następne i ostatnie dzisiaj były zajęcia sportowe. Miałam nadzieję, że oderwę się na nich od tego wszystkiego, a cała reszta uczniów. odczepi się ode mnie.
Piłka nożna. To jest moje życie. Najlepsza część dzisiejszego dnia. To właśnie to. Ucieczka od wszelkich nacisków i oczekiwań innych w stosunku do mnie. Nawet nie potrafię opisać tego wspaniałego uczucia, jakim jest pełna kontrola nad piłką i jakim zajebistym uczuciem jest wręcz 'wykopanie' wszystkich moich frustracji i emocji dzięki piłce i jak fantastycznie czuję się używając swoich technik i ogrywając wszystkich zawodników w polu. Niesamowite.
- Oh, to ty jesteś tą dziewczyną, która tak cholernie dobrze grała. - odwróciłam się tyłem do mojej szafki w szatni i od razu moim oczom ukazała się wysoka blondynka z kurewsko niebieskimi oczami. Uśmiechnęła się do mnie ciepło i wyciągnęła swoją dłoń w moją stronę.
- Dziękuję. - Uścisnęłam jej rękę i odpowiedziałam małym i nieśmiałym uśmiechem jak to miałam w zwyczaju. To było dla mnie za dużo. Wiedziałam, że jestem dobra w tych klockach, ale nigdy nie byłam dobra w przyjmowaniu komplementów.
- Jestem Jessica. - blondynka niecierpliwie i energicznie ścisnęła moją dłoń - Jestem kapitanem żeńskiej drużyny nogi w tym collegu i oficjalnie ogłaszam, że od teraz ty też jesteś jej częścią. - spojrzałam na nią z szeroko otwartymi oczami, zaskoczona. Poklepała, a raczej z niemałą siłą uderzyła moje plecy i przytuliła mnie nie zważając na moją drobną posturę. Ja nadal patrzyłam na nią z niedowierzaniem i zaśmiałam się nerwowo. Jessica najwyraźniej to wyczuła. Była bardzo podekscytowana kiedy zaczęła opowiadać mi o nadchodzącym sezonie i o innych szczegółach dotyczących tego, czego ona sama oczekuje od drużyny w tym roku. Byłam wręcz przerażona tym, jak dużo energii od niej bije, w czasie kiedy szła po mojej prawej stronie krok w krok.
- Treningi zaczynają się za dwa tygodnie! Widzimy się na kolejnych zajęciach! - krzyknęła w moją stronę Jessica albo Jess, bo tak właśnie kazała na siebie mówić i pobiegła dalej. Jest dobrze zbudowaną dziewczyną. Nie była gruba, po prostu miała nieźle wyrzeźbione mięśnie. Pomachałam jej na pożegnanie, gdy zniknęła w drzwiach szatni. Zostałam sama.
Odetchnęłam głęboko i wzięłam swoją dużą torbę przerzucając ją przez ramię. Czułam zapach swoich korków tak długo jak szłam szczęśliwa korytarzem prosto do dużego holu gmachu szkoły. Czułam się jak mała mucha wśród chmary studentów próbujących przecisnąć się miedzy sobą i dostać się jak najszybciej do domu. Uśmiechnęłam się kiedy zobaczyłam Jessicę machającą do mnie z drugiej strony budynku. Mówiła, że musi iść po parę książek zanim pożegnałam się z nią w szatni. Również do niej pomachałam kiedy coś innego zwróciło moją uwagę.
Chłopak. Stał oparty o ścianę naprzeciwko mnie. Wyglądał nieziemsko. Cholernie nieziemsko. Jego zielone oczy pusto wpatrywały się we mnie-nie pokazywały zupełnie nic. Odwróciłam się szybko za siebie by zobaczyć czy czasem nikt za mną nie stoi. Ale teraz byłam tam tylko ja i szafki szkolne. Spojrzałam na niego zdezorientowana, jednak on nie zareagował. Po prostu stał tutaj i gapił mi się prosto w oczy, nawet się nie uśmiechając. Otrząsnęłam się i oderwałam swoje niebieskie tęczówki od jego zielonych i kontynuowałam moją drogę do Jessici. To było dziwne. Bardzo dziwne. Pokręciłam głową i wyszłam z budynku dużymi podwójnymi drzwiami wraz z Jess. Spojrzałam za siebie by popatrzeć na niego ostatni raz, ale zniknął.
- Co Ci tak długo zajęło? - Jessica sprowadziła mnie na ziemię i szturchnęła lekko moje plecy podążając wzdłuż szkolnego podwórza. Nie mogłam przestać uśmiechać się pod nosem, kiedy ciągle nawijała o sezonie piłkarskim.
- A tak swoją drogą, dlaczego nie widziałam Cię tutaj wcześniej? - dziewczyna nagle zmieniła temat i przeniosła swoją całą uwagę na mnie.
- Ah, musiałam zmienić szkołę. To mój pierwszy dzień tutaj. - uśmiechnęłam się. Muszę przyznać, że jestem z siebie dumna. Pierwszy dzień, a ja już jestem drużynie.
- Cieszę się, że tu jesteś. Moje modły w końcu zostały wysłuchane i czuje w moim jelicie, że nasza dwójką zostanie najlepszymi przyjaciółkami!
- Modły? - Zaśmiałam się dosyć głośno na wzmiankę o modlitwach i jelicie. Myślę, że polubiłam Jess. Fakt, jest trochę narwana, ale jest miła i co najważniejsze, ma poczucie humoru. Mogłabym mieć taką przyjaciółkę.
- Tak, jesteś aniołem zesłanym od Boga. - jej uśmiech i oczy promieniały szczęściem. - Więc, na którym roku jesteś, Alyssa?
- Pierwszy rok i pierwszy dzień w tej szkole. - uśmiechnęłam się ponownie z dumą, odpowiadając trochę odważniejszym tonem.
- Niesamowita laska aka Jessica mówi CO?! - Jess stanęła tuż przede mną schodząc w dół parkingu - Kurwa, musisz być tą dobra-we-wszystkim dziewczyną, serio! To imponujące - powiedziała i przybiła mi piątkę.
Ona była taka wesoła. Przy niej moja pewność siebie wzrastała a nieśmiałość znikała z minuty na minutę. Jest zbyt zabawna, by odpuścić.
- To jest mój ostatni rok tutaj, więc czuję się przy tobie po prostu kurwa staro. - znowu się zaśmiała i wyciągnęła ze swojej torebki różowe kluczyki - Chcesz jechać do domu? - Odwróciła się znowu w moją stronę i machając mi kluczykami na palcu, wskazała na różowego jak klucze garbusa. Serio?
- Różowy? Wszystko, ale tego po Tobie akurat nie mogłabym się spodziewać! - roześmiałam się głośno.
Jess przewróciła oczami i zawtórowała mój śmiech.
- Odbieram to jako TAK, zabierz mnie do domu Jess. - zachichotałam pod nosem. Znam ją zaledwie godzinę, a już jest dla mnie przyjaciółką, której nigdy nie miałam.
- Dobranoc, tato. - dałam mu się przytulić i powędrowałam na górę do swojego pokoju. Rozmawialiśmy dosyć długo na temat pierwszego dnia w nowej szkole, o Jessice-mojej nowej najlepszej przyjaciółce i oczywiście o mojej piłce. Ja i tata byliśmy piłkarskimi zapaleńcami. Był moim trenerem od kiedy byłam małym dzieckiem i teraz kiedy jestem już dorosła nadal rozwijam się pod jego skrzydłami. Jest dumny z tego co robię. Zarówno z mojej szkoły jak i mojej małej 'kariery' piłkarskiej. Spokojnie mogę powiedzieć, że jestem córeczką tatusia. Wsunęłam się pod moją ciepłą kołdrę i zamknęłam oczy zasypiając z uśmiechem na twarzy. Odpływałam myśląc o dzisiejszym dniu. Jednak jest coś o czym nie mogłam przestać myśleć i nawiedzało mnie całą noc.
Dwoje jasnych szmaragdowych oczu.
____________________________
Hejka! 10-15 komentarzy i daje nowy rozdział. Czeka już przetłumaczony;d
No to pierwszy rozdział przetłumaczony. Wiem, że narazie nikt tego nie czyta, ale naprawdę frajdę sprawia mi tłumaczenie.
JEŻELI TO CZYTASZ TO PROSZĘ NAPISZ CHOCIAŻ DWA SŁOWA. NAWET NIE WIECIE JAK TO MOTYWUJE CZŁOWIEKA DO DALSZEJ PRACY.
Dzisiaj dzień pełen wrażeń, Polski nie ma narazie na liście WWAT. co myślicie? Będziemy?
Mam taką nadzieję..
Pozdrawiam autorkę opowiadania, nie znasz polskiego kotku ale wiem, że tu wchodzisz.
WE LUV YA LANESRA <3
ps. szukam kogoś do zrobienia szablonu :)
do kiedyś, xx.
follow me on twitter - @Lady_Debil
środa, 18 września 2013
Prolog
Zielone oczy. Prześladują mnie dosłownie wszędzie. Kiedy jestem w szkole, w domu, kiedy pracuję, kiedy zamykam moje oczy - wszystko co mogę zobaczyć to dwie wyraźne szmaragdowe zielone źrenice wpatrzone w moje. Nie mogę oderwać od nich swojego wzroku. Odruchowo się w nich gubię - jakby to było moim celem. Podobnie jak ON, moje przeznaczenie.
-
Alyssa Nicholson zmieniła szkołę dwa miesiące po rozpoczęciu semestru. Nie podobało jej się to, ale tak właśnie musiało się stać. Alyssa jest mądrą i utalentowaną dziewczyną. Gra w piłkę nożną jak zawodowy piłkarz. Jest nieśmiała, ale nie jest trudno się z nią dogadać. Kiedy Jessica - kapitan szkolnej drużyny wzięła ją do zespołu, urodziła się między nimi wielka przyjaźń. Czy Jessica będzie potrafiła ostrzec przyjaciółkę przed szkolnym 'mystery guy' - Harry'm Styles'em - kiedy nagle Alyssa staje się obiektem jego patrzań?
Czy Alyssa oprze się pięknu zielonych oczu?
___________________________________
Siemanko!
Tak więc o to zaczynam moją przygodę z tłumaczeniem. Jest ono moim pierwszym, mam nadzieje że nie ostatnim ;>
Taki krótki prolog, jutro wrzuce pierwszy rozdział jak dam radę. Mam nadzieję, że przyjmiecie historię autorki. Link macie wyżej.
Szukam kogoś do zrobienia tła i nagłówka, ja nie mam na to czasu :)
paaaaaaaaaaaśki kotki ;* xx
@Lady_Debil - follow me.
-
Alyssa Nicholson zmieniła szkołę dwa miesiące po rozpoczęciu semestru. Nie podobało jej się to, ale tak właśnie musiało się stać. Alyssa jest mądrą i utalentowaną dziewczyną. Gra w piłkę nożną jak zawodowy piłkarz. Jest nieśmiała, ale nie jest trudno się z nią dogadać. Kiedy Jessica - kapitan szkolnej drużyny wzięła ją do zespołu, urodziła się między nimi wielka przyjaźń. Czy Jessica będzie potrafiła ostrzec przyjaciółkę przed szkolnym 'mystery guy' - Harry'm Styles'em - kiedy nagle Alyssa staje się obiektem jego patrzań?
Czy Alyssa oprze się pięknu zielonych oczu?
___________________________________
Siemanko!
Tak więc o to zaczynam moją przygodę z tłumaczeniem. Jest ono moim pierwszym, mam nadzieje że nie ostatnim ;>
Taki krótki prolog, jutro wrzuce pierwszy rozdział jak dam radę. Mam nadzieję, że przyjmiecie historię autorki. Link macie wyżej.
Szukam kogoś do zrobienia tła i nagłówka, ja nie mam na to czasu :)
paaaaaaaaaaaśki kotki ;* xx
@Lady_Debil - follow me.
Subskrybuj:
Posty (Atom)